Według oficjalnych wyników wybory wygrał dotychczasowy prezydent Mahmud Ahmadineżad, i to zdobywając prawie dwa razy większe poparcie niż kandydat obozu reformatorskiego Mir Hosejn Musawi.
Bardzo trudno powiedzieć, czy podczas liczenia głosów doszło do fałszerstw, o których mówią zwolennicy Musawiego. Dotychczas Iran nie uchodził za kraj, w którym zdarzały się cuda nad urną. Jeżeli już któryś z kandydatów na prezydenta czy deputowanego przecisnął się przez sito przedwyborcze, czyli dostał stempel od Rady Strażników, to raczej miał równe szanse. A nawet jeżeli teraz fałszerstwa były, to czy w tak gigantycznej skali, by ze zwycięzcy zrobić przegranego?