Gospodarczym tematem numer jeden już od kilku dni było czwartkowe posiedzenie, a zwłaszcza decyzja Rady Polityki Pieniężnej dotycząca stóp procentowych. Pojawiały się przeróżne scenariusze, wszak prognozowanie w obecnych niepewnych czasach jest trudne nawet dla najtęższych umysłów, o czym mówią sami ekonomiści. A do tego dochodzi jeszcze nieprzewidywalność obecnego prezesa NBP.

Jedni wieścili więc „gołębią” decyzję Rady, która mogłaby jeszcze bardziej osłabić złotego, czyli wzrost stóp o 0,5 pkt proc. Uzasadniać to miały zatrważające dane z polskiej gospodarki, zwiastujące nie tylko spowolnienie, lecz wręcz pierwszą tak dotkliwą recesję. Drudzy stawiali na „jastrzębie” rozwiązanie, wzmacniające złotego, czyli podwyżkę o cały punkt procentowy. Choć warto w tym miejscu zauważyć przykład Węgrów, którzy niemal w panice podnoszą w ostatnich tygodniach swoje stopy procentowe, chcąc ratować forinta, i jak na razie na niewiele się to zdaje.

Czytaj więcej

RPP znów podnosi stopy procentowe. To już dziesiąty raz z rzędu

Z prognozą trafili ostatecznie ci pierwsi. Czy to zatrzyma w końcu inflację, zwłaszcza tę bazową, niezwiązaną z czynnikami zewnętrznymi? Zapewne pomoże. Za to pierwsze reakcje złotego nie wróżą mu niczego dobrego. Patrząc z góry, niestety to kolejna bolesna decyzja dla wszystkich zadłużonych, którzy z niepokojem spoglądają na pokonujące kolejne poziomy stawki WIBOR-u – tzw. benchmarku nie tylko dla złotowych kredytów. I choć podwyżki stóp wprowadzane od października, a zwłaszcza ich dynamika (największa w kraju od 30 lat!), docierają do nas z kilkumiesięcznym opóźnieniem – bp banki zmieniają warunki i informują o nich klientów raz na kwartał lub półrocze – to wzrost wysokości raty w ciągu zaledwie tych kilku miesięcy o 100-150 proc. musi robić wrażenie na każdym, niezależnie od zasobności portfela.

Niepokojąco wygląda też perspektywa przedsiębiorstw, które przez niemal dekadę płaciły rocznie za dług (kredyt czy obligacje) po 3-5 proc., a tu nagle z roku na rok koszt obsługi rośnie do 10-15 proc. Wszystko to w obliczu szaleństwa kosztowego w postaci chociażby kosmicznych cen surowców czy energii i mocnego ograniczania konsumpcji. Do tego dochodzi rosnąca „cena” leasingu (również powiązanego z WIBOR-em), który obok sektora bankowego uchodzi za siłę napędową gospodarki. Tutaj też słychać wyraźny dźwięk zaciśniętego przez RPP hamulca.

Oby tylko nie okazało się, że już jesienią lub zimą zamiast zaciskania zębów zaliczymy konsumencki, finansowy szczękościsk

O optymizm więc trudno. I z każdym miesiącem będzie jeszcze trudniej. Lecz zaczęły się wakacje i sezon urlopowy. Trzeba więc nabrać energii, aby po nich mieć siłę na mocne… „zaciśnięcie zębów”, jak radzi prezydent. Oby tylko nie okazało się, że już jesienią lub zimą zamiast zaciskania zębów zaliczymy konsumencki, finansowy szczękościsk, który na dłużej odbierze nam wszystkim mowę.