Telewizje chętnie temat kontynuowały, pokazując zadowoloną z siebie kierowniczkę miejscowego urzędu skarbowego, głoszącą, że od darowanego należy się fiskusowi oczywiście podatek.
Dzielnie wtórował jej premier, powtarzając, że przepisów należy przestrzegać, a minister finansów z typową dla siebie angielską flegmą stwierdził, że ministerstwo życzliwie się problemowi przygląda.Przerażone były tylko ofiary katastrofy, bo nie dość, że wszystko straciły, to jeszcze grożą im podatkiem, który, jak należy domniemywać, będzie ściągany z całą surowością prawa.
Do tego kuriozalnego obrazu należy dodać jeszcze bliżej niezidentyfikowanego osobnika, który się mądrzył, że gdyby poszkodowanym odpuścić podatek, to może to doprowadzić do poważnych nadużyć przez jakże liczną w Polsce grupę nieuczciwych obywateli.
Szacunek strat spowodowanych trąbą wynosi ok. 80 mln zł i gdyby te straty w całości zostały pokryte darami, a dary opodatkowane najwyższą stawką 40 proc., to wpływy fiskusa wyniosłyby 32 mln zł.
To odpowiednik zawrotnego poziomu 0,1 proc. podatków PIT pobranych w ubiegłym roku.
Gdyby w Polsce biurokraci byli przyjaźni obywatelom, to szef urzędu skarbowego właściwego dla miejsca kataklizmu wystąpiłby do swojego przełożonego ministra finansów z inicjatywą, aby zaniechać poboru podatku. Przyjazny obywatelom minister finansów taką sugestię przyjął, o czym by poinformował premiera, aby ten mógł zakomunikować społeczeństwu, jakich to teraz przyjaznych mamy urzędników i jak dba się o zwykłych, dotkniętych nieszczęściem obywateli! Gdyby babcia miała wąsy...
Co prawda w poniedziałek szef rządu zapowiedział, że zbada sprawę. Jednak ciekawe, z jakim skutkiem, bo pamiętamy już przykłady wielu przyjaznych obywatelom zapowiedzi różnych premierów, które nigdy zmaterializować się nie zdołały.
Hubert A. Janiszewski, członek rad nadzorczych wielu giełdowych spółek