Śledczy stawiają byłym szefom firmy deweloperskiej, która jest w stanie upadłości od trzech lat, kolejne zarzuty. – Władze spółki doprowadziły do niekorzystnego rozporządzenia mieniem osób, które podpisywały umowy przedwstępne kupna mieszkań przy ul. Kijowskiej i Twardowskiego w Krakowie – mówi prokurator Bogusława Marcinkowska, rzecznik krakowskiej prokuratury.
87 mln zł stracili klienci krakowskiej spółki Leopard, którzy kupowali mieszkania w jej trzech inwestycjach – ustaliła prokuratura
Według śledczych 86 klientów, którzy zdecydowali się na lokale przy ul. Kijowskiej, dopłacało do nich od 70 do 250 tys. zł. Miała to być pożyczka dla dewelopera na dokończenie budowy. Łącznie spółka pożyczyła od klientów 8 mln zł. – Pieniędzy nie zwrócono – mówi prokurator Marcinkowska.
Z kolei 115 nabywców mieszkań przy ul. Twardowskiego wpłaciło deweloperowi 23 mln zł na poczet zakupu lokali. – Podejrzani wprowadzili klientów w błąd co do posiadanych środków na prowadzenie inwestycji oraz kondycji finansowej spółki – informuje rzeczniczka krakowskiej prokuratury, która podaje w wątpliwość także sam zamiar i możliwości spółki wywiązania się z umów z klientami. Na początku br. szefowie Leoparda usłyszeli pierwsze zarzuty. Dotyczyły klientów, którzy kupowali mieszkania i lokale usługowe przy ul. Wierzbowej. Do tej pory śledczy doliczyli się ponad 230 poszkodowanych, którzy chcieli zamieszkać w tej części Krakowa. – Nabywcy wpłacali od 150 tys. zł do 2 mln zł. W sumie z tej inwestycji spółka uzyskała ponad 56 mln zł – podaje prokurator Bogusława Marcinkowska.
Byli szefowie Leoparda są też podejrzani o działanie na szkodę spółki poprzez emisję obligacji z zawyżonym oprocentowaniem. Zdaniem śledczych tylko na tej operacji firma miała stracić 18,5 mln zł.
Władze spółki przebywają w areszcie. Tymczasem nabywcy mieszkań przy ul. Wierzbowej wciąż nie są ich właścicielami.
Nieruchomość wchodzi w skład masy upadłościowej zarządzanej przez syndyka.
– Decyzja, jak rozwiązać problem, jeszcze nie zapadła. Szukamy najlepszego wyjścia. Zbieramy opinie autorytetów w tej dziedzinie – mówi syndyk Maria Thetschel-Zgud. – Próbowaliśmy sprzedać w przetargu lokale, do których nikt nie rości sobie praw. Mimo niskiej ceny wywoławczej 5 tys. zł za mkw. nikt się nie zgłosił – dodaje. Jej zdaniem wpływ na to ma zła atmosfera wokół tej inwestycji.
Syndyk w maju i czerwcu próbował też sprzedać inne nieruchomości upadłej spółki. Też się nie udało znaleźć chętnego. Kolejny przetarg ma się odbyć jesienią. – Chcemy problem Wierzbowej rozwiązać przed zimą. Koszty utrzymania budynku są ogromne. Sama ochrona pochłania 8 tys. zł miesięcznie – mówi syndyk. Dodaje, że wierzyciele Leoparda mogliby zawiązać konsorcjum i zdecydować o ukończeniu budynku.
Przypomnijmy. Deweloper m.in. pod zastaw bloku przy Wierzbowej zaciągnął pożyczkę w amerykańskim funduszu Manchester Securities Corporation. Spółka wyemitowała kilka serii obligacji na ponad 71 mln zł. Ponad połowa tej kwoty obciążała inwestycję przy Wierzbowej. Hipoteki mieszkań zostały jednak zwolnione decyzją Sądu Najwyższego.