Reklama
Rozwiń
Reklama

Marihuana zamiast pieczarek

W starej, nieczynnej pieczarkarni w Wielkopolsce 35-latek urządził plantację konopi indyjskich. Można z nich było wyprodukować marihuanę wartości pół miliona złotych. To niejedyna tak oryginalna lokalizacja.

Publikacja: 29.05.2013 17:12

Marihuana zamiast pieczarek

Foto: sxc.hu

Dużą uprawę konopi indyjskich w małej miejscowości pod Wolsztynem (woj. wielkopolskie) namierzyli, a wczoraj zlikwidowali policjanci Centralnego Biura Śledczego wspólnie z miejscową policją. W czterech halach znaleźli 2,5 tysiąca roślin oraz profesjonalne laboratorium do ich uprawy. - Rośliny były w różnej fazie rozwoju. Ilość jaka została zabezpieczona pozwala na uzyskanie około 30 kilogramów wysokogatunkowej marihuany o wartości około pół miliona złotych – mówi "Rz" Andrzej Borowiak, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu.

Rozpracowanie ukrytej w Wielkopolsce plantacji zajęło policjantom trzy miesiące. Początkowo mieli jedynie skąpe informacje i znali w przybliżeniu rejon, w jakim nielegalny interes miał funkcjonować. Po sprawdzeniach okazało się, że plantacja znajduje się w miejscowości Kopanica, w jednym z gospodarstw. Prowadzący ją mężczyzna ulokował produkcję w halach po nieczynnej już pieczarkarni. W budynku znajdowały się cztery pomieszczenia, wyposażone w urządzenia techniczne ułatwiające uprawę. Policjanci znaleźli wydajne filtry, system oświetleniowy i wentylacyjny. Wszystko było sterowane elektronicznymi programatorami. Urządzenia utrzymywały odpowiednią temperaturę i wilgotność, które są konieczne do uzyskania odpowiednich sadzonek.

Tak jak w przypadku wielu innych podobnych plantacji tak i tutaj, prowadzący ją podłączył się „na lewo" do prądu. - Tego rodzaju przedsięwzięcie pochłania bardzo duże ilości prądu. Z tego między innymi powodu podejrzany podłączył zasilanie z pominięciem liczników energetycznych – wyjaśnia Borowiak. Doglądający plantację znał się na prowadzeniu uprawy konopi. - Rośliny miały szczepione pędy z tak zwanych roślin matek. To gwarantowało szybki wzrost i duże, dorodne kwiatostany – mówi rzecznik wielkopolskiej policji. Jak długo Marcin P. prowadził zakazany biznes – to śledczy dopiero będą ustalać. Jednak był on wyjątkowo ostrożny, więc produkcja mogła trwać od dawna.

Chociaż Marcin P. ostatnio mieszkał w województwie lubuskim, to żeby się zabezpieczyć się przed wpadką, prawie codziennie przyjeżdżał do starej pieczarkarni. Samochód parkował w garażu a na posesję wypuszczał dwa duże, obronne psy. To – zdaniem oficerów CBŚ – skutecznie zniechęcało postronne osoby przed wchodzeniem na teren gospodarstwa, kiedy P. doglądał uprawy. Właściciel niecodziennego przybytku zanim wpadł na pomysł założenia plantacji konopi między innymi handlował częściami samochodowymi i zajmował się recyklingiem. W Polsce Marcin P. nie był karany, jednak w Niemczech dostał wyrok za przemyt ludzi. Śledztwo przeciwko Marcinowi P. wszczęła Prokuratura Rejonowa w Wolsztynie.

Za uprawę konopi i wprowadzanie do obrotu dużej ilości narkotyku grozi mu 10 lat więzienia. Plantacja konopi ukryta w nieczynnej pieczarkarni to niejedyny oryginalny pomysł na lokalizację takiej produkcji. Dwa lata temu wielkopolscy policjanci w Drezdenku, na terenie woj. lubuskiego odkryli profesjonalną plantację, która działała pod przykrywką fermy strusi. Jak się później okazało była ona jedną z kilku założonych i nadzorowanych przez grupę przestępczą, która działała od 2004 r. i wprowadziła na rynek 8 ton suszu, zarabiając na tym ponad sto milionów złotych.

Reklama
Reklama

Z kolei trzy lata temu w okolicach Kórnika (woj. wielkopolskie) policjanci odkryli gigantyczną, doskonale wyposażoną plantację marihuany w podziemnej hali, ukrytej pod pralnią chemiczną. W budynku były otwierane hydraulicznie, zamaskowane zapadnie. Wchodziło się przez nie do tuneli prowadzących do podziemnych hal o łącznej powierzchni tysiąca metrów kwadratowych. Przestępcy zadbali też o możliwość ucieczki - za drogi ewakuacyjne, którymi w razie wpadki mogli zbiec służyły tajemne tunele. Cały teren był monitorowany przez kamery. Właściciel posesji Janusz P. oficjalnie prowadził pralnię chemiczną, zarejestrował działalność gospodarczą i nawet płacił podatki. Policjanci zatrzymali wówczas jego, a także ośmiu jego wspólników.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Kraj
Pociągi pełne sygnału. PKP Intercity stawia na Internet i wygodę pasażerów
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama