Reklama
Rozwiń
Reklama

Czy to mógł być „Patyk”

Ludzie, którzy mieli zabić szefa policji, zaraz potem zachowywali się jakby nic się nie stało – ustaliła „Rz”

Publikacja: 05.05.2012 01:59

„Rz" dotarła do informacji, które nasuwają kolejne poważne wątpliwości co do najnowszej wersji zabójstwa gen. Marka Papały. Z akt innej sprawy, w której pojawiają się domniemani mordercy, dowiadujemy się, że tuż po śmierci generała zachowywali jakby nic się nie stało. Z kolei znający to środowisko na wylot Jarosław S. „Masa" uważa, że niemożliwe byłoby, aby taka sprawa nie wyszła na jaw wcześniej.

Kradli jak zawsze

Łódzcy śledczy ogłosili niedawno, że szefa policji zastrzelili w 1998 r. złodzieje aut, którzy chcieli mu ukraść daewoo espero. Igor M., ps. Patyk, miał strzelić generałowi w głowę, gdy ten zaparkował auto pod domem. Mariusz M. miał obserwować miejsce zabójstwa. W sprawę mają być zamieszani też bracia J. i Tomasz W. – są już w areszcie.

Nowa wersja prokuratury przekreśla ustalenia poprzednich 13 lat śledztwa (dotąd zakładano, że był to mord na zlecenie).

Gang samochodowy, w którym pierwsze skrzypce grał „Patyk", był podporządkowany słynnemu gangowi pruszkowskiemu. „Masa", świadek koronny, który mafię pruszkowską pogrążył, mówi dziś „Rz", że gdyby gen. Papałę zabił „Patyk", ta informacja rozeszłaby się w środowisku przestępczym.

Według niego „Patyk" i inni złodzieje – wtedy młodzi ludzie – prawie wszystko, co zarobili, wydawali na kokainę. – Nie ma siły, żeby któryś po narkotykach się nie wygadał – ocenia.

Reklama
Reklama

Podobnego zdania są znający sprawę śledczy (z uwagi na jej rangę chcą pozostać anonimowi). Według nich złodzieje samochodów nie odważyliby się ukryć tej informacji przed gangsterami z Pruszkowa.

Tuż po ogłoszeniu nowej wersji śledczej komentatorzy zwracali też uwagę na dziwne zachowanie „Patyka" i jego kompanów – nie przestali kraść samochodów po śmierci generała, która postawiła na nogi policję. „Rz" dotarła do szczegółów tych złodziejskich akcji, opisanych w aktach sprawy gangu, w którym działał „Patyk". Wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, by ktoś mający na koncie tak spektakularne zabójstwo w ten sposób wręcz prowokował policjantów.

Gen. Papała zginął w Warszawie 25 czerwca 1998 r. Już cztery dni później w Pzrzewodowicach (Mazowsze) złodzieje od „Patyka" kradną mitsubishi carisma (za 57 tys. zł). W akcji biorą też udział Mariusz M., bracia J. i Robert P. – czyli świadek koronny, którego zeznania z połowy 2011 r. odwróciły bieg śledztwa w sprawie zabójstwa Papały.

Kolejne auto gang rabuje dwa dni później – z land-rovera wysadzają Niemca, dzień później z mitsubishi pajero – Czecha. Zaraz potem kradną nissana i dwa mercedesy. – Kradną auta luksusowe, za ok. 80 tys. zł, co kilka dni – mówi jeden ze śledczych. – Są bezczelni, ale nie używają broni.

– Tak się nie zachowują ludzie, którzy właśnie zastrzelili pierwszego policjanta w kraju. Przyczailiby się, wycofali na jakiś czas, by nie rzucać się w oczy – mówią nam policyjni psychologowie.

Z kolei „Masa" opowiada, że po śmierci Papały wszelkiej maści przestępcy się przyczaili. – Nikt się nie wychylał, mieliśmy naloty na domy – wspomina.

Reklama
Reklama

Według niego zabójcy Papały „spłoszyliby się, wiedząc, że zabili szefa policji". – A jak zwykle dolę z kradzieży oddawali starym pruszkowskim – dodaje.

– Zabójstwo Papały było tak głośne, że każdy przytomny gangster zwolniłby tempo – potwierdza w rozmowie z „Rz" jeden ze śledczych. – Chyba że był to płatny kiler, ale „Patyk" całe życie był złodziejem aut.

Mało tego – wydaje się, że „Patyk" z kolegami wręcz szukali rozgłosu. W listopadzie 1998 r. na trasie katowickiej rabują mercedesa (200 tys. zł) posłanki Barbary Blidy. Uderzają w zderzak, a gdy Blida się zatrzymuje, jeden ze złodziei odjeżdża jej autem.

Dlaczego „Patyk" wystawiał się na cel? – Był bezczelny, głupi lub miał jakieś inne powody – ocenia dr Zbigniew Rau, kryminolog, były wiceszef MSWiA. – Z logicznego punktu widzenia powinien się ukryć.

Dziwne milczenie

W styczniu 2001 r. „Patyk" wpadł i wsypał wszystkich, z którymi kradł: m.in. Mariusza M., braci J. i Roberta P. Dostali kilkuletnie wyroki. Dlaczego – jeśli wiedzieli, że zabił Papałę – milczeli i nie szukali zemsty?

Mariusz M. mógł się obawiać zarzutu współudziału w zabójstwie, ale pozostałych to nie dotyczy. Według Jarosława Szuberta, rzecznika Prokuratury Apelacyjnej w Łodzi, Robert P. w 2011 r. zaczął mówić, bo groziło mu kilkadziesiąt zarzutów w związku ze świeżo ujawnionymi kradzieżami samochodów. – Nie spotkałem się z przypadkiem, żeby tak ważne informacje świadek koronny ujawnił po tak długim okresie. To podważa jego wiarygodność – komentuje jednak dr Zbigniew Rau, który badał wszystkich rodzimych koronnych (choć zastrzega, że musiały być jakieś przesłanki, które pozwoliły sądowi dać P. status koronnego).

Reklama
Reklama

– Nie sądzę, by jeszcze kiedyś udało się wyjaśnić zabójstwo gen. Papały – podsumowuje

dr Rau.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama