Grzechy polskiego Kościoła. Potrzebny rachunek sumienia

Niektórzy przestępcy w sutannach krzywdzili dzieci przez trzy lub nawet cztery dekady. O tym, co robią, często wiedziały komunistyczne władze.

Publikacja: 18.05.2023 03:00

Księża skazywani przez sądy na kary pozbawienia wolności po wyjściu z więzienia zazwyczaj od razu wr

Księża skazywani przez sądy na kary pozbawienia wolności po wyjściu z więzienia zazwyczaj od razu wracali do pracy w duszpasterstwie

Foto: shutterstock

Czytaj więcej

Tylko w "Rzeczpospolitej": Zaktualizowana lista księży podejrzanych i skazanych za przestępstwa seksualne w czasach PRL

Ksiądz Eugeniusz Makulski, marianin, budowniczy monumentalnej bazyliki w Licheniu, który wykorzystywał seksualnie małoletnich, o czym opinia publiczna dowiedziała się w 2019 r. z filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, już w 1964 r. mógł trafić do więzienia za skrzywdzenie na basenie w Lublinie 14-letniego chłopca. Nie trafił. Władze PRL ogłosiły amnestię i sąd postępowanie w jego sprawie umorzył.

Makulski nie poniósł także żadnych konsekwencji na gruncie prawa kanonicznego – dwa lata po wydarzeniu z Lublina władze jego zakonu mianowały go kustoszem sanktuarium maryjnego w Licheniu koło Konina, którym był aż do roku 2004.

W ogóle żadnego postępowania nie było w sprawie ks. Michała Czajkowskiego, późniejszego wybitnego biblisty, byłego współprzewodniczącego Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, byłego członka Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej i wieloletniego współpracownika „Więzi” oraz „Tygodnika Powszechnego”, którego latem 1960 r. oskarżono o seksualne wykorzystanie dwóch chłopców (dziewięcio- i dziesięciolatka). Duchowny podpisał zobowiązanie do współpracy z bezpieką i donosił przez ponad 24 lata.

Czytaj więcej

Raport specjalny. Skrzywdzeni w Kościele w czasach PRL

Pionierska kwerenda

To tylko dwa przykłady duchownych, oskarżonych o przestępstwa seksualne na szkodę osób małoletnich, którzy w okresie PRL uniknęli odpowiedzialności karnej. Odnaleźliśmy je, badając archiwa Instytutu Pamięci Narodowej, Archiwum Akt Nowych i ogólnie dostępne źródła kościelne z lat 1944–1989 pod kątem przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich przez duchownych.

W naszej pionierskiej kwerendzie udało się zidentyfikować w sumie 121 przypadków, którymi w jakiś sposób zajęły się organa ścigania totalitarnego państwa. W zdecydowanej większości sprawcy przestępstw zostali skazani na kary pozbawienia wolności. W latach 40. i 50. XX w. sądy traktowały ich dość surowo – wymierzano im kary od trzech do nawet dziesięciu lat więzienia. W latach 60. maksymalny wyrok wyniósł dziewięć lat i osiem miesięcy pozbawienia wolności, ale coraz częściej sądy sięgały po warunkowe zawieszenie kary. Niższe wyroki zapadały w latach 70. i 80. – trzy lata bezwzględnego pozbawienia wolności to najsurowszy wymiar kary; w tym też czasie zaczęły przeważać kary w zawieszeniu.

Pobłażliwość biskupów

Wielokrotne gwałty, ofiary zachodzące w ciąże, umierające przy porodach, aborcje. To najbardziej drastyczne przypadki przestępstw, jakie wyłoniły się w naszej kwerendzie. Ale też zdarzały się takie jak masturbacja małoletnich, dotykanie ich narządów płciowych, namiętne przytulanie i pocałunki. Krzywdzenie przez wiele lat – niektórzy wykorzystywali dzieci bezkarnie nawet przez trzy, cztery dekady.

Czytaj więcej

Pedofilia. Ogromna skala krzywd w Kościele

Skazywani byli najczęściej za skrzywdzenie jednej osoby, niektórzy trzech lub czterech. Rekordzista ks. L.O. trafił za kraty za wykorzystanie 30 chłopców, inny – za 15, ale liczba ofiar ks. A.M., który nigdy nie poniósł odpowiedzialności karnej, może sięgać przeszło setki.

W analizowanych przez nas sprawach widać pobłażliwość biskupów, którzy latami liczyli na to, że podwładny się zmieni. Przenoszono ich z parafii na parafię, z diecezji do diecezji. Sami sprawcy szukali spokojnego życia za granicą lub w innej katolickiej wspólnocie.

Wielu po odbyciu kary zrobiło w Kościele kariery. Zostawali dziekanami, przełożonymi zakonnymi, honorowano ich tytułami, włączano do kapituł katedralnych lub kolegiackich. Niektórych uhonorowano tablicami pamiątkowymi, jeszcze inni zostali patronami ulic. Nazwiska kilku znalazły się w leksykonach duchownych represjonowanych w czasach PRL.

Tylko w jednym przypadku – ks. M.S. z archidiecezji poznańskiej skazanego na 3,5 roku więzienia za krzywdę wyrządzoną 14-letniej dziewczynce – zetknęliśmy się z adnotacją, że „został usunięty ze stanu duchownego za niemoralne prowadzenie się”. Innych biskupi wysyłali na rekolekcje lub nakazywali prace fizyczne.

