Reklama

W Kościele jest miejsce także dla tradycjonalistów

Watykaniści przez lata zachwycali się otwarciem Kościoła katolickiego na inne wyznania. Chwalono katolickich hierarchów za spotkania i wspólne modlitwy z przedstawicielami Kościołów protestanckich, a nawet z buddystami i animistami.

Publikacja: 26.01.2009 18:16

Zachwycano się, gdy Jan Paweł II przekraczał próg rzymskiej synagogi i gdy Benedykt XVI zdejmował buty, wchodząc do Błękitnego Meczetu w Stambule. Komplementowano katolików, gdy poszukiwali takich interpretacji swoich prawd wiary – czasem bardzo ekscentrycznych – aby były one do zaakceptowania dla ich rozmówców z innych wyznań. Aprobata dla ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego wydawała się nie mieć granic.

Aż do momentu, gdy Kościół katolicki rozpoczął rozmowy z Bractwem Św. Piusa X, którego biskupów – wyświęconych wbrew woli Watykanu – Jan Paweł II ekskomunikował w 1988 roku. Benedykt XVI zastosował w praktyce encyklikę swojego poprzednika „Ut unum sint”. Ale ponieważ zastosował ją wobec tradycjonalistycznych lefebrystów, a nie wobec któregoś z „nowoczesnych” wyznań protestanckich, to wywołał wrzawę, jakiej dawno nie słyszeliśmy.

Nagle u tych samych ludzi, którzy z aplauzem przyjmowali wspólną modlitwę papieża z muzułmanami, pojawiło się oburzenie. „To policzek dla Jana Pawła II”, „haniebny sygnał”, „zwrot wstecz”. Wytoczono najcięższe działa – bo taką rolę pełni zarówno sugerowanie, że Benedykt XVI odcina się od swojego poprzednika, jak i oskarżanie lefebrystów o antysemityzm. Zarzuty te są oczywiście niesprawiedliwe. Warto przypominać, że to Jan Paweł II otworzył lefebrystom drogę do powrotu na łono Kościoła – najpierw przyjmując ich delegację w Watykanie, a następnie uznając odprawiane przez nich msze święte za ważne.

Warto też zauważyć, że Benedykt XVI uwolnił od ekskomuniki bp. Richarda Williamsona nie dlatego, że zaniża on liczbę Żydów wymordowanych przez nazistów, ale z powodów czysto religijnych. Nawet nieprawdziwe wypowiedzi hierarchy na tematy polityki, historii czy badań naukowych nie stawiają go poza Kościołem – jeśli Benedykt XVI uznaje, że jego poglądy na tematy religijne są poglądami katolickimi.

I tu chyba jest pies pogrzebany. Bo wielu komentatorów nie potrafi się pogodzić z tym, że obecny papież widzi w Kościele miejsce także dla katolickich tradycjonalistów. Że można być prawowiernym katolikiem, mając wątpliwości do Soboru Watykańskiego II.

Reklama
Reklama

Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/blog/2009/01/26/dominik-zdort-w-kosciele-jest-miejsce-takze-dla-tradycjonalistow/]blog.rp.pl[/link]

Komentarze
Jerzy Haszczyński: Rada Pokoju Trumpa na razie skupiona na niekontrowersyjnym celu, na Strefie Gazy
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Czy Polska jest skazana na wybór między suwerennością a bezpieczeństwem?
Komentarze
Zuzanna Dąbrowska: Bez przeszłości i bez idei, czyli rozłam w Polsce 2050
Komentarze
Joanna Ćwiek-Świdecka: Czy SOR to musi być horror?
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama