Działaniami Rady Polityki Pieniężnej doprawdy trudno być teraz zaskoczonym. Poprzednio, w kwietniu, było to 100 punktów bazowych więcej, teraz 75. RPP w szybkim tempie podnosi stopy procentowe, jakby chciała nadrobić stracony czas i zwłokę w walce z inflacją w ubiegłym roku. Teraz nie ma za bardzo pola manewru, jest zakładnikiem wysokich cen, które pustoszą kieszenie nie tylko Polaków.

Czytaj więcej

RPP podnosi stopy procentowe piąty raz w 2022

W środę amerykański bank centralny podniósł stopy procentowe o 50 pkt bazowych, co było pierwszą tak dużą podwyżką od ponad dwóch dekad. Tego sygnału nasza RPP nie mogła nie wziąć pod uwagę. Walka z inflacją wszędzie staje się koniecznością i jest coraz ostrzejsza. Również w Czechach podniesiono w czwartek poziom stóp procentowych.

Z pewnością to nie koniec, zważywszy na ostatni odczyt inflacji, która w marcu sięgnęła 12,3 proc. w ujęciu rocznym i nie przestaje rosnąć. Jeżeli nawet założymy optymistycznie, jak chce prezes NBP Adam Glapiński, że wzrost cen ma się ku końcowi i jego szczyt zaliczymy w czerwcu, to prędko inflacja nie ustąpi. Z jej wysokim, nawet dwucyfrowym, poziomem możemy mieć do czynienia jeszcze wiele miesięcy. To zła wiadomość dla kredytobiorców płacących coraz wyższe raty.

Na wysoką inflację wpływają wysokie ceny surowców energetycznych i żywności, które nakręca wojna (NBP chętnie to podkreśla, próbując zrzucić z siebie jakąkolwiek winę). Swoje dorzucają jeszcze inne czynniki, jak choćby świetna koniunktura gospodarcza w Polsce czy nawrót Covid-19 w Chinach potęgujący braki wielu produktów przemysłowych i części do nich. Tkwimy już po uszy w spirali płacowo-cenowej, której raz nakręconej łatwo zatrzymać się nie da.

Możemy się tylko pocieszać, że jeszcze gorzej jest w centrum polskich wakacyjnych wyjazdów, w Turcji. Do osiągniętego tam poziomu inflacji – 70 proc. w skali roku – wciąż trochę nam brakuje.