Prezydent Azerbejdżanu Alham Alijew i premier Armenii Nikol Paszynian po raz pierwszy od pół roku spotkali się w Petersburgu przy okazji szczytu Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP). Z płynących z Baku i Erywania komunikatów wynika, że przywódcy obu krajów rozmawiali o porozumieniu pokojowym, które miałoby zakończyć trwający od trzech dekad konflikt na Kaukazie.
– Odnotowujemy, że państwa idą w kierunku finalizacji (porozumienia pokojowego – red.). Liczymy na to, że dojdzie do tego już w najbliższym czasie – zapowiadał rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow.
W tym samym czasie szef azerbejdżańskiej dyplomacji Jeyhun Bayramov ogłosił, że władze kraju już przekazały Armenii swoją propozycję w odpowiedzi na nadesłany wcześniej przez Ormian projekt porozumienia.
Czytaj więcej
Wstępem do ostatecznej normalizacji była wymiana jeńców między Armenią i Azerbejdżanem. Ale oba państwa się też zbroją.
Dokument ten bez wątpienia będzie miał znaczenie historyczne dla zmęczonego wojną regionu. Jego treść nie jest znana, ale nietrudno się domyślić, że chodzi przede wszystkim o uznanie przez Armenię granic Azerbejdżanu z Górskim Karabachem włącznie. Władze w Baku we wrześniu rozpoczęły tam operację i militarnie odbiły region, który przez lata przebywał pod kontrolą Ormian, ale w świetle prawa międzynarodowego był uznawany za część Azerbejdżanu (jako dawna część Azerbejdżańskiej SRR).
Nie pomogła obecność rosyjskich sił pokojowych, region musiało opuścić ponad 100 tys. Ormian. W Baku przyznają, że podpisanie porozumienia pokojowego nie rozwiąże wszystkich problemów w relacjach pomiędzy krajami. Niektóre pozostały z czasów radzieckich, tak jak kilka azerbejdżańskich enklaw na terenie Armenii i jedna ormiańska na terenie Azerbejdżanu.
Kolejnym trudnym tematem negocjacji pozostaje tzw. korytarz zangezurski. Chodzi o drogę leżącą na południu Armenii, do której dostęp pozwoliłby Azerbejdżanowi otworzyć połączenie lądowe z Nachiczewanem i dalej z Turcją.