Jedynym powodem ataku jest poczucie zagrożenia ze strony Izraela i chęć wykorzystania do osłabienia, a nawet znokautowania groźnego przeciwnika.
System władzy w Iranie
Foto: PAP
A został znokautowany? Czy atak położył kres irańskiemu reżimowi?
Zdecydowanie jest za wcześnie, by przesądzać o końcu Republiki Islamskiej. Pomimo zabicia najwyższego przywódcy Ali Chameneiego struktury państwowe zachowały spójność, sprawność i zdolności do działania. Już niecałe trzy godziny po tym, jak pierwsze bomby spadły na Teheran, wojska rakietowe Iranu odpowiedziały pierwszymi salwami i od tamtej pory kontynuują ostrzał, rozszerzając go o kolejne cele. Cały czas trwa kampania lotnicza, Iran wciąż się broni. W Teheranie nikt się nie łudził, że irańska obrona przeciwlotnicza zdoła stawić opór połączonym siłom Izraela i Stanów Zjednoczonych. Natomiast irański plan zakładał absorpcję nawet bardzo silnych ciosów i ciągły ostrzał rakietowy, tak by wyczerpać zasoby obrony przeciwlotniczej przeciwnika, przetrwać okres ataków z dużą liczbą gotowych do użycia rakiet i potem przejść do niszczenia celów. Fakt, że Iran jest bardzo mocno bombardowany nie oznacza, że został pokonany.
Chętny do objęcia władzy w Iranie jest przebywający na emigracji w Stanach Zjednoczonych Cyrus Reza Pahlavi, syn ostatniego szacha Iranu. Kto będzie rządził Iranem? Nowa władza będzie prozachodnia, czy raczej należy spodziewać się jeszcze bardziej radykalnego reżimu?
Na ten moment, raczej to drugie. Jeszcze wiele może się wydarzyć, ale w tej chwili nie ma żadnych oznak załamania Republiki Islamskiej jako systemu państwowego, więc prawdopodobnie zdoła ona przetrwać tę wojnę, a przy tym zradykalizuje się – nowy przywódca nie będzie otwarty na rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi. Warto przypomnieć, że podczas wojny 12-dniowej, atak na Iran nastąpił w trakcie negocjacji – rakiety poleciały tuż przed ich kolejną rundą. Tym razem również były zaplanowane rozmowy, do których nie doszło. Zaufanie do Stanów Zjednoczonych – zwłaszcza w kontekście doniesień, według których atak miałby zostać przeprowadzony bez względu na wynik negocjacji – wśród przywódców Republiki Islamskiej jest zerowe. Trudno będzie w przyszłości wrócić do rozmów, choć i to nie jest niemożliwe.
Kluczowa dla zmian w Iranie będzie postawa „milczącej większości”, która nie zdecyduje się wyjść na ulicę, jeśli nie będzie do tego absolutnie zmuszona albo zachęcona atrakcyjną alternatywą wobec republiki.
Marcin Krzyżanowski, orientalista i były Konsul RP w Kabulu
Społeczeństwo irańskie wcale nie cieszy się na myśl o powrocie Pahlaviego. Jednocześnie w zeszłym roku obserwowaliśmy protesty na ulicach Iranu – liczne, brutalnie pacyfikowane. Jakie oczekiwania mają sami Irańczycy? Jakie to jest społeczeństwo?
Irańskie społeczeństwo jest podzielone pod względem poglądów politycznych. Istnieje pokaźna liczba przeciwników republiki, po drugiej stronie jest jednak liczniejsza grupa jej zwolenników, którzy mają do niej religijny stosunek – zresztą ona sama taki uzurpuje – i atak na nią uważają za grzech. Pomiędzy nimi są Irańczycy o poglądach bardziej umiarkowanych – to ci, którzy chcieliby zachowania republiki, ale zliberalizowanej; inni są skoncentrowani na bezpieczeństwie i warunkach socjalnych. Kluczowa dla zmian w Iranie będzie postawa „milczącej większości”, która nie zdecyduje się wyjść na ulicę, jeśli nie będzie do tego absolutnie zmuszona albo zachęcona atrakcyjną alternatywą wobec republiki, a w tej chwili ani w Iranie, ani poza jego granicami nie istnieje żadna zorganizowana struktura polityczna zdolna po pierwsze, zjednoczyć różne grupy społeczne i po drugie, przedstawić spójną wizję, plan na to, co dalej po republice. Póki tego nie będzie, „milcząca większość” zostanie w domu, bo obawia się upadku państwa, chaosu, wojny domowej albo scenariusza syryjskiego – ci ludzie mówią nie obalaniu republiki bez planu i pozwalają jej tym samym trwać.