Rozmowa z Łukaszem Madejem, szefem firmy doradczej ProDevelopment

Jakie najdroższe wille mają do zaoferowania deweloperzy?

Łukasz Madej: W przeciwieństwie do rynku wtórnego, gdzie na klienta czekają wille po kilkanaście milionów złotych, a nawet droższe, ceną zaporową na rynku pierwotnym są oferty za 3 – 4 mln zł. Dodatkowy milion trzeba przeznaczyć na wykończenie rezydencji. Najdroższym projektem, w którym wille kosztują 2 – 4 mln zł, jest obecnie osiedle Konstancja realizowane w Konstancinie-Jeziornie przez spółkę GTC. Pozostałe luksusowe rezydencje powstają w niewielkich projektach również w Konstancinie-Jeziornie, Magdalence czy Izabelinie. Kosztują 1,5 – 2,5 mln zł.

Rynek warszawski nie jest w stanie przyjąć droższych ofert?

Historia projektów drogich domów z Magdalenki czy Walendowa, gdzie próbowano budować kosztowne rezydencje, które jednak nie przebiły się na rynku, pokazuje, jak trudno realizować takie inwestycje. Tu klient jest bardzo wymagający, a do tego dochodzą problemy z komunikacją z centrum miasta. Liczni właściciele rezydencji z przedmieść Warszawy mieszkają teraz w apartamentowcach bliżej centrum.

Jaki jest popyt na luksusową ofertę?

Bardzo ograniczony. Najlepiej pokazuje to polityka cenowa w wielu drogich projektach, w których deweloperzy są w stanie zejść 40 –50 proc. z ceny ofertowej, byle sprzedać dom. Nie wierzą już we wzrost cen i bardziej im się opłacają radykalne przeceny niż ponoszenie miesiącami kosztów utrzymania pustostanów. Poza tym największym konkurentem takiej oferty jest indywidualna budowa willi. Więcej prestiżu dodaje też zakup starej rezydencji w Konstancinie-Jeziornie i jej remont niż nowy projekt w Warszawie. Poza tym w Polsce, w przeciwieństwie do krajów zachodnich, nie ma jeszcze wyspecjalizowanych małych firm deweloperskich realizujących inwestycje spełniające wymagania najbardziej wytrawnych klientów.