Co pani poczuła, gdy usłyszała pani wiadomość, że USA i Izrael rozpoczęły w sobotę wojnę? Nadzieję czy strach?
Oczywiście byłam przerażona. Wojna jest przerażająca. Ale czy Iran naprawdę żył w pokoju przed tą wojną? W styczniu tysiące protestujących zginęło w ciągu zaledwie dwóch dni. Ten konflikt jest również czymś, do czego reżim dążył od lat, inwestując majątek naszego kraju w nieuzasadnione ambicje. Mówiąc „nieuzasadnione ambicje”, mam na myśli to, że prawowity rząd w czasie, gdy nasz naród stawał się coraz biedniejszy, skupiłby się na dobrobycie Irańczyków, a nie na realizacji strategii, która już okazała się nieskuteczna. Jestem absolutnie przeciwna wojnie – jakiejkolwiek. Ale nie definiuję wojny tylko jako ataku agresywnego mocarstwa zagranicznego wobec innego kraju. Republika Islamska zabiła tysiące demonstrantów, a zaraz potem sekretarz generalny ONZ António Guterres wysłał list gratulacyjny do reżimu w rocznicę jego powstania... To kto wtedy bronił wojny przeciwko narodowi irańskiemu?
Szybko się okazało, że Ali Chamenei zginął w sobotę w jednym z pierwszych ataków. Jak pani zareagowała?
Poczułam lekkość w sercu. Ta noc niosła kruchą nadzieję, przypomniała, że nawet najciemniejsze koszmary mogą się kiedyś skończyć. Jednocześnie żałowałam, że nie mogłam zobaczyć Chameneiego, jak staje przed sądem za całe cierpienie, jakie zadał naszemu narodowi. Koniec wojny pozostaje jednak niepewny, a ból wciąż się pogłębia: choć Ali Chamenei już nie żyje, konsekwencje jego apokaliptycznych decyzji wciąż trwają.
Czytaj więcej
Emigracja irańska mniej lub bardziej otwarcie chwali Donalda Trumpa za atak na Iran i czeka na up...
Na Facebooku wyraziła pani nadzieję na powrót do ojczyzny. Czy zakłada pani, że ten krwawy reżim musi upaść, czy też nastąpi jakaś transformacja?
Jeżeli reżim będzie niedemokratyczny, pozostanę Iranką na wygnaniu. Ten reżim, który już zaczął się częściowo rozpadać, nie tylko powinien się skończyć, ale musi po nim nastąpić rząd demokratyczny, a przynajmniej prawdziwa transformacja demokratyczna. Tylko wtedy ludzie tacy jak ja, a są nas tysiące, będą mogli wrócić na irańską ziemię.