Dane o tym, ilu faktycznie Polaków, Hiszpanów czy Brytyjczyków sprawuje funkcje kierownicze w unijnych urzędach, muszą być dla Brukseli wstydliwe. W Komisji Europejskiej nie sposób się bowiem o nie dowiedzieć.

Komisja obiecuje, nic nie gwarantuje

Z prośbą o takie informacje „Rz" zwróciła się do Antonia Graviliego, rzecznika komisarza Markosa Szefcovica, który nadzoruje sprawy administracyjne i kadrowe.

Gravili podał nam tylko zbiorcze zestawienie dla 15 państw starej Unii i 12 nowych. Poproszony o rozbicie na poszczególne narodowości, odmówił, tłumacząc to w kuriozalny sposób: „Przygotowanie tych danych zabrałoby komuś wiele dni. Musiałby wtedy zaprzestać wykonywania swoich codziennych obowiązków, za które jest opłacany przez podatników".

Rzecznik komisarza  Szefcovica przekonywał, że na średnim szczeblu kierowniczym równowaga geograficzna jest osiągnięta,  gorzej jest na wyższych szczeblach. Ale – zdaniem Graviliego – w przyszłości się to zmieni.

Tyle że nikt nam tego nie zagwarantuje. Dlaczego? Otóż kwoty dotyczące poszczególnych szczebli kierowniczych dla nowych krajów Unii Europejskiej były wyznaczone tylko na pierwszy okres po rozszerzeniu.

Teraz nikt już nie będzie musiał ich przestrzegać, a w oczywisty sposób łatwiej znaleźć kandydata na dyrektora z ponaddziesięciokrotnie większych zasobów urzędniczych Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii.

Francuzów 17 razy więcej niż Polaków

Z innych publicznie dostępnych liczb wiadomo jednak, że są ogromne dysproporcje na szczeblach urzędniczej drabiny, co pokazuje szanse zrobienia kariery. Dla przykładu na szczeblach od AD9 do AD11, na których rekrutuje się naczelników wydziałów, jest 46 Polaków i 272 Hiszpanów (to kraj najbliższy nam w Unii liczbą ludności).

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Na szczeblach wyższych, gdzie szuka się kandydatów na stanowiska dyrektorskie, Polaków jest zaledwie 38. Dla porównania reprezentacja Hiszpanii wynosi 468, Wielkiej Brytanii – 438, Francji – 650, Niemiec – 591, a Włoch – 528.

Rzesze Polaków na niższych szczeblach urzędniczych do stanowisk kierowniczych dotrą po kilkunastu latach. Średnio od wejścia do administracji do poziomu dyrektora dopiero po 30 latach. Co gorsza, w czasie najnowszej dyskusji nad kolejnym wieloletnim budżetem Unii Europejskiej pojawiły się pomysły, by ścieżkę awansu jeszcze wydłużyć.

Nie opóźniać karier

– Rozumiemy, że jest kryzys i widzimy potrzebę cięć w administracji. Ale protestujemy przeciwko pomysłom pogłębiania istniejących dysproporcji i opóźniania karier nowych urzędników – powiedział „Rz"  Fernando Sánchez Amillategui, szef stowarzyszenia urzędników Pokolenie 2004.

Reprezentuje ono interesy tych, którzy pracę w instytucjach zaczęli w 2004 roku i później, a więc już po rozszerzeniu Unii Europejskiej o 10 państw, w tym Polskę.

Aby bronić się przed zalewem nowych urzędników, ówczesny komisarz ds. administracji Neil Kinnock (Brytyjczyk) przeprowadził reformę, która dała automatyczny awans i większe pieniądze wszystkim wtedy zatrudnionym. A obniżyła pensje i wydłużyła ścieżki kariery dla nowych, czyli w praktyce obywateli krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Według stowarzyszenia nowa reforma powinna te dysproporcje zmniejszyć.