Reklama

Powoli wraca ruch lotniczy. Rejsy rozkładowe nadal odwołane

Zjednoczone Emiraty Arabskie uruchomiły pierwsze loty repatriacyjne. Do Rosji i Indii poleciały Emirates. Do Rijadu, Londynu, Moskwy i Amsterdamu — Etihad, do Indii, Rosji i Polski flydubai.
Powoli wraca ruch lotniczy. Rejsy rozkładowe nadal odwołane

Foto: PAP/EPA/BIANCA DE MARCHI

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie przewoźnicy wznowili loty repatriacyjne i do których krajów?
  • Które planowane loty zostały odwołane i jakie są potencjalne zmiany w rozkładach lotów?
  • Dlaczego Europejska Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego rekomenduje wstrzymanie podróży do pewnych regionów?
  • Jakie są aktualne ograniczenia ruchu lotniczego na lotniskach w Dubaju?
  • Jaki wpływ mają obecne zakłócenia na globalną mapę połączeń lotniczych?
  • Jakie wyzwania stoją przed organizatorami lotów repatriacyjnych i ewakuacyjnych?

Według informacji biura prasowego warszawskiego Lotniska Chopina w planach był jeszcze rejs Emirates z Dubaju do Warszawy, ale został odwołany. Planowany, ale nie potwierdzony, jest wieczorny rejs flydubai z Warszawy do Dubaju, ale pozostają odwołane rejsy Emirates, Qatar Airways i Air Arabia do Dubaju, Dohy i Szardży. Łącznie 8 rejsów. Ta sytuacja jednak może się jeszcze zmienić.

Czytaj więcej

Lotniczy chaos na Bliskim Wschodzie. Pasażerowie zamknięci w złotych klatkach

Z kolei w nocy z poniedziałku na wtorek przyleciał czarter z omańskiego Salalah, który po drodze zatrzymał się w egipskim Marsa Alam. Natomiast oczekiwany jest kolejny rejs czarterowy czeskich linii Smartwings, również z Salalah, który po drodze zatrzyma się w Hurghadzie.

Europejczycy powinni wstrzymać się z lotami przynajmniej do końca tygodnia

Na razie linie wykonują loty przebazowujące samoloty, repatriacyjne i techniczne. To dlatego nadal na płycie Lotniska Chopina stoją maszyny należące do Emirates, Qatar Airways i Etihadu.

Reklama
Reklama

Loty rozkładowe i to w bardzo ograniczonej liczbie rejsów i zależnie od sytuacji zostaną wznowione najwcześniej w środę, 4 marca. Przynajmniej do 6 marca nie pojawią się na bliskowschodnich lotniskach przewoźnicy europejscy, taka jest rekomendacja Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego. Nie jest nią objęty Oman, dlatego europejskie linie nadal mogą tam lądować.

Czytaj więcej

Polka z Rijadu dla „Rzeczpospolitej”: Cieśnina Ormuz zamknięta? Saudyjczycy i Emiraty mają alternatywę

Agencja zarządzająca lotniskiem w Dubaju poinformowała, że wydała zgodę na „ograniczoną liczbę” rejsów startujących z Dubai World Central Airport i Dubai International Airport. Ale w tej samej informacji dodano, że pasażerowie nie powinni nawet próbować planowania jakichkolwiek podróży, zanim skontaktuje się z nimi ich przewoźnik i poda dokładną datę i godzinę wylotu. I tylko w tej sytuacji powinni udać się na lotnisko.

Wiadomo, że wyloty będą się odbywały na zasadzie „im wcześniejsza rezerwacja, tym szybszy odlot”.

Konflikt na Bliskim Wschodzie. Samoloty nadal zawracają

Tych lotów byłoby więcej, gdyby nie bardzo niepewna sytuacja na emirackich lotniskach. We wtorek, 3 marca rano dwa samoloty Etihadu, które wracały z Mumbaju do Abu Zabi przekierowano na lotnisko w omańskim Maskacie, a maszyna Emirates lecąca do Dubaju z Mumbaju, zawróciła na lotnisko wylotowe.

— Irański konflikt i wynikające z niego zakłócenia ruchu lotniczego są skoncentrowane w naszym regionie, ale ze względu na rolę, jaką porty Zatoki odgrywają w ruchu przesiadkowym wschód–zachód efekt tych turbulencji jest znacznie poszerzony — tłumaczył w katarskiej stacji TV Al Jazeera Tony Stanton, dyrektor w firmie analitycznej rynku lotniczego Strategic Air.

Reklama
Reklama

Jego zdaniem obecny kryzys na rynku lotniczym potrwa przynajmniej kilka tygodni, ale cała branża lotnicza w tym regionie odczuwać go będzie znacznie dłużej. Chodzi o to, że kluczowe połączenia, takie jak niektóre trasy europejskie i indyjskie mogą stać się nie do utrzymania. — Jesteśmy w tej chwili w momencie wielkiego resetu na mapie. Niektóre połączenia mogą nigdy nie wrócić, osłabnie rola hubów przesiadkowych, a ruch przeniesie się na trasy i lotniska alternatywne, które będą mniej problemowe — mówił Tony Stenton.

Jak na razie bilans tych „turbulencji” jest ogromny. Według statystyk Cirium od ostatniej soboty, 28 lutego odwołanych jak dotąd zostało 11 tysięcy lotów. A kolejne rządy rozważają uruchomienie lotów repatriacyjnych. Na trzech najważniejszych lotniskach w krajach Zatoki ugrzęzło ok. 30 tys. obywateli tego kraju. Kilka tysięcy znajduje się na pokładach wycieczkowców cumujących u wybrzeży Dubaju. Ich ewakuacją ma się zająć biuro podróży TUI, bo są jego klientami.

Planowanie lotów repatriacyjnych też jest trudne

Z kolei niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul już poinformował, że rząd w Berlinie wyśle czartery do Arabii Saudyjskiej i Omanu. Jako pierwsi mają zostać wywiezieni podróżni z małymi dziećmi i osoby niepełnosprawne.

Jeden ewakuacyjny samolot Lufthansy wylądował także w Abu Zabi, ale wrócił do Monachium „na pusto”. Na miejscu okazało się, że personel pokładowy był niekompletny i ze względu na bezpieczeństwo rejsu samolot nie mógł przyjąć pasażerów. — Próbowaliśmy skompletować załogę, ale okazało się to niemożliwe. A dla nas bezpieczeństwo lotu jest priorytetem — mówił w rozmowie z AFP.

Transport
Lotniczy chaos na Bliskim Wschodzie. Pasażerowie zamknięci w złotych klatkach
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Transport
Minister Spraw Zagranicznych Iranu: Nie planujemy zamykać Cieśniny Ormuz
Transport
Dubaj i Abu Zabi pod ostrzałem. Lotnicze centra regionu wstrzymują operacje
Transport
Niebo nad Zatoką Perską zamknięte. Linie odwołują loty do Dubaju, Kataru i Izraela
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama