Korespondencja z Kataru

Kanadyjczycy za cztery lata zorganizują mundial, więc mistrzostwa świata w Katarze to dla nich idealna okazja, żeby uciec z cienia hokeistów. Łatwo nie będzie, bo nawet niektórzy kibice zmierzający na Stadion Ahmada bin Alego założyli koszulki z nazwiskiem Wayne’a Gretzky’ego.

Mają okazję, żeby porwać fanów, bo los rzucił ich prawdopodobnie do najsilniejszej grupy. Zawodnicy Johna Herdmana już w pierwszym meczu stawili czoła Belgom, czyli trzeciej drużynie poprzedniego mundialu i wcale nie spuścili głów. Więcej: to oni byli przez długie minuty drużyną aktywniejszą oraz bardziej kreatywną. Powinni nawet prowadzić, ale Alphonso Davies nie wykorzystał rzutu karnego.

Czytaj więcej

Niemcy - Japonia 1:2. Kraj kwitnącej piłki

Dało się uwierzyć Herdmanowi, który próbował przekonywać, że Kanada to naród piłkarski. Wrócili na mundial po 36 latach, a na boisku zachowywali się, jakby grywali na nim regularnie. Nie tylko obroniony rzut karny sprawił, że w przed przerwą najlepszym Belgiem był Thibaut Courtois.

Kanadyjczycy zrobili wiele, żeby po pierwszej kolejce fazy grupowej zostać wśród kibiców drużyną drugiego wyboru. Zaproponowali otwartą grę, która dała rywalom możliwość kontrataków. Wysoki pressing był też zaproszeniem do długich piłek. Belgowie zaczęli ich szukać przed przerwą. Wreszcie się udało - podał Toby Alderweireld, strzelił Michy Batshuayi.

Czytaj więcej

Koncert Hiszpanii. Siedem bramek w pierwszym meczu na mundialu

Obraz gry po przerwie się nie zmienił. Kanadyjczycy ambitnie atakowali, Belgowie czekali na okazję do decydującego ciosu. Skutecznej kontry nie zbudowali, rywale także bili jednak głową w mur. Kibice zobaczyli tylko jednego gola, choć mogło ich paść znacznie więcej.

Kanadyjczycy wciąż pozostaje na mundialu bez punktu i nawet bramki - podczas swojego jedynego dotychczasowego występu, w 1986 roku, przegrali z Francją (0:1), Węgrami (0:2) oraz ZSRR (0:2) - ale wydaje się, że to tylko kwestia czasu. Zawodnicy Herdmana zmierzą się jeszcze z Chorwacją (27 listopada) i Marokiem (1 grudnia). Na pewno będzie warto na nich popatrzeć.