Reklama

„To już nie klin w NATO, to łom i siekiera”. Aleksander Kwaśniewski o działaniach Donalda Trumpa i erozji światowego ładu

– Zamiast ducha dialogu mamy dziś ducha walki – mówi Aleksander Kwaśniewski w rozmowie podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos. Były prezydent RP ostrzega, że konfrontacyjna retoryka i prowokacyjne inicjatywy Stanów Zjednoczonych mogą trwale zachwiać porządkiem międzynarodowym, z realnymi konsekwencjami dla bezpieczeństwa Europy i Polski.

Publikacja: 21.01.2026 13:45

Aleksander Kwaśniewski

Aleksander Kwaśniewski

Foto: Piotr Nowak, PAP

Rada Pokoju Donalda Trumpa to prowokacja czy poważna propozycja?

Do tego potrzeba znacznie więcej informacji: czym dokładnie miałaby być ta Rada i jak miałaby funkcjonować. Z tego, co dziś wiemy, inicjatywa wygląda co najmniej dziwacznie, a w niektórych elementach wręcz prowokacyjnie. Zaproszenie do Rady Pokoju Władimira Putina i Aleksandra Łukaszenki – których „pokojowa” działalność jest powszechnie znana – samo w sobie ma charakter prowokacji. Podobnie jak pomysł, który w istocie podważałby sens istnienia Organizacji Narodów Zjednoczonych. Być może w trakcie rozmów, które – jak rozumiem – będą prowadzone z prezydentem Trumpem, coś się jeszcze wyjaśni. Na dziś jednak ta propozycja stawia zaproszonych w bardzo trudnej sytuacji: z jednej strony nikt nie chce złych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, z drugiej – trudno zaakceptować inicjatywę, w której miałoby się zasiadać obok Putina i Łukaszenki. To nie jest łatwy wybór.

Czytaj więcej

Dlaczego Donald Trump tworzy Radę Pokoju? Ekspert: Założył, że wywróci stolik

Konkurencja czy wsparcie dla ONZ?

To na pewno nie będzie wsparcie dla ONZ. Wystarczy spojrzeć na dotychczasowe wypowiedzi Donalda Trumpa i decyzje jego administracji – wycofywanie Stanów Zjednoczonych z kilkudziesięciu agend ONZ, ograniczanie finansowania. To są działania zmierzające raczej do osłabienia, a nawet unicestwienia Organizacji Narodów Zjednoczonych. A mimo licznych wad – o których sam wielokrotnie mówiłem – ONZ pozostaje ważnym forum dialogu, poszukiwania rozwiązań i zapobiegania najpoważniejszym konfliktom.

Czy ta propozycja nie wbija klina w jedność europejską?

Oczywiście, że wbija. I to bardzo głęboko. Sama propozycja już jest klinem, ale dodatkowo pogłębiają to zapowiedzi sankcji czy ceł wobec państw, które dziś wspierają Danię w sprawie Grenlandii. Mówienie o 10 czy 25 procentach (cła) to już nie jest klin – to raczej łom i siekiera.

Ograniczenie zainteresowania Stanów Zjednoczonych Europą – czego zupełnie nie rozumiem, bo nie leży to w interesie USA – w naturalny sposób otworzy przestrzeń dla zacieśnienia współpracy europejsko-chińskiej

Aleksander Kwaśniewski, były prezydent RP

Reklama
Reklama

Łom i siekiera, które mają zburzyć obecny porządek świata? Czy to będzie wiele hałasu o nic?

To się dopiero okaże. Nie jestem prorokiem i staram się zachować umiarkowanie w ocenach. Być może część tych pomysłów zostanie wycofana i okaże się, że była to burza w szklance wody. Mam jednak wrażenie, że ślady tej zawieruchy pozostaną. To trochę jak z tajfunem – nie musi zniszczyć całej planety, ale tam, gdzie przejdzie, szkody będą poważne.

Mówi się o początku nowego porządku na świecie. Jak mógłby on wyglądać?

