Zagraniczni goście spotkania na Wawelu podkreślali rolę Polski w obalaniu komunizmu.

– 4 czerwca jest dniem historycznym, świętem nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy – mówiła kanclerz Niemiec Angela Merkel. Podkreślała, że Niemcy mają ogromny dług wdzięczności wobec przyjaciół w Polsce, na Węgrzech i w dawnej Czechosłowacji.

– Wskazaliście nam drogę do wolności i pokazaliście, że taka droga jest możliwa – mówił premier Rumunii Emil Boc.

– To Polacy doprowadzili do upadku reżimu komunistycznego. Dziękuję za ten wysiłek – podkreślała Julia Tymoszenko, premier Ukrainy. – Marzyliśmy, że taki dzień nadejdzie również dla Ukrainy.

– Ta rocznica jest też okazją, by wysłać znak solidarności z narodami, które walczą o wyzwolenie – mówił były prezydent Czech Vaclav Havel, przypominając o reżimach wciąż rządzących żelazną ręką, m.in. w Korei Północnej, Birmie, Iranie i na Kubie.

– Jako dawny działacz byłem strasznie dumny, że premierzy tylu państw tak super mówili o naszej “Solidarności” i jej zasługach – oceniał po spotkaniu Stefan Jurczak, legenda małopolskiej i hutniczej “Solidarności”.

Obchodom towarzyszyły niewielkie manifestacje, m.in. anarchistów, obrońców lokatorów i bezdomnych, członkowie Racji Polskiej Lewicy: w sumie ok. 150 osób. W krakowskim hotelu Sheraton, gdzie rano premier Donald Tusk spotykał się z szefami rządów Węgier, Rumunii i Ukrainy, czworo działaczy Greenpeace’u przypięło się linami do balkonów.

Gdy na Wawelu odbywały się rocznicowe uroczystości, w innej części miasta ze swymi zwolennikami spotkali się Andrzej i Joanna Gwiazdowie – bohaterowie gdańskiego Sierpnia – promując książkę “Gwiazdozbiór Solidarności”. Autorzy podważali sens świętowania 4 czerwca, podkreślając, że wybory nie były wolne, Okrągły Stół zaś to zdrada narodowa.

Podobnego zdania był Jan Olszewski podczas warszawskiej konferencji “Pomiędzy PRL a III RP – 20 lat”. – Wybory 4 czerwca 1989 r. nie były ani wolne, ani demokratyczne – mówił były premier. Choć, jak zauważył, wyraziły społeczny protest wobec totalitarnych rządów narzuconych Polsce po 1945 r.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Lech Kaczyński świętował ze związkowcami z NSZZ “Solidarność” w Gdańsku. Obchody rozpoczęły się mszą świętą odprawioną przez abp. Sławoja Leszka Głódzia, a zakończyły krojeniem biało-czerwonego tortu i wiecem związkowców. Na główne uroczystości przy pomniku Poległych Stoczniowców przybyło ok. 3 tys. związkowców z “S” i gdańszczan. Byli też politycy: prezes PiS Jarosław Kaczyński i witany gwizdami wicepremier Pawlak.

Donald Tusk do Gdańska przyleciał dopiero po południu z Wałęsą i Havlem, by wziąć udział w zorganizowanej przez Europejskie Centrum Solidarności konferencji “Solidarność i upadek komunizmu”.

Mszą i przemowami przy pomniku nie interesowali się wychodzący z pracy w Stoczni Gdańsk robotnicy. – Nie będziemy tego słuchać. To wszystko jakaś rocznica elit – mówili “Rz”.

Około 80 tys. ludzi wysłuchało jednak wieczorem w Gdańsku koncertu “Zaczęło się w Polsce”, którego największą gwiazdą miała być Kylie Minogue. Lepiej od australijskiej artystki muzyki pop, której związków z tradycją “S” trudno się doszukać, odnaleźli się w Stoczni Gdańskiej muzycy z niemieckiej grupy Scorpions. Zaśpiewali przebój czasu pieriestrojki “Wind of Change”. Grupa była już jednak u nas wielokrotnie. Show miał kosztować rząd aż 15 mln zł. Można je było spożytkować lepiej. Choćby na Paula McCartneya, którego występ zawsze jest wydarzeniem ze światowym oddźwiękiem.

Na scenie pojawił się też Lech Wałęsa. – Jestem przekonany, że tamta walka będzie nazywana walką o nowy świat – mówił do młodzieży. I wraz z innymi inicjatorami strajku w Stoczni Gdańskiej w sierpniu 1980 r. – Bogdanem Borusewiczem, Jerzym Borowczakiem, Ludwikiem Prądzyńskim i Bogdanem Felskim – przewrócił 20 czerwonych kostek domina symbolizujących upadające reżimy komunistyczne Europy Środkowej.

Gen. Wojciech Jaruzelski nie wziął udziału w obchodach. Był w warszawskim sądzie na kolejnej rozprawie autorów stanu wojennego. Jest w tym procesie oskarżony wraz z m.in. gen. Czesławem Kiszczakiem.

[ramka][b]Lech Kaczyński, prezydent RP[/b]

„Cudów nie ma, wszystko ściema” – to nie ja wymyśliłem. Cuda wprawdzie są – my, a w większości jesteśmy katolikami, w nie wierzymy – ale zdarzają się rzadko i nie politycy decydują o tym, czy będą cuda, tylko Pan Bóg.

Dlatego też dokonajmy uczciwej oceny, a już za trzy dni (będą wtedy wybory do Parlamentu Europejskiego – red.) mamy na to szansę. Taka jest prawda. Ale pierwszą prawdą jest to, że musimy skorzystać z tej wolności, którą wywalczyliśmy, z tej demokracji, którą toczy niejedna choroba, ale też która została przez nas wywalczona.

Możemy mówić o wielkich sukcesach, ale i o wielkich porażkach. Co jest sukcesem? Sukcesem jest wolność, sukcesem jest niepodległy kraj, sukcesem są pewne postępy w modernizacji, edukacja milionów Polaków.

Co jest porażką? Porażką jest chociażby porażka tej stoczni (Stoczni Gdańsk – red.), tego zakładu, który nie jest tylko zakładem montażowym statków, ale jest symbolem wolnej Polski, i nie ma prawa upaść. Jest symbolem i jest pomnikiem, a żaden naród, który szanuje samego siebie, nie będzie zwalał pomników z cokołów. Pomniki trzeba budować, a ten pomnik już jest i niech zostanie.

Była także druga nasza porażka – straszna choroba bezrobocia, która niszczyła ponad pół pokolenia, która niosła ze sobą wszelkie możliwe nieszczęścia: rozkład rodziny, przestępczość.

Wydawało się dwa, trzy lata temu, że pokonaliśmy tę chorobę, dziś ona znów wraca.

Kto inny, jak nie „Solidarność”, powinien się jej energicznie przeciwstawić? Musicie walczyć i jestem tutaj z wami.

Nie może być w Polsce z powrotem 2 czy 2,5 miliona bezrobotnych. Taki kraj nigdy nie będzie szczęśliwy. Praca, praca i jeszcze raz praca. Praca to mniej ludzkiego nieszczęścia, to więcej ludzkich sukcesów.

[i]Fragment wystąpienia prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Stoczni Gdańsk[/i] [/ramka]

[ramka][b]Donald Tusk, premier[/b]

Dziękujemy dzisiaj Lechowi Wałęsie, przywódcy tego wielkiego ruchu. Będąc skromnym robotnikiem, potrafił porwać za sobą innych robotników, tych z gdańskiej stoczni, tych z huty w Nowej Hucie pod Krakowem.

W ciągu kilku tygodni zdołał porwać swoim przykładem 10 mln Polaków, którzy zorganizowali się w najpiękniejszy w dziejach nowożytnej Europy ruch, ruch stworzony do pokojowego zwycięstwa.

Panie Lechu, jeszcze raz serdeczne dzięki. To słowo „dziękuję” Lechowi Wałęsie należy się szczególnie mocno. I zawsze wtedy, kiedy dziękujemy Lechowi Wałęsie, dziękujemy także tym setkom i tysiącom bezimiennych bohaterów bardzo ciężkiej pracy, bardzo ciężkiego życia wówczas, a czasami i dziś, tym ludziom, którzy wielkie słowa słyszą pod swoim adresem bardzo rzadko. Dziś na te wielkie słowa i na to „dziękuję” zasłużyli – wszyscy razem i każdy z osobna – polscy robotnicy bohaterowie tamtych czasów.

Jak Henia Krzywonos, dzielna, skromna tramwajarka, która powiedziała robotnikom: zostańcie, bądźcie solidarni, i swoją siłą uratowała strajk.

Nasza solidarność miała też ludzki wymiar. Pamiętam Janka Melę, chłopaka porażonego przez prąd, który zdawałoby się stracił nadzieję na normalne życie. Ale znalazł się Marek Kamiński, który razem z nim zdobył w ciągu roku dwa bieguny. Ten kilkunastoletni chłopiec także okazał się bohaterem nowej polskiej solidarności, gdzie jeden człowiek pomaga drugiemu, i poruszył emocje wszystkich Polaków.

Tak jak podziękowałem Lechowi Wałęsie, byłemu prezydentowi, chcę też dziś gorąco podziękować prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który pomagał w tych najtrudniejszych chwilach Lechowi Wałęsie, że był obecny przy odbudowie tej wielkiej „S”. Tak, Polacy mają za co dziękować prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu.

[i]Fragment przemówienia Donalda Tuska wygłoszonego na Wawelu[/i] [/ramka]

[ramka][b]abp Sławoj Leszek Głódź, metropolita gdański[/b]

Wielka rzesza obywateli ojczyzny powiedziała 4 czerwca dobitnie: tak. Tak – drodze ku wolności. Tak – „Solidarności”. Tak – przemianom systemowym i gospodarczym. Tak – Polsce bez przymiotników. Tak – polskiej nadziei.

Nie wszyscy w tych wyborach wzięli udział. Nie wszyscy, także wielu ludzi „S”, akceptowali tamten bieg spraw. Ale wszyscy zdawali sobie sprawę, że 4 czerwca stało się coś bardzo ważnego – czas innej Polski, wymodlonej, zdobywanej, wyczekiwanej, wolnej, niepodległej, suwerennej. Nikt już tego pochodu wolności nie zatrzyma.

Tamten zryw czerpał siłę ze źródeł wiary, z tchnienia Ducha Świętego. „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi”. Przedwczoraj, 2 czerwca, minęło 30 lat od chwili, kiedy na warszawskim placu Zwycięstwa Jan Paweł II wypowiedział to zdanie. Może najważniejsze w ciągu polskiej historii.

[i]Z kazania abp. Sławoja Głódzia podczas mszy św. na pl. Solidarności w Gdańsku[/i][/ramka]

[ramka][b]Janusz Śniadek, przewodniczący NSZZ „Solidarność”[/b]

Walczyliśmy w imię przyszłości i nie do końca dla siebie. Dlatego dziś zmierzmy się z niepowodzeniami, z tym, co boli. To nie są niepowodzenia elit, to nie są niepowodzenia rządzących – to są nasze niepowodzenia, bo Polska to nasz kraj. To my wybieramy ludzi, my jesteśmy odpowiedzialni za to, jak nasz wolny dom będziemy meblowali.

Dziś Polska, członek wielkiej europejskiej rodziny, należy do krajów o największym rozwarstwieniu płac – grupa najbogatszych zarabia 15 razy więcej niż proporcjonalna grupa zarabiających najmniej; dwie trzecie pracowników zarabia poniżej średniej krajowej, a płaca minimalna należy do realnie najniższych w Europie. Przestrzegamy rządzących – procent bezrobocia to nie słupek statystyki. To miliony ludzkich dramatów, miliardy złotych strat dla gospodarki. Dziś wołamy do elit politycznych – Polsce potrzebny jest narodowy program solidarności.

[i]Fragment przemówienia Janusza Śniadka na wiecu przed pomnikiem Poległych Stoczniowców[/i] [/ramka]