Bezkarność sprawców

Z przebadanych przez nas spraw wynika, że pokrzywdzeni i ich rodziny w pierwszej kolejności szukali sprawiedliwości u władz kościelnych. Dopiero brak reakcji ze strony biskupów i pracowników kurii powodował, że zgłaszali się na milicję.

Ale w analizowanych sprawach widać też obawy pokrzywdzonych przed złożeniem zeznań obciążających duchownego, wycofywanie ich w wyniku presji rodziny lub samego księdza.

Wielu duchownych, których oskarżano o przestępstwa seksualne, zostawało – najczęściej w wyniku obietnicy bezkarności i np. zawieszenia lub umorzenia dochodzenia bądź śledztwa – tajnymi współpracownikami bezpieki.

Tak było np. w roku 1960 w przypadku ks. prof. Michała Czajkowskiego. Jego współpraca z UB/SB została ujawniona już w roku 2006, a duchowny przyznał się do niej. Wiadomo było, że duchowny został zwerbowany już w 1956 r., lecz szybko współpracę z bezpieką zerwał. Ale w 1960 r. starający się o wyjazd na studia do Rzymu Czajkowski został ponownie zwerbowany. Podstawą był szantaż na tle obyczajowym.

Czytaj więcej

Sondaż: Polacy uważają, że Kościół nie pomaga wystarczająco ofiarom pedofilii

Osoby badające kilkanaście lat temu historię jego współpracy nie dysponowały materiałami, które pozwoliłyby ustalić szczegóły tego szantażu. Dopiero teraz dziennikarze „Rzeczpospolitej” odnaleźli w IPN dokumenty, z których wynika, że duchowny miał dopuścić się wykorzystania seksualnego dwóch chłopców. Milicja dysponowała oświadczeniami pokrzywdzonych, ich rodziców oraz świadka, ale nie wszczęto żadnego postępowania, postanowiono duchownego zwerbować. W trakcie rozmowy z esbekiem Czajkowski najpierw wszystkiemu zaprzeczał, potem jednak napisał odręczne oświadczenie, w którym przyznał się, że zachował się „niemoralnie, dopuszczając się wykroczenia seksualnego w stosunku do synów ob. W.”. Zgodził się na współpracę. Trwała ona aż do roku 1984, a duchowny pobierał za nią wynagrodzenie.

W rozmowie z „Rzeczpospolitą” ks. Czajkowski zaprzeczył, jakoby historia ta była podstawą jego ponownego werbunku. Stwierdził, że pomagał latem 1960 r. zejść z drzewa jednemu chłopcu. „Nie wiem, co powiedział ojcu, ale widocznie ktoś tam postanowił stworzyć opowieść dla uderzenia w niewygodnego księdza” – odpisał na nasze pytania. Tyle tylko, że w jego dokumentach w IPN nie ma śladu po innej historii na tle obyczajowym, która mogłaby być przyczyną szantażowania duchownego.

Potrzeba badań

Wyniki pionierskiej kwerendy archiwalnej, w której ustaliliśmy 121 przypadków dotyczących wykorzystywania małoletnich, której przed nami nikt w Polsce nie przeprowadził – ani historycy, ani dziennikarze, ani kościelne czy państwowe instytucje – sugerują, że skala wykorzystywania seksualnego małoletnich była w Kościele nad Wisłą ogromna.

By dokładniej zbadać ten problem, potrzebne są pogłębione kwerendy archiwów IPN, AAN i innych. Trzeba skonfrontować te materiały także z archiwami kościelnymi w diecezjach i zakonach. Niewykluczone, że zrobi to specjalny zespół, który zamierza powołać Konferencja Episkopatu Polski. Ta kwerenda może być punktem wyjścia dla tej pracy.

Ksiądz Eugeniusz Makulski, marianin, budowniczy monumentalnej bazyliki w Licheniu, który wykorzystywał seksualnie małoletnich, o czym opinia publiczna dowiedziała się w 2019 r. z filmu braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, już w 1964 r. mógł trafić do więzienia za skrzywdzenie na basenie w Lublinie 14-letniego chłopca. Nie trafił. Władze PRL ogłosiły amnestię i sąd postępowanie w jego sprawie umorzył.

Makulski nie poniósł także żadnych konsekwencji na gruncie prawa kanonicznego – dwa lata po wydarzeniu z Lublina władze jego zakonu mianowały go kustoszem sanktuarium maryjnego w Licheniu koło Konina, którym był aż do roku 2004.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Kościół
Biskupi wybrali nowego sekretarza generalnego
Materiał Promocyjny
Naszą siłą jest różnorodność
Kościół
Kardynał Nycz o usuwaniu krzyży z urzędów. „Są o wiele poważniejsze problemy”
Kościół
Ofiary pedofilii w Kościele mówią „dość”. Żądają zawieszenia szefa polskiego Episkopatu
Kościół
Konferencja naukowa „Prawo i Kościół”
Akcje Specjalne
Dekarbonizacja gospodarki bez wodoru będzie bardzo trudna
Kościół
Spanie z księdzem, stworzenie sekty. Analiza decyzji kard. Kazimierza Nycza w głośnej sprawie
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży