Komisja Europejska czeka na wystąpienie Mateusza Morawieckiego w Parlamencie Europejskim oraz na czwartkowy szczyt Rady Europejskiej, aby wiedzieć, jakie naprawdę jest stanowisko Polski w sprawie sporu o sądownictwo. Po czwartkowej przemowie premiera w polskim Sejmie urzędnicy unijni wiedzą już, jaki jest przekaz do wewnątrz. Teraz czekają, jaki sygnał wyśle na zewnątrz.
Rzecz w tym, że obóz rządzący największy problem w relacjach z Unią ma wewnątrz. Bowiem nawet własny elektorat PiS nie bardzo kupuje wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, mówiącego, że Unia nas krytykuje w efekcie działań Rosji. Retoryka obozu władzy stoi w sprzeczności ze zdaniem większości jego wyborców. Pisałem już kiedyś w tym miejscu, jak podzielony jest w kwestii stosunku do Unii elektorat PiS. Jedna część to zatwardziali eurosceptycy, którzy wcale nie martwiliby się wyjściem z UE i dostają przyjemnych dreszczy, słysząc polityków wymawiających słowo „suwerenność". Drugą grupę można nazwać eurorealistami. Uważają, że trzeba trwać w Unii, póki płyną z niej pieniądze, ale jednocześnie sądzą, że Zachód jest dziś zgniły. Trzecia grupa to zdecydowani euroentuzjaści. To umiarkowany elektorat PiS, plasujący się gdzieś w centrum, który nie jest bezkrytyczny wobec rządów PiS, ale gorzej wspomina rządy Platformy. Ale kiedy Polska znajduje się w zbyt silnym zwarciu z Brukselą, zaczynają się obawiać o pozycję swego kraju.