Kilka tygodni temu moja przyjaciółka spadła ze schodów tak niefortunnie, że złamała w trzech miejscach rękę oraz obojczyk. Odwieziona karetką do szpitala spędziła cztery dni, zanim ktoś jej tę rękę poskładał. W tym nieszczęściu miała jednak sporo szczęścia, bo trafiło się jej łóżko na oddziale, więc wspomagana środkami przeciwbólowymi cierpliwie czekała na swoją kolej. Mniej szczęścia miał natomiast inny znajomy, który w ubiegłym tygodniu złamał rękę „tylko” w dwóch miejscach. Pierwszą dobę spędził na krześle na SOR, słysząc, że „jest młody, to da radę”. Horror? Zdecydowanie tak. W głowie się nie mieści, że w XXI w., w centrum stolicy kraju będącego 20. gospodarką świata, połamani ludzie muszą przez wiele dni cierpieć, zanim zostanie im udzielona pomoc lekarska.
SOR-y lepsze i gorsze
Czy kogoś to dziwi? Raczej nie. Każdy żyjący w tym kraju wie, że wizyta na SOR zazwyczaj równa się wielogodzinnemu czekaniu w kolejce. Jednak patrząc na kolejki od strony systemowej, można w nich zobaczyć wszystko, co nie działa w ochronie zdrowia. Wiadomo, że nawet w jednym mieście na jednych SOR ludzi jest więcej, na innych mniej, co jest skutkiem opinii o oddziale. Tam, gdzie opinie są lepsze, lekarze uznawani są za bardziej kompetentnych, chorzy przychodzą chętniej. Nic dziwnego. Gdy potrzebujący pilnej pomocy pacjent zgłasza się sam, wybiera to miejsce, które mu się wydaje najlepsze.
Czytaj więcej
Najwięcej pacjentów trafia na oddziały ratunkowe w szpitalach wielospecjalistycznych. Niektórzy l...
Podobnie robią też inni pacjenci, którzy nie są w stanie dostać się do lekarza w POZ i liczą na konsultację specjalisty bez czekania w kolejce przez długie tygodnie, miesiące czy lata. Nie mogąc dostać się w normalnym trybie, wybierają ten specjalny przygotowany na sytuacje nadzwyczajne. I tłok na SOR gotowy, zwłaszcza gdy pogoda nie sprzyja, a śnieg i gołoledzie powodowały częstsze wypadki i urazy.
Czytaj więcej
Jedna noc z marznącym deszczem wystarczyła, by wiele polskich miast znalazło się w sytuacji kryzy...