Kampania przed wyborami prezydenckimi to u nas gigantyczna narodowa gra pozorów. Konstytucja nie daje prezydentowi wiele uprawnień, kandydaci udają więc, że bardzo dużo będą mogli zrobić. I bez zahamowań obiecują wyborcom złote góry, a wyborcy udają, że im wierzą.
W efekcie kampania wyborcza zmienia się w coś pośredniego między konkursem piękności a bestiarium zatrącającym momentami o wodewil. Nie inaczej też wyglądała poniedziałkowa debata w TVP.
Debata prezydencka TVP: Trudne decyzje, czyli kulą w płot
Skupię się tylko na bliskich mi wątkach gospodarczych lub choć częściowo o gospodarkę zahaczających. Pytany o decyzje trudne i niepopularne, jakie podjąłby jako prezydent, Szymon Hołownia obiecał ustawę zakazującą smartfonów, na szczęście tylko w szkołach. Marek Woch obiecał abolicję dotyczącą składek ZUS, Sławomir Mentzen – wprowadzenie konkurencji dla NFZ, a Magdalena Biejat – zwiększenie dostępu do kredytów na mieszkanie poprzez... ograniczenie zysków banków.
Czytaj więcej
13 kandydatek i kandydatów na prezydenta bierze 12 maja udział w debacie prezydenckiej, która jest organizowana przez TVP, Polsat News i TVN24. To...
W moich oczach żaden z kandydatów nie zdał tu egzaminu, bo najsilniejszą prerogatywą prezydenta nie jest inicjatywa ustawodawcza, ale możliwość wetowania ustaw lub kierowania ich do Trybunały Konstytucyjnego (o ile TK się odrodzi po latach smuty). Spodziewałbym się więc, że kandydaci przedstawią przykłady takich potencjalnych ustaw, których nie podpiszą robiąc wbrew elitom i przeróżnym lobbies. Tu jednak była posucha.
Wybory prezydenckie 2025: Wielkie deklaracje, czyli z motyką na słońce
Łatwiej w debacie było o snucie planów dotyczących spraw wielkich, wręcz poza zasięgiem polityków, np. demografii. Tu recepty na wyjście z zapaści kandydaci mają proste. Karol Nawrocki obiecuje wielki program powrotu polonusów z obczyzny, jakby efekty repatriacji w ostatnich dwóch dekadach nie były niewypałem. Grzegorz Braun chce ratować przyrost naturalny… wprowadzając antyaborcjonistów do Rady Bezpieczeństwa Narodowego.
Na szczęście były i bardziej rozsądne pomysły – od otwierania darmowych żłobków i budowy przedszkoli (wzorem Warszawy – Rafał Trzaskowski) po sprzyjanie stabilnej pozycji zawodowej i dochodowej młodych (Magdalena Biejat). Ale jak się to ma do prerogatyw prezydenta?
Jedyny wyraźny podział: za Unią Europejską i przeciw
Pytanie o to, jak Europa powinna odpowiedzieć na cła Donalda Trumpa, ujawniło bardzo silny podział na polityków prounijnych (Trzaskowski, Biejat, Senyszyn), polityków solidaryzujących się z Trumpem (Jakubiak), jawnych zwolenników wyjścia z UE (Braun), mniej jawnych (Mentzen) i miłośników „perspektywicznych rynków wschodnich”, jak kandydat Maciak nazywa Rosję.
Czytaj więcej
Koniec lania wody. Wyborcy nie interesuje, czy przyszły prezydent uprawia jogging czy boks. Od kandydata/kandydatki oczekuje prostej odpowiedzi na...
Sęk w tym, że polityka celna jest w Europie prerogatywą Unii Europejskiej, której kierunek wraz z Komisją Europejską nadają szefowie rządów zasiadający w Radzie Europejskiej. Podobnie zresztą z wieloma innymi programowymi postulatami przyszłych prezydentów/prezydentek. Mają one tyle szans na realizację, ile poparcia społecznego mają ugrupowania stojące za kandydatami. Czyli w większości przypadków liczone w ułamkach procenta.
Bezsilna głowa państwa
Nasza nieszczęsna konstytucja czyni z prezydenta figurę bezsilną, choć wyłaniają wielkim wysiłkiem narodu w wyborach bezpośrednich. Owszem, ma on inicjatywę ustawodawczą, ale to od rządzącej większości zależy los prezydenckich ustaw. Głowa państwa może więc co najwyżej podstawiać nogę rządzącej koalicji, jak często z zapałem czyni obecny prezydent Andrzej Duda.