Ledwo kilka dni temu rozpoczęło się tłoczenie dodatkowych porcji surowca gazociągiem jamalskim przez Białoruś i Polskę do Niemiec, a także rurociągiem z Syberii przez Ukrainę i Słowację do Czech i Austrii, by zapełnić tamtejsze magazyny przed zimą. W takiej sytuacji mało prawdopodobne jest, by Putin pozwolił Łukaszence zakręcić kurek z gazem. Decyzje o tym, komu go dostarczyć, a kogo od niego odciąć, zapadają nie w Mińsku, ale w Moskwie. Gazowy system przesyłowy na Białorusi należy do Gazpromu i za majstrowanie przy kurku grożą Łukaszence kary liczone w miliardach dolarów.

Mając jednak na względzie przewrotność rosyjskiej propagandy, nie zdziwię się, gdy wywołany przez Białoruś kryzys graniczny posłuży Gazpromowi jako argument za udostępnieniem Rosjanom pełnej przepustowości dwóch nitek certyfikowanego obecnie gazociągu Nord Stream 2. Putin zawsze może powiedzieć, że trasa przez Bałtyk jest znacznie bezpieczniejsza niż przez „pogrążone w konflikcie Białoruś i Polskę". Zresztą niestabilny białoruski dyktator niejeden raz dał się poznać jako ten, który z Rosją współdziała, by za chwilę o 180 stopni zmienić front. Świetnym przykładem jest sektor ropy naftowej i paliw. Gdy Rosjanie w przeszłości dokonywali tzw. manewru podatkowego, czyli utrzymywali zerowe stawki celne na produkty paliwowe z białoruskich rafinerii, ale podnosili cenę ropy dla białoruskich zakładów, wówczas Łukaszenko wchodził z Putinem na wojenną ścieżkę i okazywało się, że Polacy to dobrzy i sprawdzeni sąsiedzi. Tak też było w lipcu zeszłego roku, gdy pierwszą dostawę amerykańskiej ropy White Eagle Blend (mieszanka Orzeł Biały) na Białoruś zrealizowała jedna z prywatnych polskich spółek paliwowych.

Czytaj więcej

Mniej gazu płynie Jamałem, Niemcy odpowiadają reżimowi

Czy Polska jest w tej chwili zabezpieczona pod względem dostaw surowców? Oczywiście. Mamy wypełnione po brzegi magazyny gazu, a co ważniejsze, mamy możliwości ściągnięcia surowca z każdego zakątka świata: z USA, Kataru czy też Trynidadu i Tobago. W przyszłym roku nasze możliwości zaspokajania potrzeb gazowych zwiększą się jeszcze bardziej za sprawą planowanego uruchomienia gazociągu Baltic Pipe, a także rozbudowy terminala LNG w Świnoujściu. W przypadku ropy naftowej (większość dostaw do naszego kraju realizowana jest za pomocą naftociągu biegnącego przez Białoruś) nasz system zdał swoisty stress test w 2019 r. Za sprawą zanieczyszczonego chlorkami surowca, który dostał się do rurociągu Przyjaźń, Polska przez półtora miesiąca nie otrzymywała surowca ze wschodu, korzystając z ropy zgromadzonej w magazynach, a także realizując dostawy z morza przez naftoport w Gdańsku.

Zatem warto, by władze w Mińsku się opamiętały. Polska wyciągnęła lekcje z kryzysów, jakich doświadczała przez ostatnie lata ze strony jedynego dostawcy surowców energetycznych, i zbudowała odpowiednią infrastrukturę. Sąsiadami z Białorusią zostaniemy na długie lata. Nie warto niszczyć stosunków między oboma krajami, a także zaufania, również na szczeblu gospodarczym, bo jego odbudowywanie będzie trwało latami.

Czytaj więcej

Aleksand Łukaszenka
Aleksander Łukaszenka grozi Polsce i Niemcom. "A co jak zakręcimy gaz"