Reklama

Irańska feministka: Jeżeli nie będzie demokracji, pozostanę Iranką na wygnaniu

Przede wszystkim myślę o Irańczykach w kraju. Co się z nimi stanie, jeśli ten zraniony reżim przetrwa? – mówi „Rzeczpospolitej” Mariam Mirza, irańska dziennikarka i aktywistka, emigrantka polityczna
Mariam Mirza, irańska dziennikarka, feministka, aktywistka, badaczka. Od 2009 r. żyje na uchodźstwie

Mariam Mirza, irańska dziennikarka, feministka, aktywistka, badaczka. Od 2009 r. żyje na uchodźstwie w zachodniej Europie

Foto: Archiwum prywatne

Co pani poczuła, gdy usłyszała pani wiadomość, że USA i Izrael rozpoczęły w sobotę wojnę? Nadzieję czy strach?

Oczywiście byłam przerażona. Wojna jest przerażająca. Ale czy Iran naprawdę żył w pokoju przed tą wojną? W styczniu tysiące protestujących zginęło w ciągu zaledwie dwóch dni. Ten konflikt jest również czymś, do czego reżim dążył od lat, inwestując majątek naszego kraju w nieuzasadnione ambicje. Mówiąc „nieuzasadnione ambicje”, mam na myśli to, że prawowity rząd w czasie, gdy nasz naród stawał się coraz biedniejszy, skupiłby się na dobrobycie Irańczyków, a nie na realizacji strategii, która już okazała się nieskuteczna. Jestem absolutnie przeciwna wojnie – jakiejkolwiek. Ale nie definiuję wojny tylko jako ataku agresywnego mocarstwa zagranicznego wobec innego kraju. Republika Islamska zabiła tysiące demonstrantów, a zaraz potem sekretarz generalny ONZ António Guterres wysłał list gratulacyjny do reżimu w rocznicę jego powstania... To kto wtedy bronił wojny przeciwko narodowi irańskiemu?

Szybko się okazało, że Ali Chamenei zginął w sobotę w jednym z pierwszych ataków. Jak pani zareagowała?

Poczułam lekkość w sercu. Ta noc niosła kruchą nadzieję, przypomniała, że nawet najciemniejsze koszmary mogą się kiedyś skończyć. Jednocześnie żałowałam, że nie mogłam zobaczyć Chameneiego, jak staje przed sądem za całe cierpienie, jakie zadał naszemu narodowi. Koniec wojny pozostaje jednak niepewny, a ból wciąż się pogłębia: choć Ali Chamenei już nie żyje, konsekwencje jego apokaliptycznych decyzji wciąż trwają.

Czytaj więcej

Opozycja irańska myśli o upadku reżimu i się kłóci. Syn szacha to „neofaszysta”

Na Facebooku wyraziła pani nadzieję na powrót do ojczyzny. Czy zakłada pani, że ten krwawy reżim musi upaść, czy też nastąpi jakaś transformacja?

Jeżeli reżim będzie niedemokratyczny, pozostanę Iranką na wygnaniu. Ten reżim, który już zaczął się częściowo rozpadać, nie tylko powinien się skończyć, ale musi po nim nastąpić rząd demokratyczny, a przynajmniej prawdziwa transformacja demokratyczna. Tylko wtedy ludzie tacy jak ja, a są nas tysiące, będą mogli wrócić na irańską ziemię.

Wszyscy powinni się teraz martwić o życie więźniów politycznych, zarówno z powodu bombardowań, jak i ryzyka egzekucji lub innych konsekwencji

Reklama
Reklama

Ale teraz moje myśli są w innym miejscu. Myślę o Irańczykach w kraju. Co się z nimi stanie, jeśli ten zraniony reżim przetrwa? Czy nie spotkają ich jeszcze surowsze represje niż wcześniej, kolejne egzekucje, kolejne zabójstwa, w takiej czy innej formie?

Wszyscy powinni się teraz martwić o życie więźniów politycznych, zarówno z powodu bombardowań, jak i ryzyka egzekucji lub innych konsekwencji. Ponadto przerwy w dostępie do internetu, prądu i połączeń telefonicznych uniemożliwiają Irańczykom w kraju śledzenie tego, co się dzieje, a dla Irańczyków z diaspory brak możliwości kontaktu z bliskimi jest prawdziwą torturą. Trudno też ocenić, jak wygląda sytuacja w kraju w czasie wojny. Swobodny dostęp do informacji jest teraz niezbędny, a Irańczycy za granicą, a zwłaszcza ci w kraju, są go pozbawieni.

Czytaj więcej

Brytyjski dyplomata: Są cztery scenariusze dla Iranu

Co byłoby znakiem, że pani powrót do Teheranu jest możliwy?

Musiałby nastąpić wyraźny koniec przemocy oraz ustanowienie prawdziwych rządów prawa, które zagwarantują bezpieczeństwo ludzi.

Czy represje związane z niedawnymi protestami dotknęły również pani znajomych, którzy pozostali w Teheranie?

Styczniowe zabójstwa miały tak ogromną skalę, że prawie każdy zna przynajmniej jedną osobę, która zginęła. Jeśli nie jest to bliski przyjaciel lub członek rodziny, to znajomy znajomego.

Asal Mansuri zginęła w Teheranie. Na jej grobie widnieje napis: „Żyła jak słonecznik”

Asal Mansuri zginęła w Teheranie. Na jej grobie widnieje napis: „Żyła jak słonecznik”

Foto: Archiwum prywatne

Reklama
Reklama

Asal Mansuri, 30-letnia psycholog dziecięca i nauczycielka, głęboko kochająca dzieci, z którymi pracowała, zginęła w Teheranie. Była przyjaciółką jednego z moich znajomych. Na jej grobie widnieje napis: „Żyła jak słonecznik”. Oglądając filmy i zdjęcia z jej udziałem, nie sposób nie zastanawiać się z przytłaczającym niedowierzaniem, dlaczego ona i tysiące jej podobnych musieli zostać zamordowani.

Chamenei, jak pani z żalem stwierdziła, nie zostanie rozliczony. Czy inni przedstawiciele reżimu powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności? W jaki sposób?

Mam nadzieję, że sprawiedliwość zostanie wymierzona poprzez publiczne przesłuchania. Irańczycy, zwłaszcza ci, którzy z powodu tego reżimu stracili bliskich, a tak naprawdę wszyscy my, którzy nosimy w sobie rany zadane przez ten reżim, zasługują na odpowiedzi. Zasługujemy na zrozumienie systemu decyzyjnego, tej całej złowrogiej sieci oraz powodów, dla których ludzie reżimu wybrali taką drogę. Przychodzi mi na myśl coś w rodzaju procesu Adolfa Eichmanna, transparentnego, historycznego procesu, który dokumentuje prawdę na pokolenia. Jednocześnie wiem, że wielu odpowiedzialnych już nie żyje. Mam więc nadzieję, że dokumenty, papiery i wszelkie inne dowody, które mogą rzucić światło na to, jak działał system, zostaną zachowane i dokładnie zbadane. Nawet jeśli niektórzy sprawcy nie mogą stanąć przed sądem, sama prawda musi przetrwać.

Czytaj więcej

Dziesięć batów, milion podpisów

Spotkaliśmy się w 2007 r., kiedy w Teheranie walczyła pani o prawa kobiet. Rozmawiałem wtedy również z pani przyjaciółkami, feministkami Delaram Ali i Nuszin Tarighi. Czy utrzymuje pani z nimi kontakt? Pozostały w Iranie?

Nie mam o nich żadnych wieści. Myślę, że Nuszin po doktoracie rozpoczęła nieco spokojniejsze życie akademickie i nigdy nie opuściła Teheranu. 

Chcę jeszcze podkreślić, że kobiety takie jak ja, działające w ruchu feministycznym, a także nauczyciele, kierowcy autobusów, działacze studenccy od lat walczyli o przekonanie reżimu, by uznał swoich obywateli za prawdziwych partnerów władzy i przestrzegał demokratycznych zasad. Niestrudzenie walczyliśmy, aby nasz kraj nie stał się celem kolejnej wojny lub tak zwanej operacji wyzwoleńczej. W zamian byliśmy więzieni, wyrzucaniu z kraju, uciszani. Ta wojna to gorzki moment, ale społeczeństwo obywatelskie nigdy nie przestało się starać, byśmy nie doszli do tego punktu.

Mariam Mirza

W Iranie pracowała jako dziennikarka w magazynie irańskich feministek, angażowała się w obronę praw kobiet. Opuściła Iran w czerwcu 2009 r. Do 2023 r. mieszkała w Niemczech, gdzie pracowała dla irańskiej sekcji Deutsche Welle. Teraz mieszka we Francji. Zajmuje się badaniami wolności internetu i równością płci.

Konflikty zbrojne
Rozmowa Merz-Trump w Białym Domu. O Ukrainie tylko na marginesie
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Konflikty zbrojne
Analityk ds. Rosji ocenia, jak wojna na Bliskim Wschodzie może wpłynąć na konflikt w Ukrainie
Konflikty zbrojne
Dlaczego Iran może przetrwać wojnę z USA i Izraelem? „Rzeczpospolita” zapytała orientalistę
Konflikty zbrojne
Pałac Golestan w Teheranie został uszkodzony. Zabytek jest na liście UNESCO
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama