Dziennikarze wyliczyli, że przez rok na trasie Warszawa-Rzeszów Marek Kuchciński leciał 92 razy, co kosztowało podatników 4 miliony złotych. Podczas niektórych lotów na pokładzie rządowego samolotu znajdowali się także członkowie rodziny Kuchcińskiego. Centrum Informacyjne Sejmu przekonywało wtedy, że „obecność dodatkowych osób na pokładzie nie wpływa w żadnej mierze na koszt przelotu”. W wyniku afery polityk PiS pożegnał się ze stanowiskiem marszałka Sejmu.

Przez dwa lata prokuratura nie wszczęła śledztwa w sprawie lotów. Śledczy zajęli się jednak sygnalistą, który ujawnił sprawę, o czym powiedział dziennikarzom poseł KO Sławomir Nitras. - Od dwóch lat prowadzone jest dochodzenie przez Centralne Biuro Antykorupcyjne w sprawie przecieku dotyczącego lotu marszałka Kuchcińskiego. W ramach tego śledztwa CBA weszło do przynajmniej 60 prywatnych mieszkań - mówił.

TVN24 poinformował w czwartek, że prokuratura w Szczecinie podjęła działania wobec byłego wysokiego rangą funkcjonariusza Służby Ochrony Państwa. Chodzi o oficera, który „pełnił funkcję dowódcy ochrony przy wizytach pana prezydenta Donalda Trumpa i wizyty papieża, i innych ważnych uroczystości” - powiedział adwokat Marek Mikołajczyk, pełnomocnik Tomasza Ch.

Prokuratura sformułowała wobec byłego funkcjonariusza zarzut korupcji. - W zamian za ujawnienie tajemnicy służbowej, a tą miała być lista lotów marszałka Kuchcińskiego, mój klient miał przyjąć propozycje pracy w spółkach Skarbu Państwa czy ratuszu warszawskim - tłumaczył Mikołajczyk. W chwili zdarzenia mężczyzna nie pracował już w SOP - odszedł na emeryturę.

Mecenas dodał, że prokuratura chciała byłego oficera aresztować, na co nie zgodził się sąd. - Nie znalazł jakiegokolwiek prawdopodobieństwa popełnienia przez klienta czynu korupcyjnego - podkreślił adwokat.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie nie odpowiedziała na pytania TVN24 dotyczące postępowania w sprawie lotów, nie informując nawet, na jakim jest ono etapie.