Gdy kilkanaście dni temu miałem przyjemność prowadzić debatę na Uniwersytecie Warszawskim dotyczącą umiędzynarodowienia polskiej nauki, w pewnym momencie zacząłem się obawiać, że stracę kontrolę nad bezpieczeństwem jej uczestników. W chwili, gdy pojawił się temat zmiany polityki wizowej wobec zagranicznych studentów, w stronę przedstawiciela MSZ posypało się wiele pytań i zarzutów ze strony magnificencji rektorów i prorektorów. Od pretensji, że byli decyzjami dotyczącymi wytycznych dla konsulów zaskoczeni, po stwierdzenia, że uczynienie zadość nowym zasadom to iście syzyfowa praca.