Co Donald Tusk może nam powiedzieć? Coś o krwi, pocie i łzach? Nie obiecywał nic miłego w pierwszym exposé - tym z listopada, nie sprzed pięciu lat, bo wtedy miał lekką rączkę do obietnic. Tym bardziej teraz, gdy krucho się robi z pieniędzmi. Tymi z dotacji i tymi, co są z podatków. Raczej trzeba będzie zabierać, niż dawać.
Ci, do których coś wyciekło z Kancelarii Premiera, mówią, że Tusk najpierw nas postraszy kryzysem, a potem powie, że tylko on wie, jak się uratować. Pod oczywistym warunkiem, że wszyscy grzecznie będziemy go słuchać.