Z jednej strony Kaczyńskiego rozliczają media, które łączą zachowawczość w obronie establishmentu z cielęcym zachwytem nad antykapitalistycznymi ruchawkami. Z drugiej zaś, sama ta partia, stając się tematem, ba, uczestnikiem takich rozważań, kręci na siebie bat. Centrowym (precyzyjniej – umiarkowanym) lub skrajnym jest się lub nie. Ale nie dekretuje się tego. To śmieszne.
Gdy spojrzeć na program, PiS wydaje się partią niezbyt skrajną. Można uznawać niektóre fragmenty tego programu za puste, niewykonalne, ale realnego radykalizmu w nim niewiele. Ci, którzy za skrajny uważają pomysł twardej walki z korupcją czy obronę narodowego interesu, wystawiają świadectwo sobie. Rzeczywiście na przesuwającej się coraz szybciej mapie polityki europejskiej upór, aby trwać przy tradycyjnej wizji moralności czy rodziny, robi dziś z polityka ekstremistę. Ale to świat zaczął szaleć, nie PiS.