To będzie proces. Ograniczenie zainteresowania Stanów Zjednoczonych Europą – czego zupełnie nie rozumiem, bo nie leży to w interesie USA – w naturalny sposób otworzy przestrzeń dla zacieśnienia współpracy europejsko-chińskiej. Chiny są obecne, a nasza zależność od nich w wielu sektorach jest faktem. Politycznie taki zwrot jest bardzo prawdopodobny. Dla nas najbardziej niebezpieczny byłby jednak scenariusz, w którym Stany Zjednoczone de facto godzą się na oddanie Ukrainy w strefę wpływów Rosji. To oznaczałoby Putina – lub jego następców – na Bugu. To już nie jest abstrakcja, lecz realne zagrożenie. Politycy są dziś w niezwykle trudnym położeniu, choć trzeba przyznać, że dla dziennikarzy to czas fascynujący.

Czy powinniśmy sobie w ogóle wyobrażać interwencję USA na Grenlandii?

Amerykanie już tam są. Umowy pozwalają im nawet zwiększyć obecność wojskową i Duńczycy raczej nie będą temu przeciwni. Czym innym byłoby jednak formalne włączenie Grenlandii do Stanów Zjednoczonych bez pytania Grenlandczyków o zdanie. To byłby przejaw politycznego szaleństwa. Tymczasem w ostatnich wyborach na Grenlandii wyraźnie zwyciężyła opcja utrzymania status quo. Prawo do samostanowienia musi być respektowane – dziś i w przyszłości.

Czytaj więcej

Dania rzuca rękawicę Trumpowi. Pozbędzie się wszystkich amerykańskich obligacji

Wracając na polskie podwórko: stoimy między sojuszem z USA a koniecznością umacniania Unii Europejskiej. Jak powinniśmy się zachować?

Rozsądnie. Nie widzę tu dramatycznego dylematu. Nie możemy rezygnować ze Stanów Zjednoczonych jako gwaranta naszego bezpieczeństwa. Jeśli prezydent (Karol) Nawrocki i jego otoczenie mają dobre relacje z Donaldem Trumpem, należy je wykorzystywać, jasno tłumacząc, że nie wolno sprzedać Ukrainy ani ufać Rosji. Jednocześnie w naszym interesie leży wzmacnianie Europy – gospodarczo, społecznie i w obszarze bezpieczeństwa. Polska, być może bardziej niż Francja, potrafi prowadzić taką dwutorową politykę. Sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna.

Czytaj więcej

Francja apeluje o ćwiczenia NATO na Grenlandii. Zgłasza gotowość do udziału
Reklama
Reklama

A jeśli przyjdzie moment jednoznacznego wyboru w sprawie Grenlandii?

Wtedy trzeba zachować się przyzwoicie. A przyzwoitość oznacza dziś wierność prawu międzynarodowemu, zasadom i wartościom. Dla Polski – kraju, dla którego kwestia granic i porządku międzynarodowego mają znaczenie fundamentalne – pryncypialność w tych sprawach to kwestia „być albo nie być”.

Panie prezydencie, pierwszy dzień Davos i wystąpienia europejskich liderów pokazały wyraźną stanowczość, ale też wspólny język w podejściu do rozmów z Donaldem Trumpem. Jak pan to odczytuje?

To jest metoda amerykańskiego prezydenta. Metoda, bo taka postawa stanowi odpowiedź na jego język i sposób działania.

Oko za oko?

Nie oko za oko, raczej twarde słowo za twarde słowo. Na razie nie musimy sobie wydłubywać oczu, ale niewątpliwie mamy do czynienia ze zmianą retoryki. To jest odejście od „spirit of dialogue” (ducha dialogu) na rzecz „spirit of fight”, czyli ducha walki. Nie jestem zwolennikiem takiego podejścia, ale obserwując to, co się dzieje, właśnie tak to dziś wygląda.

Rozmawiamy w trakcie drugiego dnia Światowego Forum Ekonomicznego, które w tym roku odbywa się pod hasłem „Duch Dialogu”. Czy w Davos widać dziś dialog?

Świat znalazł się w bardzo trudnym momencie. Zamiast ducha dialogu mamy ducha monologów i ducha walki, a to zawsze jest niebezpieczne.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Polityka
Dlaczego Donald Trump tworzy Radę Pokoju? Ekspert: Założył, że wywróci stolik
Polityka
Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry. Marszałek Sejmu poinformował o działaniach
Polityka
Nowy sondaż partyjny: KO zbliża się do 40 proc. poparcia, PiS traci
Polityka
Władysław Kosiniak-Kamysz: Towarzystwo Putina i Łukaszenki nie jest takim, w którym się chce przebywać
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama