Najtrudniejszy okazał się finał – pełen wątpliwości i napięcia turniej Raw Air, z powodu pandemii zakończony przedwcześnie w Trondheim. Po raz pierwszy Kryształowe Kule dla mistrza sezonu i mistrza lotów Stefana Krafta zostały wysłane do Austrii pocztą kurierską, po raz pierwszy na nieoficjalnej uroczystości przekazania głównych trofeów pod skocznią im. Paula Ausserletnera w Bischofshofen obecny był jedynie główny bohater plus cztery osoby: rzecznik prasowy austriackiego zespołu Daniel Fettner, menedżer skoczka oraz dwóch fotoreporterów.

Kamil Stoch swojego trofeum za zwycięstwo w Raw Air 2020 – charakterystycznego szklanego czarnego talerza z manufaktury Hadeland Glassworks – jeszcze nie dostał. Norwescy organizatorzy trzymali je w Vikersund i tam zapewne poczeka na lepszy czas i wysyłkę do Polski.

Stoch już legendą

Nawet jednak bez oficjalnej fety, podium i hymnu, sukces w Norwegii pozostaje sukcesem i będzie przypominał, że ta zima ze skokami była pomyślna dla polskiego mistrza olimpijskiego. Piąty w klasyfikacji pucharowej, był też szósty w rankingu lotów. Nie można nie zauważyć, iż po dołożeniu trzech zwycięskich konkursów PŚ Kamil Stoch jest już wśród legend. Listę tych, którzy wygrali najwięcej, otwiera od lat Gregor Schlierenzauer (53), trzecie miejsce zajmuje Adam Małysz (39), ale 36 wygranych oznacza wspólne czwarte miejsce Stocha z Janne Ahonenem i pozwala śmiało myśleć o przeskoczeniu kolejnego stopnia.

Czwarte miejsce Dawida Kubackiego w PŚ, połączone z trzema zwycięstwami indywidualnymi oraz zdobyciem Złotego Orła w 68. Turnieju Czterech Skoczni plus piękną serią dziesięciu kolejnych startów zakończonych miejscami na podium – to kolejny dowód, że warto dobrze pamiętać tę wietrzną zimę.

Do grupy polskich zwycięzców dołączył też Piotr Żyła – 11. w Pucharze Świata, trzeci w lotach. Sukces na skoczni mamuciej Kulm w Tauplitz/Bad Mitterndorf dał mu satysfakcję również dlatego, że choć po raz drugi w karierze wygrywał konkurs pucharowy, to po raz pierwszy samodzielnie – w 2013 roku w Oslo/Holmenkollen podzielił sukces z Gregorem Schlierenzauerem.

Trójka: Kubacki, Stoch i Żyła, spisywała się zatem dobrze, niekiedy znakomicie i jeżeli można trochę narzekać, to tylko na to, że niemal przez cały sezon brakowało czwartego do drużyny. Tylko na początku zimy w Wiśle (trzecie miejsce) i w Klingenthal (jedyne zwycięstwo) pojawiła się nadzieja także na zespołowe sukcesy, lecz wkrótce trzeba było się z nią żegnać.

Lekki niedosyt

– Sezon oczywiście był udany. Wygraliśmy najbardziej widoczne i najbardziej medialne imprezy, i to jest ważne. Duży plus na pewno daję Dawidowi Kubackiemu, który nawet mnie trochę zaskoczył, wykonując fantastyczną robotę podczas Turnieju Czterech Skoczni. Mieliśmy trzech, którzy wygrywali, stawali na podium, walczyli o pucharowe punkty i wysokie miejsca we wszystkich klasyfikacjach. Mogliśmy jeszcze powalczyć o coś więcej w odwołanych mistrzostwach świata w lotach w Planicy, bo forma Piotra Żyły i Kamila Stocha wyraźnie szła w górę. Zabrakło reszty. Myślę, że lekki niedosyt pozostanie ze względu na skromne osiągnięcia pozostałych zawodników. Na minus zapiszą tę zimę zwłaszcza Maciek Kot, Stefan Hula i Kuba Wolny, także dlatego, że naprawdę dobrze skakali jesienią, lecz w zimie cały czar prysnął – mówi „Rz" Adam Małysz, dyrektor koordynator ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim.

Ten sezon był też czasem debiutu Czecha Michala Doležala w roli głównego trenera reprezentacji. Objął stanowisko 24 marca 2019 roku, każdy kibic skoków wie, że był cenionym asystentem poprzednika, Austriaka Stefana Horngachera. Po roku można rzec, że zmiana na najważniejszym stanowisku szkoleniowym dała owoce, choć także pokazała, że nie wszystkie bolączki polskich skoków da się załatwić w kilkanaście miesięcy.

