Chanel, Louis Vuitton, Ray-Ban… To marki, których podróbki łatwo znaleźć na straganach krajów masowo odwiedzanych przez turystów. W dodatku kosztują tyle, że już za kilkaset złotych możemy wyglądać jak milion dolarów. Kusząca perspektywa, prawda? Ale uwaga: jeśli przyjdzie nam do głowy, aby później taką „markową” torebką lub „oryginalnymi” butami zadawać szyku na ulicach Paryża czy Mediolanu, narazimy się na poważne nieprzyjemności – nie tylko konfiskatę, ale też dotkliwą grzywnę.

Warto wiedzieć, że wwożenie podróbki markowego towaru na teren Unii Europejskiej jest przestępstwem. Niektóre kraje, jak Francja, zapowiedziały bezpardonową walkę z procederem kupowania fałszywych produktów, który szczególnie mocno uderza w światowe centrum mody i luksusu.

Czytaj też:

Podróbki bez zysków, straty bez kosztów - wyrok NSA

Prawo francuskie jest w tej kwestii bezlitosne. Niebagatelne kary – kara grzywny wynosząca nawet do kilkuset tysięcy euro bądź kara więzienia – przewidziane są nie tylko za samo wwiezienie podrobionego produktu do kraju, lecz również za jego posiadanie. I nie ma tutaj znaczenia, że jest to rzecz przeznaczona na własny użytek.

Podobną walkę podjęły Włochy, co nie powinno dziwić – Mediolan uważa się za konkurencję Paryża w walce o tron centrum świata mody. Tutaj właściciel podróbki może dostać mandat rzędu kilkuset bądź kilku tysięcy euro.

W Polsce samo posiadanie nieoryginalnego towaru nie jest karane, ale wjazd do Polski z takim produktem może skończyć się jego konfiskatą na granicy, a w konsekwencji przepadkiem mienia, jeżeli zostanie on poddany kontroli przez funkcjonariusza Służby Celnej.

Jednak podejście takie nie dotyczy ani produkcji, ani handlu. Prawo własności przemysłowej stanowi, iż ten, kto wprowadza do obrotu podrobione produkty bądź obraca takimi produktami, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do dwóch lat. A gdy działanie to stanowi stałe źródło dochodu – do lat pięciu. Mimo to kary nie odstraszają – w pierwszej połowie 2020 r. Krajowa Administracja Skarbowa na skutek przeprowadzonych interwencji zatrzymała podrobione towary o łącznej wartości około 27,5 mln zł.

Ponad 65 proc. Polaków przyznaje, że kupiło kiedyś podróbkę, a aż około 40 proc. zrobiło to świadomie – także ci, których teoretycznie stać na zakup oryginału.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Dlaczego to robimy? Cóż, kochamy luksus! Na przykład swoim ubiorem tworzymy pewien kod, informację dla środowiska, przez którą wyrażamy swoją tożsamość. Strój na swój sposób nas definiuje, często zdradza lub podkreśla nasze cechy, wyznawane wartości czy wykonywany zawód. Osoby, które stać na luksusowe dobra, są przez niektórych podziwiane, a dla innych stanowią źródło inspiracji. Ale wielu, zważywszy na astronomiczne ceny markowych towarów, musi się zadowolić namiastką tego luksusu i sięgnąć po podróbkę. Dla innych to kwestia racjonalnego wyboru – skoro fałszywka do złudzenia przypomina oryginał, to po co przepłacać?

A tymczasem producenci podróbek zacierają ręce…

W czołówce turystycznych lokacji, w których imitacje torebek Louis Vuitton czy okularów Ray-Ban wręcz zalewają uliczne chodniki, znajdują się Turcja i Egipt. Nie sposób też pominąć królowej fałszywek – Grecji, która w skali produkcji wyprzedziła już nawet Chiny i znalazła się na szczycie listy krajów, w których wykryto ich najwięcej.

Miejscowi handlarze nieustannie nas nagabują, proponując swoje „skarby”, a targowanie się o cenę – element zakupowego rytuału – jeszcze bardziej zachęca do sfinalizowania takiej niezwykłej okazji. No bo jak się teraz wycofać, skoro wyjściową cenę udało nam się zbić o połowę? W ten sposób, nim się obejrzymy, zostajemy właścicielami kultowego modelu „szanelki” czy „wittona”.

Dlatego pamiętajmy: zanim kupimy tego typu towar, przemyślmy to starannie. W przeciwnym razie nie tylko narażamy się na nieprzyjemności i koszty, ale także wspieramy rozwój nielegalnej gałęzi gospodarki.

Autorka to radca prawny w kancelarii MKZ