Reklama

Z Sadowym w ogrodzie wspomnień

Mistrz sceny Ludwik Solski dobiegając setki zagrał Starego Wiarusa w „Warszawiance” Wyspiańskiego. Aktor i kronikarz teatru Witold Sadowy, który za chwilę świętować będzie 90. urodziny, nadawałby się dziś idealnie do postaci starego Firsa w „Wiśniowym sadzie”.

Publikacja: 02.11.2009 10:05

Z Sadowym w ogrodzie wspomnień

Foto: materiały prasowe

W swojej najnowszej książce „Czas, który minął” przywołuje piękno dawnego świata. I wciąż żyje wspomnieniami.

Choć jest zawodowym aktorem i na scenach warszawskich spędził niemal pół wieku to do historii teatru przejdzie przede wszystkim jako kronikarz. Wnikliwy i życzliwy obserwator życia teatralnego. Na początku lat 80. ubiegłego wieku jeszcze jako aktor warszawskich „Rozmaitości” pisał krótkie wspomnienia o zmarłych kolegach. Przynosił je do redakcji „Życia Warszawy”, a potem „Życia Codziennego”, gdzie szybko otrzymał pseudonim „Charon”.

Jego teksty o wybitnych, a często zapomnianych luminarzach sceny cieszyły się dużym zainteresowaniem czytelników. Witold Sadowy zamieszczał je potem w innych dziennikach. Zaczął też pisać anegdoty o żyjących. Złożyły się one na książkę „Teatr, plotki i aktorzy. Wspomnienia zza kulis”. Sukces tej pierwszej zachęcił go do napisania kolejnych: „Za kulisami i na scenie” oraz „Ludzie teatru”.

Najnowsza pozycja „Czas, który minął” to w przeciwieństwie do wcześniejszych opowieść autobiograficzna. Autor zawarł w niej kawał historii swego życia, zahaczając oczywiście o teatr, bo jakże mogło być inaczej.

W książce opisuje atmosferę domu rodzinnego. Swoją pierwszą wizytę w teatrze i pierwsze nim oczarowanie. W początkowej części przywoływana jest też atmosfera dawnej Warszawy, klimat miejsc, gdzie spotykała się cyganeria. Sadowy przypomina takie nazwiska jak Ćwiklińska, Solski, Adwentowicz, które od lat są historią polskiej sceny. W tej książce można znaleźć wiele ciekawostek dotyczących życia teatralnego podczas okupacji oraz pierwszych latach po zakończeniu wojny.

Reklama
Reklama

Autor ze wzruszeniem opisuje jak w ruinach i zgliszczach zrównanej z ziemią stolicy w niewyobrażalnie prymitywnych warunkach dawano spektakle, które cieszyły się ogromnym powodzeniem. Interesująco opisuje tworzenie zespołów teatralnych w powojennej Warszawie. O znanych artystach teatru pisze oczywiście z punktu widzenia ich kolegi i przyjaciela. Są więc osobiste relacje z premier, występów gościnnych, a także wyjazdów zagranicznych. Sadowy jak Stary Firs w „Wiśniowym Sadzie” tęskni do dawnego świata. Nie ukrywa, że życie teatralne w II połowie XX wieku, miało zupełnie inny wymiar od dzisiejszego. Ostro rozprawia się zwłaszcza z młodymi twórcami teatru Mają Kleczewską, Michałem Zadarą, czy Agnieszką Olsen.

Jako człowiek starej daty ma do tego prawo. W młodości przecież wszystko wygląda lepsze i piękniejsze niż teraz. Choć często wygłasza tezy dość kontrowersyjne i z jego skalą wartości można polemizować, to nie ulega wątpliwości, że książkę czyta się z zainteresowaniem. Nie tylko, jako dokument epoki, która powoli odchodzi do lamusa. Często pojawia się zarzut, że Sadowy opisując wielkich zawsze potrafił umieścić siebie w ich pobliżu. Wyeksponować swoją obecność.

Nawet jeśli tak, to nikt mu nie zarzuci, że wykonał rzecz trudną do przecenienia. Swoimi tekstami ocalił od zapomnienia powojenne życie teatralne stolicy. Dzięki jego książkom mieliśmy okazję zajrzeć za kulisy wielu teatrów, przyjrzeć się przygotowaniom do premier, które potem stały się legendą.

[i] Witold Sadowy. Czas, który minął. Oficyna Wydawnicza Rytm. Warszawa 2009.[/i]

Literatura
Gustaw Herling-Grudziński krytycznie o Mrożku, Wajdzie i Wałęsie
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Literatura
Czego nie chciał opowiedzieć Milan Kundera
Literatura
Platon, Hemingway i Szekspir wyrzucani z listy lektur w USA
Literatura
Sonia Draga: Bez księgarń zubożejemy wszyscy
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama