Te pomysły pozornie brzmią nie najgorzej, ale w praktyce ich wprowadzenie w życie oznaczać będzie paraliż IPN. Przede wszystkim dlatego, że prezes instytutu – dotąd niezależny zarówno od polityków, jak i przeróżnych instytucji – stanie się teraz zakładnikiem naukowego establishmentu. A środowisko naukowe kojarzy się dziś raczej z postpeerelowską poprawnością niż z odwagą zmierzenia się z historią – to właśnie na uczelniach ukręcono łeb lustracji.
Platforma Obywatelska deklaruje, że chce zmienić Kolegium IPN, ale nie zależy jej na usuwaniu prezesa Janusza Kurtyki. Można wierzyć politykom PO – kadencja Kurtyki kończy się w przyszłym roku, a nowe kolegium i tak skutecznie zwiąże mu ręce do momentu wyboru nowego prezesa.