Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o katastrofie ekologicznej na Odrze: Najnowsze informacje i komentarze

Pierwsze informacje o zatruciu Odry pojawiły się nie w lipcu, ale jeszcze w czerwcu. Mimo skażenia wód i gruntów oraz śmierci tysięcy ryb, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa nie ostrzegło Polaków. Zrobiło to dopiero w piątek popołudniem. Czy trwa zacieranie śladów?

Zatrucie Odry od dwóch dni jest w Polsce tematem numer jeden. Ale nie w TVP, która problem bagatelizowała i informowała o zakażeniu zdawkowo. Na portalu TVP Info wiadomość o zakażeniu Odry w piątkowe przedpołudnie była nisko na stronie, „Wiadomości” poświęciły problemowi 54 sekundy. Media wspierające rząd próbowały sprawę ignorować. Dopiero gdy w reszcie mediów wyparła ona inne tematy, a ministrowie zostali ściągnięci z urlopów, żeby zająć się problemem, TVP przyjęła taktykę rządu – czyli przekonywania Polaków, że żadnego zagrożenia nie ma. Przy czym rząd premiera Mateusza Morawieckiego zainteresował się problemem dopiero wtedy, gdy w mediach społecznościowych pojawiły się zdjęcia martwych ryb.

Czytaj więcej

Czy rząd zaspał ws. katastrofy ekologicznej na Odrze? Pierwsze doniesienia były już w lipcu

W piątek popołudniem na stronie TVP Info można było przeczytać jako główne informacje, że: „Główny Inspektorat Ochrony Środowiska zwrócił się do strony niemieckiej o potwierdzenie odkrycia rtęci w próbkach wody z Odry” i „Wojewoda lubuski: Nie ma podwyższonego poziomu rtęci w Odrze”. Gdy Rządowe Centrum Bezpieczeństwo w końcu wysłało alert, to wiadomości SMS-y nie trafiły do wszystkich Polaków, jak to było w trakcie awarii warszawskiej Czajki czy nawet przed wyborami.

Przyczyny zatrucia rzeki wciąż są ustalane. Pytanie tylko, dlaczego władze nie zajęły się sprawą natychmiast, gdy pojawiły się w lokalnych mediach informacje o zanieczyszczeniu? Dlaczego nie została ona podjęta chociaż wtedy, gdy z interpelacją poselską wystąpiła posłanka Małgorzata Tracz? Dlaczego wiceminister klimatu Jacek Ozdoba i wiceminister obrony narodowej Wojciech Skurkiewicz zostali tak późno powiadomieni o problemie? A o tym, że poważny problem jednak obiektywnie dostrzegli, najlepiej świadczy przecież, że obaj zrezygnowali z urlopów. Z czego jeden został ściągnięty do pracy dzień po pogrzebie najbliższej osoby. I stawili się obaj na konferencji prasowej nad Odrą.

W tym wszystkim zapomina się o zwykłych ludziach, którzy żyją przy Odrze, byli nad rzeką już w niebezpiecznym czasie i narażeni byli na niebezpieczeństwo

Dlaczego polska strona wciąż nie stwierdziła, co jest przyczyną katastrofy, a niemiecka już podaje informacje o zatruciu rtęcią? Czy przedstawiciele naszych władz rzeczywiście pozwalali wylewać do Odry chemikalia, jak spekulują media? Czy czekano, aż woda rozcieńczy te zanieczyszczenia? I najważniejsze, dlaczego nie wydano wcześniej zakazu połowu ryb i zbliżania się do Odry, mimo że sami wędkarze informowali o zagrożeniu?

Pytań jest dużo więcej, a odpowiedzi brak. Premier Mateusz Morawiecki wydał jedynie krótki komunikat, zdawkowo informując o problemie. Wiceminister infrastruktury Grzegorz Witkowski na czwartkowej konferencji bagatelizował całą sprawę i zarzekał się, że sam wykąpię się w Odrze, a dzieci mogą przychodzić nad rzekę. Z kolei jeszcze w środę Przemysław Daca, prezes Wód Polskich, mówił, że „zaobserwowano tylko parę egzemplarzy martwych ryb” i „nie możemy mówić o totalnej katastrofie rzeki Odry”, żeby dzień później mówić już o wybraniu z Odry „dziesięciu ton martwych ryb” i „gigantycznej i bulwersującej katastrofie ekologicznej”.

Czytaj więcej

Marszałek województwa lubuskiego: Odra umiera. W rzece kąpały się dzieci

Premier Morawiecki, pochodzący z Dolnego Śląska, nad Odrę wciąż się nie pofatygował. Minister klimatu i środowiska Anna Moskwa nie odpowiada na nasze prośby o rozmowę, wiceminister Jacek Ozdoba nie reaguje na próby kontaktu, Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie odpowiada na nasze pytania. Rząd liczy, że sprawa katastrofy ekologicznej na Odrze przycichnie. W końcu mamy wakacje, i to długi weekend. A w przyszłym tygodniu Polacy może będą żyć już innymi tematami.

Tyle że był już premier, którego karierę utopiła Odra. Równo 25 lat temu Włodzimierzowi Cimoszewiczowi zaszkodziła wypowiedź pozbawiona empatii i wyczucia podczas powodzi tysiąclecia. Mateusz Morawiecki nie wyciągnął lekcji z tego błędu i dzisiaj udaje, że to nie jego problem, a podlegli mu ministrowie mówią o zanieczyszczeniach sprzed lat, za samorządowych rządów polityków PO, i możliwej winie… Niemiec.

W tym wszystkim zapomina się o zwykłych ludziach, którzy żyją przy Odrze, byli nad rzeką już w niebezpiecznym czasie i narażeni byli na niebezpieczeństwo. I zapomina się o zdewastowanej przyrodzie, która – jak twierdzą eksperci – będzie musiała odbudowywać się latami. A odpowiedzialnych i winnych zaniedbań jak nie było, tak nie ma. I PiS liczy na to, że tak zostanie.