To nie miało prawa się wydarzyć. Niemcy w pierwszej połowie tak przyparli rywali do pola karnego, że gole wydawały się kwestią czasu. Grali swobodnie, Japończycy tylko szczęściu oraz poświęceniu zawdzięczali, że przegrywali zaledwie jednym golem – strzelonym w dodatku z rzutu karnego przez Ilkaya Guendogana.

Japończycy po stracie gola nie mieli już nic do stracenia, więc rzucili się do ataku, biegali tak, że wydawało się, jakby mieli na boisku więcej piłkarzy. Niósł ich też pewnie głośny, melodyjny doping. Dopięli swego, a gole strzelali piłkarze z Bundesligi: Ritsu Doan (SC Freiburg) i Takuma Asano (VfL Bochum). Obaj weszli na boisko z ławki rezerwowych.

Zwycięzcy podawali sobie piłkę rzadziej (279:827), oddali mniej strzałów (11:26), byli przy piłce tylko przez jedną czwartą meczu. Dostępu do bramki pod koniec spotkania z poświęceniem bronił Shuichi Gonda. Jego pole karne w ostatnich minutach oblegał nawet Manuel Neuer, czyli bramkarz totalny. Był blisko, po dośrodkowaniu z rzutu rożnego jeden z rywali w ostatniej chwili podbił piłkę zmierzającą na jego głowę.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek: Niemcy - Japonia 1:2. Towarowy z węglem do Berlina

Japońscy dziennikarze zaciskali pięści. Niemieccy byli zdumieni, choć przecież do niemocy swojej bogatej w talenty drużyny mogli się ostatnio przyzwyczaić. Cztery lata temu na mundialu Niemcy nie wyszli z grupy, ubiegłoroczne Euro 2020 zakończyli na 1/8 finału. Wygrali tylko trzy z dwunastu meczów w dwóch ostatnich edycjach Ligi Narodów. Mecz na Stadionie Khalifa nie był epizodem, tylko dalszym ciągiem serii niefortunnych zdarzeń.

Niemcy pierwszy raz od 16 lat pojechali na wielki turniej bez Joachima Loewa, drużynę miał odmienić opromieniony sukcesami w Monachium Hansi Flick. Na razie nasi zachodni sąsiedzi śnią jednak koszmar. Porażka z Japończykami, którzy nie byli raczej kandydatem do awansu z grupy, stawia ich pod ścianą. Przed nimi jeszcze mecze z Hiszpanią i Kostaryką.

Zawodnicy Flicka małe zwycięstwo odnieśli przed meczem, kiedy przy okazji drużynowej fotografii zasłonili usta. Sześciu – także kapitan Manuel Neuer – nałożyło buty z tęczowymi paskami. Zrealizowali cel, ich zdjęcie od pierwszego gwizdka krążyło po sieci.

Czytaj więcej

Po meczu #POLMEX. „Gra na zero z tyłu to zaprzeczenie futbolu”

Zaprotestowali wobec decyzji FIFA, która – być może z inspiracji gospodarzy mundialu – zagroziła, że za nieregulaminowe opaski kapitańskie sędziowie ukarzą żółtą kartką. Neuer, choć bardzo chciał, nie założył więc tęczowej, wspierającej prześladowane przez katarskie prawo osoby LGBTQ+. „Chcieliśmy, aby nas głos został usłyszany. Nie chodziło o politykę, tylko o prawa człowieka” – napisali piłkarze.

Skromny gest zawodników, spętanych wytycznymi światowej federacji, śledzili z loży honorowej szef FIFA Gianni Infantino i niemiecka minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser, która zakazaną opaskę z napisem „One Love” założyła. Niemieccy piłkarze błyszczeli przed meczem, później show skradli Japończycy. – To brutalne rozczarowanie – przyznaje Flick. – Nie wiem, czy kiedykolwiek ktoś stracił na mundialu gola tak łatwo, jak my pierwszego – mówi Guendogan, a Thomas Mueller dodaje: – Sami jesteśmy sobie winni, przegraliśmy przez brak skuteczności. To niedorzeczne.