W 1213 r. Włodzimierz Wsiewołodowic, syn wielkiego księcia włodzimierskiego i riazańskiego Wsiewołoda III Wielkie Gniazdo, odebrał swojemu bratu wielkiemu księciu włodzimierskiemu drewniany gród nad rzeką Moskwą i ogłosił go stolicą nowego księstwa moskiewskiego. Do połowy XII w. Moskwa była tylko niewielkim drewnianym grodem przypominającym osady wikingów z końca pierwszego tysiąclecia po Chrystusie. Gdzie tej drewnianej dziurze było do tak wspaniałych miast Rusi, jak Nowogród Wielki, Włodzimierz czy Rostów. Zwierzchność nad całą Rusią przysługiwała wielkim książętom kijowskim i włodzimierskim, którzy ok. 1305 r. zaczęli się tytułować wielkimi książętami Wszechrusi. Dopiero wtedy wielki książę włodzimierski Michał III Jarosławowicz dołączył do swojego tytułu wielkiego księcia twerskiego i włodzimierskiego godność wielkiego księcia moskiewskiego. Moskwa nadal przez ponad sto lat była zatęchłą dziurą daleką od wielkich ruskich metropolii. Dopiero koronacja w 1432 r. Wasyla II Ślepego, urządzona w Moskwie, a nie we Włodzimierzu, rozpoczęła powolną karierę tego drewnianego grodu położonego nad rzeką noszącą jego nazwę. Pod koniec XV stulecia o mały włos Moskwa nie zniknęłaby z kart historii. Jeżeli tak się nie stało, to przez błąd polskiego króla.

Grzech zaniechania

W 1480 r. Ahmed, chan Złotej Ordy, zaniepokojony wzrostem potęgi Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i odmową płacenia daniny przez wielkiego księcia Iwana III Srogiego ,wyruszył na wyprawę karną przeciwko Moskalom. Nad rzeką Ugrą miały przyłączyć się do jego sił sojusznicze wojska króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego Kazimierza Jagiellończyka. Ten jednak był pochłonięty sporem o koronę węgierską i konfliktem militarnym na Warmii, który nazywano wojną kleszą. Nie doczekawszy się nadejścia litewskich posiłków, Tatarzy wraz z nadejściem zimy powrócili do Saraju, a wielki książę moskiewski uznał ten odwrót za swoje historyczne zwycięstwo. Rok później Ahmed-chan zginął u ujścia rzeki Doniec, w bitwie między Złotą Ordą a konfederacją nogajskich plemion tureckich. Tak oto za sprawą zaniechania Kazimierza Jagiellończyka peryferyjna, zacofana i odizolowana od reszty Europy Moskwa wjechała na nowe tory historii, które poprowadziły ją ku niewyobrażalnej potędze.

Czytaj więcej

Sobór św. Izaaka w Petersburgu
W Rosji po ponad stu latach odbędzie się ślub członka carskiej rodziny

W 1472 r. wielki książę Iwan III Srogi poślubił Zofię Paleolog, bratanicę ostatniego cesarza Bizancjum Konstantyna XI Paleologa. W świecie prawosławnym uważano ją za ostatnią dziedziczkę świętego tronu cesarzy bizantyjskich. Ten ślub czynił zatem potomków Iwana III Srogiego „namaszczonymi" do przyjęcia tytułu cesarskiego. W ten oto sposób Wielkie Księstwo Moskiewskie ogłosiło się spadkobiercą Bizancjum i za swój herb przyjęło dwugłowego orła cesarstwa wschodniorzymskiego. Wcześniej symbolem Moskwy były pieczęcie z różnymi świętymi: św. Janem Klimakiem (z 1330 r.), św. Szymonem Apostołem (z 1345 r.), Pogonią na wzór litewski, św. Jerzym Zwycięzcą i Pogonią (z 1450 r.). Dopiero Iwan III Srogi ustanowił w 1504 r. pieczęć hospodara całej Rusi z dwugłowym orłem bizantyjskim. Tak oto zrodziła się legenda o Moskwie jako trzecim Rzymie w znaczeniu politycznym lub drugiej Jerozolimie w znaczeniu religijnym.

