Świat zorganizowanej przestępczości nie znosi próżni, co pokazuje przykład tzw. gangu mokotowskiego. Wywodząca się z Warszawy grupa, choć o szeregach mocno przetrzebionych przez aresztowania kilka lat temu, nie przestała działać. Miejsce siedzących w areszcie gangsterów zajęli nowi, którzy w ciągu trzech lat dokonali kilkudziesięciu brutalnych przestępstw.
Teraz jednak gang wydaje się ostatecznie rozbity. Policja zatrzymała we wtorek 14 jego członków, w tym trzech szefów.
Policjanci ze stołecznego wydziału do walki z terrorem kryminalnym i antyterroryści weszli do kilkunastu miejsc w Warszawie i okolicach. Zatrzymali m.in. Artura N., ps. Yogi, Sebastiana L., ps. Lepa, i Artura N., ps. Arczi, podejrzewanych o kierowanie grupą.
Gang mógł stać za brutalną napaścią na konwojentów w Wólce Kosowskiej w 2013 roku
– Oprócz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej zarzuty dotyczą obrotu znacznymi ilościami środków odurzających, wymuszeń rozbójniczych i napadów z użyciem broni palnej – mówi „Rz" Waldemar Tyl, wiceszef Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie. Łącznie zarzuty w jej śledztwie ma ponad 30 osób.
Interesy gangu z ostatnich trzech lat (od 2011 r. do dziś) śledczy poznali dzięki skruszonym przestępcom, którzy poszli na współpracę. Z ich relacji i innych dowodów wyłania się obraz grupy, której członkowie działali równie zuchwale i bezwzględnie jak kiedyś mafiosi z Pruszkowa.
I tak „mokotowscy" z bronią w ręku w sierpniu 2011 r. mieli napaść w biały dzień na zakład jubilerski przy ul. Puławskiej w Warszawie. Sterroryzowali obsługę, rozbili gabloty i ukradli biżuterię (ponad kilogram wyrobów ze złota).
Śledczy mają tropy wskazujące na to, że ta sama grupa stała za napadem na konwojentów na targowisku w Wólce Kosowskiej pod Warszawą w marcu 2013 r. Gangsterzy postrzelili wtedy dwóch konwojentów, poważnie ich raniąc, i zabrali worki, w których było 4,2 mln zł.
Zdaniem prokuratorów gang działał na szeroką skalę, dokonując przestępstw nie tylko na Mazowszu, ale i m.in. w Koszalinie oraz Częstochowie.
Ludzie z gangu mokotowskiego według śledczych mają też na koncie brutalne napady na prywatne domy. Np. w Koszalinie – na właściciela kantoru. – Obserwowali, jak mężczyzna zamyka kantor i wychodzi z utargiem. Zaatakowali go w domu, skatowali i zabrali wszystkie pieniądze – mówi „Rz" jeden z prokuratorów.
Podobnego napadu mieli dokonać na dom pod Kozienicami na Mazowszu. W innym przypadku z placówki pocztowej zrabowali ok. 70 tys. zł.
– Takich zdarzeń było kilkadziesiąt. Używali broni, ofiary dotkliwie bili, często byli nawet bardziej brutalni niż gangsterzy z grupy pruszkowskiej – mówi „Rz" jeden z prokuratorów.
Gang mokotowski powstał w miejsce rozbitej przez CBŚ w 2000 r. grupy pruszkowskiej. Przez lata śledczy nie mogli się do niego dobrać, bo był niezwykle hermetyczny, stworzony przez kolegów z podwórka. Gang handlował narkotykami i bronią, miał kontakty międzynarodowe, a o jego zuchwałości świadczy to, że kiedyś planował porwać prokuratorów prowadzących przeciwko niemu śledztwo.
Kiedy przed laty szef grupy, „Korek", a później jego współpracownicy i następcy (w tym Rafał S., ps. Szkatuła) oraz kilkudziesięciu żołnierzy trafili za kratki, wydawało się, że gang przestał istnieć. Na to, jak się okazuje, trzeba było jednak jeszcze długo poczekać.