Od arabskich i zachodnioeuropejskich dyplomatów słyszałem: Polacy obiecali, że konferencja nie skupi się na biczowaniu Iranu, wygrażaniu mu i przypisywaniu mu całego zła na Bliskim Wschodzie. Część VIP-ów ściągnęła do Warszawy właśnie ta obietnica.

Uspokoić ich obawy miała zapowiadana deklaracja końcowa współprzewodniczących konferencji Jacka Czaputowicza i sekretarza stanu Mike'a Pompeo.

Jemeńska tragedia

Uspokajający charakter miały też obrady zebranych na Stadionie Narodowym delegacji prowadzone za zamkniętymi drzwiami.

– Podczas pierwszej sesji atmosfera nie była wojowniczo antyirańska – dowiedziała się „Rzeczpospolita" od jednego z arabskich uczestników. Choć, tak jak można się było spodziewać, we wszystkich trzech omawianych na niej tematach Iran odgrywa ważną rolę.

Pierwszym zagadnieniem – jak się mówi nieoficjalnie, na życzenie Brytyjczyków – była wojna w Jemenie. Wywołała ona największą katastrofę humanitarną na świecie. Zachód jest w nią politycznie, logistycznie i wywiadowczo zaangażowany, zwłaszcza USA.

Popierają one koalicję skupioną wokół Arabii Saudyjskiej, która od niemal czterech lat prowadzi naloty, a ostatnio także operacje lądowe. Ofiarą bombardowań padły tysiące cywilów, co pogarsza wizerunek na Zachodzie Saudyjczyków oraz Emiratczyków (odpowiedzialnych za operację w okolicach jemeńskiego portu nad Morzem Czarnym – Hudajdy).

Drugą stroną konfliktu są szyiccy rebelianci Huti, którzy nieoczekiwanie zdobyli kilka lat temu znaczną część Jemenu, ze stolicą Saną włącznie. Huti są proirańscy i wspiera ich Teheran. Wojna w Jemenie uchodzi więc za konflikt zastępczy między Irańczykami a Saudyjczykami na terenie innego kraju.

Trzeci po Jacku Czaputowiczu i Mike'u Pompeo o tej wojnie mówił na zamkniętym spotkaniu szef jemeńskiego MSZ Chaled al-Jamani. Reprezentuje on rząd uznawany międzynarodowo, ale niemający dostępu do stolicy. Huti, podobnie jak Irańczycy, nie zostali zaproszeni.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Omański pośrednik

Oman, państwo arabskie leżące na południowo-wschodnim krańcu Półwyspu Arabskiego, to niedoceniany gracz tej konferencji. To z ministrem spraw zagranicznych tego kraju Jusufem bin Alawim bin Abd Allahem jeszcze w środę spotkał się premier (i zarazem szef dyplomacji) Izraela Beniamin Netanjahu.

Do czwartkowego południa był to jednak, jak wynikało z naszych informacji, jedyny minister z krajów arabskich, który spotkał się sam na sam z Izraelczykiem (i sfotografował). Inni, zwłaszcza Saudyjczycy, unikali takich sytuacji, obawiając się reakcji opinii publicznej. – Netanjahu próbował się spotkać w takiej formule z ministrem z Bahrajnu i Maroka, ale do czasu rozpoczęcia konferencji na stadionie mu się nie udało – powiedział nam wysłannik izraelskiej telewizji Kanał 12 Nir Dwori.

Oman rządzony przez sędziwego sułtana Kabusa prowadzi najbardziej niezależną politykę w regionie, nie unika kontaktów ani z Izraelem, ani z Iranem. Dlatego nadaje się na pośrednika, zarówno między państwami arabskimi pod wodzą Saudyjczyków a Izraelem, jak i ewentualnie państwami arabskimi a Iranem.

Oman to sąsiad Jemenu. I ma inny pogląd na temat tego, co się tam dzieje, niż próbujący nadać ton debacie zaangażowani w wojnę Saudyjczycy. Jemeńczycy sami umieją się między sobą dogadywać, nie potrzebują interwencji – sugerował, jak się dowiedzieliśmy, omański minister podczas zamkniętej przed dziennikarzami debaty.

Po Jemenie omawiano konsekwencje kończącej się wojny w Syrii i plan strategicznego porozumienia między Izraelem a państwami arabskimi pozostającymi w sojuszu z Saudyjczykami (przygotowanego przez wąską grupę ekspertów amerykańskich pod wodzą doradcy i zięcia Donalda Trumpa. To Jared Kushner przedstawił dyplomatom niektóre elementy tego planu).

Jastrzębie

Konferencja wyglądała, jakby miała zaspokoić różne oczekiwania – wiceprezydent USA Mike Pence kierował wypowiedzi do żądnych krwi jastrzębi, oskarżał ajatollahów o szykowanie kolejnego Holokaustu, a Europejczykom (Niemcom, Brytyjczykom i Francuzom) wypomniał, że próbują obejść amerykańskie sankcje, wprowadzając w życie Instex, mechanizm finansowy umożliwiający transakcje handlowe z Islamską Republiką.

Już w środę wieczorem wielu powątpiewało, czy nie zostali wciągnięci w spotkanie, na którym planuje się wojnę z Iranem. Określenie „wojna z Iranem" pojawiło się bowiem o 19.15 na oficjalnym koncie twitterowym uczestniczącego w konferencji premiera Izraela Beniamina Netanjahu. Celem warszawskiego spotkania, jak wynikało z tego tweeta, było posadzenie obok siebie przedstawicieli czołowych państw arabskich i Izraela po to, by zajęli się tym, co wspólne – czyli wspomnianą wojną.

Potem tweet zniknął i zastąpił go nowy, w którym nie było już „wojny z Iranem", w jej miejsce pojawiło się „zwalczanie Iranu" jako wspólny interes Izraela i czołowych państw arabskich.

W czwartek rano ton stał się jeszcze mniej wojowniczy, w oficjalnym przekazie kancelarii premiera Netanjahu była już mowa o jedności „wobec wspólnego zagrożenia ze strony irańskiego reżimu".

Netanjahu walczy o głosy prawicowego elektoratu przed wyborami do Knesetu, które odbędą się 9 kwietnia.

Hotel dawno zarezerwowany

Tak, jak pierwsza zapowiedziała „Rzeczpospolita", na konferencję przyjechał szef dyplomacji Kataru, kraju totalnie izolowanego przez odgrywającą tak ważną rolę podczas spotkania Arabię Saudyjską i jej sojuszników. Izolacja trwa ponad półtora roku, a jej głównym powodem jest utrzymywanie przez mały emirat poprawnych stosunków z Iranem, leżącym po drugiej stronie Zatoki Perskiej.

Jak się dowiedzieliśmy nieoficjalnie, minister Mohamed bin Abd ar-Rahman bin Jasim as-Sani nie odbył żadnego dwustronnego spotkania. Ale jego obecność może zaowocować wsparciem Amerykanów w celu zakończenia izolacji. Niektórzy rozmówcy uważają, że Katarczyk pojawił się w Warszawie, by Irańczycy wiedzieli, o czym rozmawiano.

Miejscem zakulisowych rozmów (do niektórych nie doszło) miały być hotele. Delegacja amerykańska nocowała w Marriotcie i Sheratonie, izraelska w Intercontinentalu, saudyjska w Sheratonie, a katarska w Bristolu. Co ciekawe, niektórych rezerwacji dokonano już pół roku temu.