Iwan III Srogi tytułował się carem, ale równolegle do tytułu wielkiego księcia. Nie miał formalnego powodu, by przyjąć tytuł cesarski ze względu na pochodzenie. Dopiero jego wnuk, Iwan IV Groźny, w którego żyłach płynęła krew ostatniej imperialnej dynastii bizantyjskiej, przyjął tytuł cara Wszechrusi. Aby wywyższyć Moskwę nad inne prawosławne metropolie, trzeci syn Iwana Groźnego, car Fiodor I, korzystając z przywileju, jaki mieli cesarze bizantyjscy, podniósł metropolitę Hioba do rangi patriarchy Moskwy i całej Rosji, co potwierdził sobór biskupów.

Za rządów pierwszego uznanego historycznie cara Iwana IV Groźnego (tego tytułu okazjonalnie używali też jego dziadek i ojciec) i jego syna – cara Fiodora I, niegdysiejszy zaścianek na ruskiej prowincji przeobraził się w stolicę rosnącego w siłę Cesarstwa Rosyjskiego. Nim jednak ten kraj stał się prawdziwym drapieżnikiem, musiał przejść przez upokarzający i bardzo bolesny okres chwilowego upadku.

Iwan IV Groźny to jedna z najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii Rosji. Był tym, który wyniósł księstwo do rangi cesarstwa zamieszkanego przez 14 milionów ludzi. Jednak w ciągu półwiecza sprawowania autorytarnej władzy rozwinęła się u niego choroba psychiczna, która przejawiała się gwałtownymi wybuchami namiętności i niezwykłego okrucieństwa. W jednym z takich ataków szału rozbił posochem (berłem książąt ruskich) głowę swojego pierworodnego syna, skazując kraj na rządy niedorozwiniętego umysłowo Fiodora.

W 1547 r., tuż po koronacji, 16-letni Iwan IV rozpoczął poszukiwanie żony. Zorganizowano wywodzący się z tradycji mongolskiej przegląd młodych panien, który zakończył się wyborem Anastazji Romanownej Zacharyny, przyszłej babki pierwszego cara z dynastii Romanowów. Tak oto rozpoczęła się kariera tej potężnej dynastii, potomków kniazia Andrzeja Iwanowicza Kobyły i jego wnuka Romana Jurewicza Zacharyna-Koszkina, od którego imienia ród wziął swoje nazwisko.

Niezwykła elekcja Michała Romanowa

Zima przełomu lat 1612–1613 była jedną z najsurowszych w historii Rosji. Przepływająca przez stolicę rzeka Moskwa była skuta tak grubą warstwą lodu, że można było na niej budować domy. Wszystkie drogi prowadzące do miasta zasypała gruba warstwa śniegu. Chłód tego krajobrazu dopełniały ruiny Kremla. Po opustoszałych, pozbawionych stropów komnatach niegdyś imponującej warowni Iwana Groźnego hulała teraz dokuczliwa śnieżyca. Ci, którzy ośmielili się zakraść w te przeklęte mury, opowiadali, że nocami włóczą się tam bezgłowe upiory ofiar opriczniny i pokrwawieni polscy piechurzy z załogi pułkownika Mikołaja Strusia, których zdradziecko wymordowali siepacze księcia Dymitra Pożarskiego. Mało kto pamięta, że mury tej warowni stawiali sprowadzeni przez Iwana IV Groźnego mistrzowie włoscy. Kreml, tak bardzo kojarzony z rosyjską architekturą, był więc dziełem „papistów" – jak nazywano nad rzeką Moskwą włoskich katolików.

