Dlaczego właśnie ich losy zainspirowały Szymona Sławińskiego i oficynę Muchomor do wydania książeczki „Solidarność. Krótka historia dla dzieci 1980 – 86”? Pojawi się ona już za kilka dni w księgarniach.
– Życiorysy Ewy i Konrada wydały nam się tak bardzo wplątane w historię „Solidarności”; zarazem typowe, przez ich trwanie w podziemiu przez długie lata, jak i wyjątkowe. Podobało nam się też, że nie są to osoby, które po 1989 roku zostały politykami, że nadal są zwykłymi obywatelami – tłumaczy Katarzyna Radziwiłł z niewielkiego, ale wyjątkowo prężnie działającego stołecznego wydawnictwa.
W serii Muchomor Historia ukazały się, skierowane do dzieci tomiki: „Mały Powstaniec” i „Halicz”, napisane też przez Sławińskiego, a ostatnio „Bitwa pod Grunwaldem 1410” Tomasza Diatłowickiego.
[srodtytul]Losy, jak z filmu [/srodtytul]
– Nie było do tej pory książki o „Solidarności” adresowanej bezpośrednio do młodych czytelników – podkreśla autor.
Nim przystąpił do pracy, rozmawiał z wieloma osobami, które były w samym środku wydarzeń sprzed 30 lat. Ostatecznie, wraz z wydawcą, zdecydowali się na opowieść Ewy i Konrada Bielińskich. Zafascynowała ich. Uznali, że podkreślona ciekawą edytorską formą i dopełniona wyjaśnieniem podstawowych pojęć z tamtego okresu, a także przedstawieniem najważniejszych dla „S” osób, zainteresuje młodych ludzi.
– Historia wybranych przez nas bohaterów godna jest tego, by ją spisać. Na dodatek przypomina scenariusz emocjonującego filmu – mówi Sławiński.
Ewa Kulik-Bielińska, z urodzenia gdynianka, absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego, w 1980 roku znalazła się w stolicy. Poznała tu swojego przyszłego męża Konrada – warszawiaka, matematyka z Uniwersytetu Warszawskiego.
Razem byli przy narodzinach „Solidarności”. Współpracowali z KOR-em i współtworzyli struktury opozycji. Jak książkowy Olgierd, także Konrad Bieliński został internowany 13 grudnia. Potem w filmowy sposób uciekł z więzienia.
Ukrywali się przez pięć lat, cały czas pracując w podziemnej „Solidarności”. W 1986 roku trafili do więzienia.
[srodtytul]O czasach, nie o sobie[/srodtytul]
Twórcy książki zdecydowali się na formułę fabularyzowanego dokumentu.
– Myślę, że udało się oddać charakter tamtego czasu i zdarzeń. Oczywiście nie jest to obraz kompletny, książka do tego nie aspiruje. Musieliśmy dokonać pewnych wyborów – asekuruje się autor.
Zbierając materiał, Sławiński docierał do różnych osób. Za każdym razem zaskakiwała go skromność rozmówców. Chęć opowiedzenia o tym, co stało się na początku lat 80., ale nie o sobie.
Zapewnia, że pomysł przybliżenia historii „S” dzieciom spotykał się jedynie z życzliwą oceną. – Spory i kłótnie pomiędzy dawnymi bohaterami i uczestnikami zdarzeń sprzed 30 lat sprawiają, że także wśród ludzi z kręgów „S” istnieje potrzeba czystego przekazu, niezwiązanego ze współczesnymi animozjami i retoryką – podkreśla. – Powstanie „S”, bez względu na to, jak dzisiaj patrzą na nią jej uczestnicy, było wielkim wydarzeniem. Znaczenie związku dla Polski jest nie do przecenienia.
Trzeba to podkreślać.