To może niektórych drażnić, niektórych śmieszyć. Wydaje się jednak umiarkowanie prawdopodobne, bo program antyimigrancki, na którym mieliby się wybić ci nieliberałowie, zwani też przez innych populistami, przejmują partie głównego nurtu, od Holandii przez Niemcy po Austrię.
Nas, w Polsce, tak zapatrzonej w Viktora Orbána, powinno zatrwożyć coś innego. Węgierski premier opowiedział się za zmianą porządków w Europie. Sprowadza się ona do dwóch niepokojących elementów: nadania specjalnej roli Rosji oraz podważania granic. To pierwsze wypowiedział całkiem jawnie, krytykując „prymitywną politykę sankcji” wobec Moskwy i dając Kremlowi prawo do ingerencji w sprawy Ukrainy.