Reklama

Jacek Kaczmarski na jazzowo

Twórczość barda zabrzmiała dobitnie i oryginalnie w interpretacjach jazzmanów i jazzujących wokalistek

Publikacja: 14.12.2009 00:22

Jacek Kaczmarski na jazzowo

Foto: Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza

Koncert w klubie Palladium zakończył [link=http://www.rp.pl/temat/377966.html]51. festiwal Jazz Jamboree [/link]solidarnościowym akcentem, jak przystało na rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. O tym, że każdą piosenkę jazzmani potrafią zagrać na swoją nutę, wiemy doskonale, a przykładem jest choćby twórczość Niemena, Grechuty czy Wasowskiego i Przybory. Ale wziąć na warsztat repertuar Kaczmarskiego było wyzwaniem nie lada, bo ten wykonawca odcisnął na nim silne, indywidualne piętno. Zadania napisania nowych aranżacji podjęli się pianista Paweł Tomaszewski i wokalista Janusz Szrom.

Koncert rozpoczął się od instrumentalnej interpretacji legendarnych „Murów”, które zabrzmiały jak jazzowy standard. W piosence „Nasza klasa” doskonale znalazła się Maria Sadowska, a ekspresyjnym finałem zapadła mi głęboko w pamięć. Ciekawym pomysłem było rozpoczynanie niektórych utworów fragmentem oryginalnego wykonania. Dzięki temu można było się przekonać, jak wielkich zmian dokonali jazzmani.

[wyimek]Legendarne „Mury” w klubie Palladium zabrzmiały jak jazzowy standard [/wyimek]

Gdyby tylko odtworzyli oryginalne aranżacje, z pewnością nie byłoby tak ciekawie jak w piosence „Mucha w szklance lemoniady” zaśpiewanej przez Annę Serafińską natchnionym głosem o ciepłej barwie, z wyraźnym nostalgicznym przesłaniem. Mocnym punktem koncertu był wstrząsający „Sen Katarzyny II” właśnie w sugestywnym wykonaniu Serafińskiej. Natomiast „Przyśpiewka byle jaka o europejskości Polaka” została właściwie wykrzyczana na trzy głosy w hiphopowym stylu przez Sadowską, Serafińską i Szroma.

Ten sam tercet wykonał a cappella „Motywację”. To był znakomity pomysł, bo przekonał słuchaczy, jak mocno mogą zabrzmieć trzy zgrane jazzowe głosy. Czyżby nawiązali do tria Lambert Hendricks Ross?

Reklama
Reklama

Szrom i Sadowska już w duecie polemizowali ze sobą, wykorzystując słowa „Rozmowy”. Kulminacyjnym momentem koncertu miała być zapewne „Obława” zagrana w piekielnie szybkim tempie, ale Janusz Szrom, nieobeznany z trudnym tekstem, pogubił się i z trudem dobrnął do końca, za co gestem przeprosił publiczność. Szczęśliwie miał szanse zrehabilitować się poprawnym wykonaniem na bis. Może lepiej było zrezygnować z tej piosenki. Koncert zakończyło zbiorowe wykonanie „Murów”, mocne i wzniosłe, już nie tak bardzo odbiegające od oryginału Kaczmarskiego jak pozostałe utwory tego wieczoru.

Kultura
Słowacki Trenczyn Europejską Stolicą Kultury 2026
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kultura
Bożena Dykiel. Od nimfy na Hondzie do lokatorki z domu na Wspólnej
Kultura
Nie żyje Bożena Dykiel
Kultura
Sztuka i biznes. Artyści na jubileusz Totalizatora Sportowego
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama