Reklama

Łukasz Fyderek: Na pewnym etapie trzeba zadać pytanie, co zrobić, żeby nas się bano

Deklaracja Polski o niewysyłaniu wojsk na Ukrainę była błędna. Pryncypialne zamykanie takiej opcji ograniczyło nasze możliwości manewru w polityce zagranicznej – mówi dr hab. Łukasz Fyderek, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Publikacja: 23.01.2026 11:40

Karol Nawrocki i Donald Tusk

Karol Nawrocki i Donald Tusk

Foto: PAP, Paweł Supernak

Dlaczego politycy wolą nie być przy stole, niż złożyć deklarację o udziale polskich żołnierzy w misji stabilizacyjnej, która miałaby się rozpocząć po zakończeniu wojny w Ukrainie? Albo inaczej: dlaczego opinia publiczna nie zaakceptowałaby wysłania choćby jednego oficera na Grenlandię? Chodzi o to, co nazywane jest realizmem?

Nie zawsze warto angażować środki w działania, które nie mają dużych szans na przyniesienie korzyści. Czy korzyści z wysłania symbolicznego kontyngentu na Grenlandię przeważałyby nad kosztami – nie wiem. Ale pewien umiar, wstrzemięźliwość lub samoograniczanie swoich działań w polityce zagranicznej są zwykle korzystne. Szczególny czas, w którym żyjemy – czas radykalnej przebudowy struktury stosunków międzynarodowych, skłania do ostrożnego gospodarowania zasobami militarnymi i zobowiązaniami międzynarodowymi. Jesteśmy w czasie przyspieszenia interakcji międzynarodowych i pojawiania się nowych pól rywalizacji i konfliktów. Polska jest państwem średnim i nasze zasoby pozwalają jedynie na ograniczone, miejscowe i punktowe wpływanie na bieg spraw. Stąd konieczność budowania zasobów militarnych, dyplomatycznych i w domenie soft power oraz strategicznego ich użycia we właściwym miejscu i czasie.   

Reklama
Reklama

Politykę w ostatniej dekadzie zdominowali charyzmatyczni narcyzi

dr hab. Łukasz Fyderek

Wraz z rozwojem Polski przyszła refleksja na temat militarnego zaangażowania w przeszłości, kiedy koszty przeważały nad korzyściami. W poprzednich latach Polska i inne europejskie państwa średnie angażowały się w działania militarne w południowym sąsiedztwie Europy, chcąc z jednej strony stabilizować ten region, a z drugiej wzmacniać więzy z USA. Interwencje na Bliskim Wschodzie były kosztowne zarówno dla mocarstwa amerykańskiego, jak i jego sojuszników. Jednak cechą mocarstw jest większy margines błędu w polityce zagranicznej. Mocarstwa stać na decyzje, które przebudowują system, a pozostali – w tym Polska – koncentrują się na swoich rdzeniowych interesach.

Czy znaleźliśmy się w sytuacji, w której musimy wybrać: Stany Zjednoczone albo Europa?

Jeszcze nie, choć USA zaczęły być rywalem Europy, jednocześnie pozostając gwarantem jej bezpieczeństwa. To trudna i niestabilna relacja. Dlatego zapytałbym raczej o to, co może się wydarzyć w najbliższych miesiącach. Czy rywalizacja może przekształcić się we wrogość. A wprost: czy wybuchnie wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Danią i Unią Europejską.

Jak brzmi odpowiedź?

Teoria demokratycznego pokoju, najsolidniejsza z koncepcji, jakie mamy w politologii, mówi, że demokracje nie toczą ze sobą wojen. Zatem mogę odpowiedzieć, że wojna nie wybuchnie, jak długo jeszcze Stany Zjednoczone i Dania będą demokracjami. Jednak nie należy nadinterpretować ustaleń teorii demokratycznego pokoju. Demokracje toczą ze sobą konflikty na płaszczyznach politycznych, ekonomicznych czy działań służb specjalnych. Znamy takie bardzo wrogie działania jak np. interwencja Stanów Zjednoczonych w Chile przeciwko rządowi Salvadora Allende. Waszyngton sięgnął wówczas po metody poniżej progu wojny. Jednak jest szereg mechanizmów bardzo utrudniających dwóm demokracjom prowadzenie wojny ze sobą.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Dlaczego Donald Trump tworzy Radę Pokoju? Ekspert: Założył, że wywróci stolik

Możemy wyobrazić sobie scenariusz eskalacji konfliktu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Danią i Unią Europejską. W mojej ocenie nie wyeskaluje do poziomu wojny, ale Waszyngton już stosuje środki poniżej jej progu – chodzi o szantaż ekonomiczny, operacje wpływu – i zapewne będzie robił to dalej. To nie unieważnia problemu wysłania wojsk na Grenlandię (ich celem była raczej demonstracja siły), jednak sytuuje go w kontekście zupełnie innym niż wysyłanie wojsk na pomoc sojusznikowi zagrożonemu wojną. Myśląc o konflikcie o Grenlandię, należy budować odporność na scenariusz zakładający działania, które możemy nazwać hybrydowymi, choć to nieprecyzyjny i nadużywany termin.

Biorąc pod uwagę powyższe, nie razi mnie to, że Polska nie wysyła żołnierzy na największą wyspę świata na tym etapie konfliktu. Wydaje mi się natomiast, że błędem była twarda deklaracja władz o niewysyłaniu wojsk na Ukrainę. Nie chodzi o to, że powinna paść deklaracja odwrotna. Ale pryncypialne – zarówno przez jedną, jak i drugą główną polską partię – zamykanie takiej opcji ograniczyło nasze możliwości manewru w polityce zagranicznej. Jednocześnie pamiętajmy, że w bardzo szybkim cyklu politycznym, moderowanym przez media społecznościowe, deklaracje szybko tracą ważność i mogą podlegać zmianom.

Jest to czas hiperpłynnej polityki. Pojęcie płynności – nawiązuję tu do Zygmunta Baumanna – jest metaforą, którą możemy odnosić zarówno do rzeki w jej dolnym biegu, jak i do górskiego potoku, pełnego wirów i płycizn. Dziś jesteśmy raczej w tej drugiej – płynnej nowoczesności górskiego potoku. Wpływ na to miała przede wszystkim zmiana technologiczna w komunikowaniu społecznym poprzez media społecznościowe. Wytworzyła się sytuacja, w której politykę w ostatniej dekadzie zdominowali charyzmatyczni narcyzi, największym z nich jest prezydent Donald Trump. Skoncentrowani na sobie, myślący krótkoterminowo i liczący na poklask płynący z podważania dotychczas obowiązujących norm.

Dokąd więc płyniemy z tym nurtem górskiego potoku?

Z fazy instytucjonalnej stabilizacji wchodzimy w fazę rewolucyjną, którą określa się w politologii mianem węzła krytycznego. Przed nami gwałtowna zmiana, a więc tak naprawdę konflikt. To, co będzie działo się w okresie przejściowym, będzie miało inną logikę niż to, co ukształtuje się później. Pod wpływem czynników dysruptywnych – to przede wszystkim technologia komunikacyjna, czyli smartfony i socjalmedia oraz kapitalizm uwagi, który powstał na jej bazie – latami budowane instytucje, obudowane licznymi normami, które zawężały pole działania polityków, przestają działać. Ale prognozowanie tego, jak będzie wyglądała polityka międzynarodowa po tej fazie zmiany i konfliktu, jest dziś równie trudne, jak w 1914 r. trudne było znalezienie odpowiedzi na pytanie, co przyniosą kolejne lata.

Reklama
Reklama

Karl Popper pisał, że powinniśmy przyjąć za pewnik nasze ograniczenia poznawcze – nie jesteśmy w stanie przewidzieć przyszłości. Właśnie ta skromność poznawcza powinna nam towarzyszyć w tym momencie dziejowym, gdy funkcjonujemy w warunkach wysokiej niepewności i licznych ryzyk. Okres wysokiej płynności potrwa przez najbliższe lata i będzie nieść za sobą wzmożone konflikty – mogą mieć one charakter międzynarodowy, jak i wewnętrzny. Przyjrzyjmy się wewnętrznej polityce Stanów Zjednoczonych. To polityka mocarstwa, które staje się relatywnie słabsze w polityce międzynarodowej, ale także narastają w nim liczne konflikty wewnętrzne, które mogą przebudować amerykańskie instytucje. Instytucje, które przez ostatnie stulecie były stałym elementem światowego krajobrazu.

W uproszczeniu: konflikt pomiędzy USA a Europą to konflikt wartości z interesami?

Proponuję inną perspektywę: interesy i wartości w polityce zagranicznej to kwestia poziomu analizy. Interesy to uszczegółowione wartości: bezpieczeństwo i dobrobyt uszczegóławiane są do konkretnych interesów, np. dla nas jest to podtrzymywanie sojuszu atlantyckiego i instytucji wolnego handlu. A wartości to uogólnione interesy. Mówiąc językiem informatyków, język wartości w polityce to wysokopoziomowe programowanie, a interesy to język niskopoziomowego programowania. Według realistów interesy są zawsze ubrane w bardziej abstrakcyjne wartości; w liberalnej perspektywie wartości uszczegóławiane stają się interesami.

Chciałbym zwrócić uwagę na coś innego: krótko- i długoterminowość. Od małego dziecka mamy dylemat: zjeść czy mieć ciastko? Pracować, odłożyć i kupić czy zapewnić sobie krótkotrwałą przyjemność? To nic innego jak napięcie pomiędzy interesem krótkoterminowym a długoterminowym. Ten wymiar dylematu w polityce wydaje mi się lepiej opisywać współczesną dynamikę polityki. Szybki cykl medialny, oczekiwanie na błyskawiczne i spektakularne efekty w polityce to m.in. skutek naszych przyzwyczajeń jako konsumentów. Przywykliśmy do tzw. szortermizmu, który sprowadza się do tego, że dzisiaj zamawiamy przez internet, jutro kurier przywozi produkt. Straciliśmy zdolność czekania i koncentracji uwagi. Tak właśnie działa Donald Trump. Dąży do ciągłego skupienia uwagi za wszelką cenę i do odnoszenia szybkich, symbolicznych zwycięstw. Najlepiej codziennie.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Trump dołączeniem Grenlandii pogrzebałby międzynarodowy porządek

Zmiana polega na tym, że sukces potrzebny jest na już. Donald Trump wykazuje ograniczone zdolności abstrakcyjnego myślenia w kategoriach racji stanu Stanów Zjednoczonych – myśli o sobie i symbolicznej nagrodzie za swoje działanie. Poklasku, który może mu zapewnić jego otoczenie, bardzo specyficzna grupa miliarderów będących stałymi gośćmi w Mar-a-Lago. To logika, o której można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że służy długofalowo interesom USA. Jest mocno spersonalizowana, służy przede wszystkim interesom jednostki i wąskiej grupy. Taki sposób prowadzenia polityki – impulsywny i nastawiony na krótkoterminowy efekt, niemal zawsze prowadzi do roztrwonienia zasobów: zaufania, sieci sojuszy, kapitału symbolicznego czy zasobów militarnych. Skrajnych przykładów takich poczynań dostarczali przywódcy tacy jak Muammar Kaddafi czy Saddam Husajn. Na Bliskim Wschodzie ten styl uprawiania polityki to nic nowego, ale w amerykańskiej polityce owszem. Szortermizm, dominacja myślenia krótkoterminowego i skupienie na emocjach oraz ego przywódcy erodują interesy w ujęciu dłuższym niż dni, tygodnie i miesiące.

Reklama
Reklama

Co powinno być naszym ciastkiem?

Bezpieczeństwo i wzrost gospodarczy oraz zachowanie spójności społecznej. Pytanie brzmi, jak zabezpieczyć te interesy w sytuacji wysokiej zmienności otoczenia i nowych ryzyk. Skoro dotychczasowe więzi stają się słabsze, ważne dla państwa stają się ponownie klasyczne sposoby zapewniania bezpieczeństwa: budowanie zdolności odstraszania i odporności. Ale co to oznacza dla krajów Unii Europejskiej, które są w procesie konfederalizacji? Nadzwyczaj interesujące jest to, jak presja USA zadziała na Unię. Od lat jasne było to, że Rosja, Chiny czy Stany Zjednoczone wolały rozmawiać z każdym państwem indywidualnie, jako słabszym partnerem. Jednak w czasach hiperpłynności mamy do czynienia zarówno z wojną hybrydową toczoną w Unii przez Rosję, jak i asertywnie rywalizującymi Chinami oraz nadzwyczaj zmiennym zachowaniem USA.

Konflikty zbrojne na świecie

Konflikty zbrojne na świecie

Foto: Infografika PAP

Te siły odśrodkowe oddziaływały już wcześniej na UE. Jednak w momencie przejścia z poziomu rywalizacji na poziom wrogości – a to wydarzyło się w ostatnich tygodniach – siły odśrodkowe mogą osłabnąć. W sytuacji występowania otwartego zagrożenia w systemach politycznych pojawia się zjawisko konsolidacji. Obserwując reakcje prawicy europejskiej – choćby w Wielkiej Brytanii czy Niemczech – można dojść do wniosku, że działania Trumpa paradoksalnie dokonują jej otrzeźwienia, a więc pojawia się świadomość fizycznego zagrożenia terytorium Unii sensu largo. To może prowadzić do większej unifikacji i budowania strategicznej autonomii Europy i jej tożsamości jako bieguna globalnego porządku. Aby tak się stało, dwie kwestie będą wymagały rozwiązania: twarda siła – czyli jakaś forma centralnie dowodzonych ogólnoeuropejskich sił zbrojnych reagowania kryzysowego i struktur służb specjalnych. Dodatkowo Europa musi rozważyć, gdzie będzie ośrodek decyzyjny. Ale Europa będzie rozważać to w zupełnie innym trybie niż do tej pory – nie na drodze powolnej deliberacji, a reagowania kryzysowego.

Co to znaczy?

Nowe instytucje wyłaniają się z konfliktów. Unia Europejska rozumiana jako Komisja, Parlament i Rada nieźle zarządza w stabilnych warunkach, ale słabiej, powolnie reaguje na kryzysy. Przy czym o ile kryzysy są poważne, jak w 2022 r., dochodzi do działań w trybie reagowania kryzysowego. W tym przypadku działo się tak w niemałym stopniu dzięki działaniom Polski – rządu, opozycji i społeczeństwa obywatelskiego. Kolejne konflikty będą otwierać możliwość szybkiego wypracowania nowych mechanizmów i instytucji – mam na myśli komponent siłowy – pod wpływem presji. To kluczowy parametr w warunkach niepewności – nie tylko w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. UE będzie musiała zbudować odporność nie tylko na kierunku wschodnim i południowym, ale też północnym i zachodnim. To, że dotychczas obowiązujące normy międzynarodowe nikną, będzie napędzało innych graczy do tego, aby wpływać negatywnie na sytuację w poszczególnych krajach europejskich i Unii Europejskiej jako całej.

Prognozowanie tego, jak będzie wyglądała polityka międzynarodowa po tej fazie zmiany i konfliktu jest dziś równie trudne, jak w 1914 r. trudne było znalezienie odpowiedzi na pytanie, co przyniosą kolejne lata

dr hab. Łukasz Fyderek

Reklama
Reklama

Oprócz komponentu siłowego, bardzo ważna będzie troska o przestrzeń informacyjną. Mniej więcej od 2010 r. ekosystem medialny umożliwia komunikację ukośną: systemy autorytarne uprawiają propagandę, której adresatami są ich obywatele, jednocześnie zamykają możliwość wpływu z zewnątrz, ale przy pomocy środków takich jak farmy botów sami komunikują się ze swojego centrum decyzyjnego z członkami społeczeństw otwartych, zmieniając ich percepcję i wypaczając mechanizmy demokracji. My, obywatele demokracji, nie jesteśmy otoczeni wielkimi murami cyfrowymi, więc stajemy się łatwym celem dezinformacji, demoralizacji i dywersji kognitywnej. Ten stan nie jest do utrzymania. Dopóki nie zostaną zmienione zasady gry – w taki sposób, aby ograniczyć, a w optymalnym wariancie uniemożliwić wpływanie z zewnątrz na to, o czym i jak dyskutujemy – to siła fizyczna nie pomoże.

Jeśli już mamy czegoś się bać, to czego? Rozpadu NATO? Otwartej wojny Rosji z Polską?

Oba wskazane przez panią wyzwania są istotne. Nasze środowisko bezpieczeństwa by się pogorszyło, gdyby doszło do załamania się frontu w Ukrainie. Drugim zagrożeniem mógłby być rozpad relacji atlantyckich, co podważyłoby podstawy bezpieczeństwa, ale też dobrobytu.

Polska wspólnie z europejskimi demokracjami i partnerami z Ameryki i Azji musi szybko zbudować zdolność odstraszania i oddziaływania na percepcję wrogich reżimów, a jednocześnie minimalizować obszary rywalizacji niszczące nasze wspólnoty. Na pewnym etapie trzeba zadać pytanie, co zrobić, żeby nas się bano.

Zasadnicze ryzyka płyną więc z dwóch źródeł: agresywnych autokracji i demokracji podlegających erozji. Wroga musimy odstraszyć i pokonać. W naszym własnym demokratycznym gronie musimy zadbać o ograniczenie polaryzacji i zmodyfikować sposoby komunikowania politycznego, które są jej przyczyną.

Reklama
Reklama
Łukasz Fyderek

Łukasz Fyderek

Foto: Materiały prasowe

Rozmówca

dr hab. Łukasz Fyderek

Politolog, analityk spraw międzynarodowych specjalizujący się w problematyce bliskowschodniej. Dyrektor Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się problematyką państw autorytarnych i przechodzących transformację ustrojową. Jego zainteresowania naukowe obejmują zagadnienia polityki zagranicznej państw Azji Zachodniej, odbudowy państwowości i problemów strategicznych. Pracował jako badacz wizytujący na uczelniach w Libanie i Malezji. Jest autorem, współautorem lub redaktorem naukowym sześciu monografii z zakresu politologii porównawczej i stosunków międzynarodowych. Ostatnio ukazała się jego monografia: „Teoria demokratycznego pokoju: Antologia”

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Schetyna przypomina Trumpowi: 45 polskich żołnierzy zginęło w geście solidarności z USA
Polityka
Sondaż: W tym wariancie obecna koalicja jest bliska utrzymania władzy
Polityka
Tusk o stosunkach Europy z USA: Są w kryzysie, ale ich utrzymanie jest kluczowe
Polityka
To jednak nie koniec reformy PIP. Co w nowej wersji ustawy?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama