Danuta Zawierucha wspomina, że w latach 60. poznała poetkę na przyjęciu u przyjaciół. Wymieniły telefony, po długim czasie Małgorzata Hillar zadzwoniła i zaczęły się spotykać.
– Już wówczas była przybita, zgorzkniała, zapatrzona w siebie. Była człowiekiem szalenie osobnym i jednocześnie garnącym się do ludzi – wspomina przyjaciółka poetki.
Inni dodają, że była też niezwykle egocentryczna, skupiona wyłącznie na własnych wierszach. Zdawała sobie sprawę ze swojej wartości, jednocześnie nie troszczyła się o los utworów pisanych na strzępkach kartek. Często ginęły bezpowrotnie.
– Stała się kultową poetką licealistek – ocenia literaturoznawca prof. Tadeusz Linkner, przywołując jeden z najczęściej cytowanych wierszy Hillar „My z drugiej połowy XX wieku”.
O poetce opowiada też jej kuzyn Krzysztof F. Bolt. Przypo-mina, że urodzona w ziemiańskiej katolickiej rodzinie z Pomorza odcięła się od korzeni, zerwała z tradycją, deklarując, że socjalizm jest świetlaną ideą dobrze służącą ludziom. Jednocześnie jej erotyki nie miały nic wspólnego z tym ładem.
Nadwrażliwość spowodowała, że po odejściu męża poetka zamilkła – na 30 lat.
– Miała do niego wielką pretensję, że przestał ją kochać, czyli o coś, o co pretensji mieć nie można – uważa Zawierucha.– Mama była podatna na zranienia i załamania – pamięta syn poetki Dawid Bieńkowski.
– Tak samo mocno jak on ją kochał, tak ona go lekceważyła – przyznaje Marta Kucharska, która często opiekowała się małym Dawidem.Poetka zmarła w 1995 roku w tragicznych okolicznościach.– Nie mogła nikogo wezwać, bo zepsuta tarcza telefonu nie wybierała numerów – przypomina jedna ze znajomych. Pozostały wiersze.