To, co mnie najbardziej interesowało, to forma premiera Donalda Tuska. Jego kondycja, dobór argumentów, ale i mowa ciała, wizerunek. Byli pewnie tacy, którzy spodziewali się człowieka przegranego, dla którego sejmowe wystąpienie będzie przynajmniej traumatyczne. Nic takiego się nie wydarzyło. Co więcej, pomogli premierowi antagoniści, a więc posłowie PiS, którzy zbojkotowali jego wystąpienie. Godzinnego przemówienia słuchało zaledwie kilkoro z nich. Nie było więc buczenia, gwizdów czy śmiechów; Tusk przemawiał do swoich. Z wyraźną ulgą. Swadą i swobodą. Jaką technikę zastosował? Skupił się przede wszystkim na osiągnięciach swojego gabinetu i zrobił to wiarygodnie. Mniej wiarygodnie wypadły natomiast odniesienia do rządów PiS.