Dlaczego
politycy wolą nie być przy stole, niż złożyć deklarację o udziale polskich
żołnierzy w misji stabilizacyjnej, która miałaby się rozpocząć po zakończeniu
wojny w Ukrainie? Albo inaczej: dlaczego opinia publiczna nie zaakceptowałaby
wysłania choćby jednego oficera na Grenlandię? Chodzi o to, co nazywane jest
realizmem?
Nie zawsze warto angażować środki w działania, które
nie mają dużych szans na przyniesienie korzyści. Czy korzyści z wysłania
symbolicznego kontyngentu na Grenlandię przeważałyby nad kosztami – nie wiem. Ale
pewien umiar, wstrzemięźliwość lub samoograniczanie swoich działań w polityce
zagranicznej są zwykle korzystne. Szczególny czas, w którym żyjemy – czas
radykalnej przebudowy struktury stosunków międzynarodowych, skłania do ostrożnego
gospodarowania zasobami militarnymi i zobowiązaniami międzynarodowymi. Jesteśmy
w czasie przyspieszenia interakcji międzynarodowych i pojawiania się nowych pól
rywalizacji i konfliktów. Polska jest państwem średnim i nasze zasoby pozwalają
jedynie na ograniczone, miejscowe i punktowe wpływanie na bieg spraw. Stąd
konieczność budowania zasobów militarnych, dyplomatycznych i w domenie soft
power oraz strategicznego ich użycia we właściwym miejscu i czasie.