Skąd nagroda dla Enel-Medu?

Adam Rozwadowski: Z pasji. Z wykształcenia jestem inżynierem elektrykiem, więc mój background nie jest medyczny. Mając jednak pasję tworzenia, doszedłem do wniosku, że warto stworzyć zupełnie inną firmę niż ta, którą miałem od połowy lat 80. Prowadziłem biuro projektowania i realizacji inwestycji elektroenergetycznych Enel. Gdy otworzyłem firmę medyczną, do nazwy dodałem Med. Za zmianą profilu działania nie stało zdobywanie pieniędzy, lecz pasja. Firma, która na początku miała 20 osób, dziś zatrudnia ponad 4 tys. pracowników. Cały zysk przeznaczamy co roku na reinwestycje. Nie tworzymy tej firmy po to, by kupić sobie jacht czy samolot. Dajemy ludziom produkt w postaci usługi medycznej. I ludzie są zadowoleni z naszej usługi. A to daje satysfakcję z pracy.

Rozmawialiśmy dziś o różnych branżach. Każdy odnosi sukces w swojej. Przy każdej okazji życzymy sobie jednak zdrowia. To ono jest najważniejsze.

Można powiedzieć, że działacie w najważniejszej branży?

Polskie społeczeństwo jeszcze nie ceni zdrowia. Nie zostaliśmy nauczeni dbania o nie. Zdrowie publiczne to ten element edukacji zdrowotnej, który jest marnowany od lat. Bo o ile wydajemy co roku z budżetu 100 mld zł na opiekę zdrowotną, o tyle Ministerstwo Zdrowia (MZ) na edukację przeznacza ledwie 140 mln zł. To kropla w morzu potrzeb. A przecież jeśli spojrzeć na piramidę zdrowia, to okazuje się, że w 60 proc. zależy ono od stylu życia. Medycyna odtwórcza to tylko 20 proc. Z budżetu MZ 60 proc. winno być wydawane na to, co związane jest ze zdrowiem publicznym, ze stylem życia.

Świadomość prozdrowotna Polaków rośnie, działacie więc na perspektywicznym rynku.

Rośnie, ale jest ciągle bardzo niska. Jeśli weźmiemy pod uwagę wszystkie wskaźniki, które opisują poziom opieki zdrowotnej w krajach OECD, jesteśmy na ostatnim miejscu. Mimo niezłej pozycji gospodarczej żaden z rządów nie pochylił się nad problemem opieki zdrowotnej w sposób dostateczny. Zdrowie populacji to kwestia efektywności w pracy, produktywności. Przyjęło się w krajach OECD, że wydłużenie spodziewanej długości życia o jeden rok może przynieść 4 proc. PKB. To co wydajemy na zdrowie, to nie jest więc koszt, lecz inwestycja. Za kilka lat mamy dojść do poziomu 6 proc. PKB wydatków na zdrowie. Ale to nie wystarczy, bo świat nam w tym czasie ucieknie.