– Myślę, że Michal Doležal w pierwszym roku pracy sprostał zadaniom. Przede wszystkim musiał sprawić, by chłopcy mu zaufali, by uwierzyli w metody, które stosuje, by byli pewni, że jest w stanie pociągnąć kadrę w górę. Oczywiście nadal są sprawy, które trzeba będzie wyprostować, widać, że są luki, które trzeba jakoś uszczelnić. Brakuje cały czas narybku, czyli młodych zdolnych skoczków. I będziemy nad tym pracować. Z drugiej strony patrząc, mieliśmy w tym sezonie okazję wypróbować pozostałych zawodników z kadry B, zobaczyć, jak funkcjonują w Pucharze Świata. Dzięki temu mamy wiedzę, co jeszcze trzeba zrobić, by było lepiej. Michal jest też jednym z tych, którzy zawsze próbują coś zrobić w kwestiach technologicznych, wprowadzać nowe rozwiązania lub poprawki. Zna się na tym. Wojna technologiczna w skokach trwa zawsze, nawet jeśli o niej niewiele słychać. Mamy doświadczenie, że jeśli ktoś coś dobrego wymyśli, to się tym głośno nie chwali. Nasz trener wie doskonale, że wszelkie informacje o jakichś nowinkach mogą też być zagraniami psychologicznymi, rzucanymi mediom wiadomościami, tylko po to, by inni się zastanawiali i szukali rozwiązań tam, gdzie ich w praktyce nie ma – ocenia dyrektor Małysz.

Moda na turnieje

Ta zima, choć często kazała walczyć skoczkom i organizatorom konkursów PŚ ze złą pogodą, wiatrem, brakiem śniegu, deszczem i innymi plagami, na pewno okazała się interesującą pod wieloma względami nie tylko w Polsce.

Z zaplanowanych 33 konkursów indywidualnych PŚ odbyło się 27, z sześciu drużynowych – pięć. W sezonie 2019/2020 po raz pierwszy w programie zawodów znalazła się skocznia w Rumunii. Trambulina Valea Carbunarii, choć nieduża (z kategorii normalnych), okazała się sprzyjać uczestnikom rywalizacji. Działacze rumuńscy, choć nie mają mocnych skoczków i tradycji tak bogatej jak inni, dali radę i, być może, przedłużą obecność Rasnova oraz atrakcji turystycznych Siedmiogrodu w kalendarzu Pucharu Świata.

Nietrudno było dostrzec, że Turniejowi Czterech Skoczni nie tylko wyrosła mocna konkurencja w postaci turnieju Raw Air, ale moda na organizację miniturniejów także nie mija – w tym sezonie były to Titisee-Neustadt Five (wygrany przez Ryoyu Koabayshiego o włos przed Dawidem Kubackim) i Willingen Five zakończony zwycięstwem Stephana Leyhe. W obu nagroda główna przewyższała premię wręczoną Kubackiemu za sukces w 68. TCS – to także znak czasów.

Podczas zawodów w Lahti wypadł jubileuszowy, tysięczny konkurs indywidualny w kronikach Pucharu Świata. Niestety, poza liczbą 1000 wymalowaną na zeskoku, niewiele więcej świadczyło o tym, że konkurs był szczególny. Finowie chyba całkiem stracili serce do skoków.

Poza Austriakami, którzy znów mają zdobywcę wielkiej (i małej) Kryształowej Kuli, zadowoleni z sezonu mogą być także Niemcy. Wyprzedzili Krafta i spółkę w Pucharze Narodów w ostatniej chwili, trener Stefan Horngacher potwierdził, że zna swój fach. Duże możliwości pokazał młody Norweg Marius Lindvik. Dali się zauważyć dawni mistrzowie: Peter Prevc i Gregor Schlierenzauer. Zniknęli Simon Ammann i Noriaki Kasai.

Brawo Geiger

– Z niemieckich skoczków najbardziej zadziwił mnie Karl Geiger. To, że dobrze skacze, wiedzieliśmy, ale nie wydawało się, iż na dużych skoczniach będzie taki dobry. U Niemców pojawiło się wielu młodych zawodników, którzy zaskoczyli świat, widać, że jest tam silne zaplecze. Nawet, gdy ktoś z kadry odpada ze względu na kontuzję, pojawia się następny. Austriacy, zwłaszcza na początku zimy, skakali doskonale. Osłabli nieco w sezonie, ale mimo wszystko zrobili swoją robotę – komentuje Adam Małysz.

Ten sezon był ostatnim w karierze Waltera Hofera, dyrektora w Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) ds. skoków. Następca, Włoch Sandro Pertile stanie przed niełatwym zadaniem dorównania poprzednikowi, choć sama kontynuacja dzieła Austriaka może nie wystarczyć, by podtrzymać popularność skoków i poprawić kibicowskie zaangażowanie także poza wielką szóstką: Niemcami, Austrią, Norwegią, Polską, Słowenią i Japonią.

Plan Doležala

Świat sportu, jak cała reszta, sparaliżowany jest na razie przez koronawirusa, więc trudno przewidywać, co będzie z nowym sezonem, ale Adam Małysz zapewnia, że przygotowania się zaczną, że Kamil Stoch, choć starszy o rok, będzie wciąż walczył z młodszymi.

– Trwanie tyle lat na szczycie jest na pewno męczące, ale sądzę, że Kamil podejmie kolejne wyzwania, tym bardziej że kolejna zima to nie tylko PŚ, lecz także przełożone mistrzostwa świata w lotach. Nie wiem, co musiałoby się stać, by nie zaczął przygotowań. Oczywiście dziś wszystko jest trudniejsze, ale trener Doležal tworzy plany, jest w stałym kontakcie z dr. Haraldem Pernitschem, konsultantem naukowym kadry. Chłopcy zaczęli od środy przygotowania w domach, na sprzęcie, jaki mają. Trening jest dostosowany do każdego. Rozmawiają przez internet na temat wszystkich ustaleń. Myślę, że dziś nie ma innej drogi i w ten sposób musimy dawać sobie radę – mówi Adam Małysz.

Jak wszyscy ludzie sportu – ma nadzieję, że wróci normalność.