Michał Szułdrzyński: Dlaczego Tomasz Poręba zostawił sztab PiS po marszu PO w Poznaniu

Marsze Platformy, jak ten w piątek w Poznaniu, pełne są patriotycznej symboliki, flag, hymnu, słowa "Polska". PiS nie był na ten scenariusz zupełnie przygotowany. Między innymi dlatego dotychczasowa strategia kampanii partii rządzącej legła w gruzach.

Publikacja: 17.06.2023 18:48

Tomas Poręba

Tomas Poręba

Foto: PAP, Radek Pietruszka

Czy coś łączy mecz Polska-Niemcy, marsz w Poznaniu, nagłą dymisję szefa sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości i cotygodniowe marsze w Izraelu przeciw reformom Beniamina Netanjahu?

Owszem i nie chodzi wyłącznie o to, że trzy pierwsze wydarzenia miały miejsce w ostatni piątek, ale też to, że są ze sobą ściśle politycznie związane. Do czwartego wrócą na końcu.

Dlaczego Tomasz Poręba musiał odejść ze sztabu PiS?

Podanie się dymisji Tomasza Poręby oznacza klęskę dotychczasowego pomysłu PiS na kampanię. Pomysłu, który zupełnie nie był w stanie sobie poradzić z tym, jak w rzeczywistości wyglądała kampania wyborcza Platformy. PiS myślał, że najprościej będzie po prostu skleić PO z Niemcami, puszczać w nieskończoność w Wiadomościach TVP frazę „fur Deutchland” wypowiedzianą kiedyś przez Donalda Tuska i już okaże się, że nie ma się co martwić opozycją.

Czytaj więcej

Marek Migalski: Marsz 4 czerwca. Punkt zwrotny przed jesiennymi wyborami

Do tego trzeba było jeszcze dodać komisję, która miała udowodnić, że Tusk działał w interesie Rosji i już to miało pozwolić PiS wygrać wybory. Właśnie po to, był ten cały cyrk z komisją, z badaniem rosyjskich wpływów. Z tej logiki wynikały te urągające inteligencji „żarty” podczas piątkowego meczu, że Platforma się martwi przegraną swej reprezentacji, albo deklaracje polityków obozu rządzącego, że w piątek wygrali na boisku, a jesienią pokonają Niemców przy urnach.

Tyle tylko, że to nie zadziałało, i nie będzie działać, ponieważ PiS przespał pewne ważne wydarzenie. Otóż rządzący uważali, że są jedynymi dysponentami narodowych symboli i patriotycznych uczuć. Że to oni mają prawo mówić, kto jest prawdziwym Polakiem, a kto wysługuje się Niemcom. Tyle tylko, że liberalna opozycja postanowiła nie dać się w ten podział patrioci-kosmopolici, czy jak to nazwał jeden z tygodników prawicowych Polacy vs. Unijczycy, wepchnąć.

Czy wyborcy PO potrafią śpiewać hymn?

PO odrobiła lekcję z patriotyzmu. Jej przesłanie brzmi: trzeba odsunąć PiS od władzy właśnie z patriotyzmu, bo – jak powtarza Donald Tusk – obecna ekipa rozkrada i niszczy Polskę. A zatem do wygranej potrzeba nie odwoływania się do jakichś uniwersalnych, kosmopolitycznych haseł, nie miłości do Brukseli czy Berlina, ale właśnie miłości do Polski. Dlatego w piątek nadrobiono wpadkę z marszu 4 czerwca, gdy z powodu kłopotów nagłośnienia, dało się wyciąć fragmenty, z których miało wynikać, że sympatycy opozycji nie potrafią śpiewać hymnu. Tym razem w Poznaniu gromko odśpiewano „Mazurka Dąbrowskiego”. Hasła głosiły „Tu jest Polska”, zaś – zarówno w Warszawie dwa tygodnie temu, jak i w piątek w Poznaniu – nad głowami powiewało mnóstwo biało-czerwonych flag.

Cały polityczny plan polegający na tym, by pokazać, że tylko obóz PiS ma prawo do polskich barw i hymnu, wziął w łeb.

I to było coś na co PiS był zupełnie nieprzygotowany. Cały polityczny plan polegający na tym, by pokazać, że tylko obóz PiS ma prawo do polskich barw i hymnu, wziął w łeb. No bo jak to, czy sympatycy PO byliby aż tak przebiegli, by z niemieckim akcentem śpiewać polski hymn, by zmylić przeciwnika? Że powiewają biało-czerwonymi flagami z nienawiści a nie miłości do ojczyzny? Zdjęcia i filmiki z pierwszego Marszu w Warszawie i drugiego Marszu w Poznaniu po prostu rozbiły tę narrację. I dlatego szef sztabu partii rządzącej, która tę narrację promowała, Tomasz Poręba, słusznie uznał, że czas się spakować.

Co łączy marsze Platformy w Polsce i opozycji w Izraelu?

Mi to zaś przypomniało scenę sprzed kilku dni, gdy w Tel Awiwie przysłuchiwałem się na konferencji dyskusji o bieżących wydarzeniach w Izraelu. Od pół roku, co sobota, dziesiątki tysięcy Izraelczyków wychodzą na ulice by protestować przeciwko przejęciu wymiaru sprawiedliwości przez popierany przez skrajną prawicę rząd Beniamina Netanjahu.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Polska i Izrael. Zamach na sądy naszym towarem eksportowym?

Krzycząc: „nie chcemy skończyć jak Polska” (bo tu sądy zostały częściowo przejęte przez władzę), manifestanci maszerują, śpiewają pieśń Hatikva, czyli hymn Izraela, niosą większe i mniejsze białe flagi z błękitną gwiazdą Dawida, niosąc kopie deklaracji niepodległości sprzed 75 lat. Jeden z panelistów zwrócił uwagę, na to, że prawica izraelska jest wobec tego patriotycznego sztafażu zupełnie bezradna. „Dotąd izraelskie flagi publicznie nosili wyłącznie przedstawiciele skrajnej nacjonalistycznej prawicy, dziś lewica i liberałowie protestują przeciw klerykalizacji kraju i bronią demokracji właśnie w imię miłości do Izraela i patriotycznych uczuć.”

Przypadek? Nie sądzę!

Czy coś łączy mecz Polska-Niemcy, marsz w Poznaniu, nagłą dymisję szefa sztabu wyborczego Prawa i Sprawiedliwości i cotygodniowe marsze w Izraelu przeciw reformom Beniamina Netanjahu?

Owszem i nie chodzi wyłącznie o to, że trzy pierwsze wydarzenia miały miejsce w ostatni piątek, ale też to, że są ze sobą ściśle politycznie związane. Do czwartego wrócą na końcu.

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Grecka tragedia Joe Bidena. Tej walki nie może wygrać
Komentarze
Bogusław Chrabota: Krok do przodu w sprawie big techów
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Konfederacja łączy siły z AfD, czyli podpisuje pakt z diabłem. Za jaką cenę?
Komentarze
Bogusław Chrabota: Wołyń to ból, który pozwoli wyleczyć niesprawiedliwa wojna
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Szczyt NATO jest testem dla samego Zachodu
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą