Prezydent dał sygnał, że standardy obowiązują

Jeśli to poniedziałek, to nic się nie stało – musiał powiedzieć sobie Donald Tusk, wychodząc do dziennikarzy na początku kolejnego tygodnia, po kolejnej publikacji ?z cyklu „afera taśmowa".

Publikacja: 24.06.2014 02:00

Michał Szułdrzyński

Michał Szułdrzyński

Foto: Fotorzepa

I po raz kolejny właściwie nie odnosił się do treści rozmów, lecz tylko się oburzał, ?że ważnych polityków nagrywano.

Słowa premiera mogły być zaskoczeniem dla tych, którzy poważnie potraktowali to, co Tusk mówił w czwartek, gdy po kuriozalnej akcji prokuratury, ABW i policji w redakcji „Wprost" dawał do zrozumienia, że w poniedziałek może zdymisjonować szefa MSW. Ogłaszając, że nie będzie nikogo odwoływał, szef rządu wysłał sygnał, że wciąż nie dostrzega zasadniczego problemu, jakim były negocjacje między Bartłomiejem Sienkiewiczem a Markiem Belką w sprawie zmian w rządzie i budzącego poważne konstytucyjne wątpliwości dosypywania pieniędzy do budżetu przez NBP. Premier najwyraźniej liczy na to, że treść rozmów zostanie zapomniana przez wyborców.

Dlaczego Donald Tusk uważa, że może sobie na to pozwolić? Najwyraźniej odzyskał pewność – utraconą chwilowo po najeździe ABW na „Wprost" – że nadal może liczyć na część wpływowych ośrodków opiniotwórczych. Zorientował się też, że nie grozi mu utrata większości w Sejmie.

Na tle Tuskowego „nic się nie stało" odważnie zabrzmiała nawet ostrożna deklaracja Bronisława Komorowskiego. Prezydent przypomniał, że jest możliwość zgłoszenia w Sejmie konstruktywnego wotum nieufności – w ten sposób dał do zrozumienia, że nie uważa działań opozycji za polityczną awanturę, lecz zwyczajne korzystanie z mechanizmów demokratycznych. Ponadto ?między wierszami wezwał ?do dymisji skompromitowanych nagraniami polityków.

Przy tej okazji prezydent dogryzł Radosławowi Sikorskiemu, mówiąc (wbrew temu, co twierdził w nagranych rozmowach szef MSZ), że nasze relacje z USA są świetne.

Najmocniejszy jednak był przekaz Komorowskiego dotyczący języka rozmów publikowanych przez „Wprost". Prezydent z niesmakiem stwierdził, że nie wyobraża sobie, by Bronisław Geremek, Krzysztof Skubiszewski czy Leszek Balcerowicz rozmawiali w taki sposób. Wysłał poważny sygnał, że standardy, na które niegdyś powoływał się Donald Tusk – a o których dziś trochę zapomniał – też się liczą.

Jeśli Komorowski rzeczywiście zamierza być strażnikiem wysokich standardów w życiu publicznym, nie może poprzestać na połajankach. Musi podjąć praktyczne działania, jeśli nie chce, abyśmy uznali, że wraz ?z premierem bawią się ?tylko w dobrego i złego policjanta.

I po raz kolejny właściwie nie odnosił się do treści rozmów, lecz tylko się oburzał, ?że ważnych polityków nagrywano.

Słowa premiera mogły być zaskoczeniem dla tych, którzy poważnie potraktowali to, co Tusk mówił w czwartek, gdy po kuriozalnej akcji prokuratury, ABW i policji w redakcji „Wprost" dawał do zrozumienia, że w poniedziałek może zdymisjonować szefa MSW. Ogłaszając, że nie będzie nikogo odwoływał, szef rządu wysłał sygnał, że wciąż nie dostrzega zasadniczego problemu, jakim były negocjacje między Bartłomiejem Sienkiewiczem a Markiem Belką w sprawie zmian w rządzie i budzącego poważne konstytucyjne wątpliwości dosypywania pieniędzy do budżetu przez NBP. Premier najwyraźniej liczy na to, że treść rozmów zostanie zapomniana przez wyborców.

Komentarze
Michał Płociński: Najważniejszy wniosek z I tury dla Rafała Trzaskowskiego i polskich liberałów
Komentarze
Michał Kolanko: Kwadratura koła Rafała Trzaskowskiego przed II turą
Komentarze
Bogusław Chrabota: Czy Polska „Bążura” jest jeszcze możliwa?
Komentarze
Jacek Nizinkiewicz: Karol Nawrocki idzie po prezydenturę. Wyborcy Mentzena i Brauna zdecydują
Komentarze
Marzena Tabor-Olszewska: Mieszkanie pana Jerzego nie zaszkodziło Karolowi Nawrockiemu