Mimo tak ciężkich warunków pogodowych pod koniec stycznia 1613 r. do Moskwy przybyło ze wszystkich zakątków Rusi ośmiuset posłów soboru ziemskiego. Byli wśród nich reprezentanci wszystkich stanów – duchowni, wolni chłopi i bojarzy. Mimo różnic klasowych jednoczył ich jeden cel – wybór nowego cara Rosji. Nie wszyscy przedstawiciele arystokracji ośmielili się zjawić na tym zjeździe. Część z nich ukrywała się z obawy przed zemstą „patriotów" za wspieranie Polaków stacjonujących na Kremlu. Jeden z nich, który w listopadzie 1612 r. ledwo uszedł z kozackiej rzezi, teraz ukrył się z matką w monasterze Ipatiewskim. Nazywał się Michał Fiodorowicz Romanow. Był zalęknionym 17-latkiem, synem patriarchy moskiewskiego i całej Rusi Filareta, którego polski król Zygmunt III Waza więził na zamku w Malborku.

Niektórzy posłowie rozbili namioty w wymarłych salach kremlowskich. Z trwogą spoglądali na ascetyczne oblicza świętych, którzy w blasku księżyca i pochodni surowo patrzyli na nich z malowideł naściennych. Przejęci bogobojną trwogą postanowili pościć, aby przez umartwienie ciała łatwiej przybliżyć się do Boga, który miał wskazać swego pomazańca. Za dnia, brnąc w śnieżnych zaspach, szli przedstawiciele ruskiego ludu do soboru Uspieńskiego na modły, a po mszy zbierali się w Pałacu Nadbrzeżnym, aby dyskutować, komu należy się złota Czapka Monomacha. Wkrótce stało się jasne, że jedności nie będzie. Ruska magnateria chciała na tronie carskim cudzoziemca, księcia Karola Filipa, brata króla szwedzkiego Gustawa Adolfa. Bojarzy i Kozacy pragnęli jednak swego „ruskiego pana". Z początku bojarzy skłaniali się więc ku popularnemu księciu Pożarskiemu, który pół roku wcześniej przybył z pospolitym ruszeniem do Moskwy, aby przegonić Polaków. Z kolei Kozacy chcieli swojego atamana, kniazia Dymitra Trubeckiego, potomka wielkich książąt litewskich. Bojarzy wypominali mu jednak, że poparł niegdyś pretendenta do tronu Dymitra Samozwańca II, którego w całej Rusi nazywano ze wstrętem „Łotrem Tuszyńskim". Niejedna debata w Pałacu Nadbrzeżnym kończyła się bijatyką, ciąganiem za brody, pluciem, wyzwiskami czy obietnicami zemsty. Głodówka nie pomagała w gaszeniu tych waśni. Wreszcie, kiedy wszystkie kandydatury zostały odrzucone, posłowie opadli z emocji. Zapadła cisza. Niezwykły musiał to być widok. Blisko tysiąc zrezygnowanych, zapuszczonych i zmęczonych mężczyzn siedziało w milczeniu, nie wiedząc, co robić. W pewnym momencie ciszę przerwał ataman Kozaków dońskich, który nieśmiałym, pozbawionym entuzjazmu głosem zaproponował kandydaturę Michała Romanowa. Niektórzy z posłów parsknęli śmiechem, inni popukali się w czoła, jeszcze inni krzyknęli, żeby się zamknął z takimi propozycjami. Szalony czy co? Durnego tchórza chce za cara? Mimo to ataman złożył oficjalną petycję z kandydaturą Romanowa i tym samym wymusił głosowanie. Posłowie wrócili do swoich namiotów i rozpoczęli rozmowy o nowym kandydacie. „Może ten 17-latek nie jest taki zły? – mówili. – Jest za młody, żeby mieć wielu wrogów, można za to łatwiej go kontrolować, bo słynie ze swej głupoty". Kozacy cenili jego ojca, bojarzy wskazywali na pokrewieństwo z Rurykowiczami, a reszta doceniała fakt, że nie był silnie uwikłany w kolaborację z Polakami. Jednak w kolejnych głosowaniach tylko Kozacy poparli Michała Romanowa. Bojarzy i magnaci chcieli na tronie Szweda. Sobór ziemski znowu znalazł się w sytuacji patowej. Ale jak dowiódł Aleksander Macedoński, najlepszym sposobem rozwiązywania nierozwiązywalnych węzłów jest ich przecięcie. Kozacy otoczyli zatem obóz i siedziby bojarskie, po czym złożyli jednoznaczną propozycję: „albo wybierzecie Romanowa, albo my was wyrżniemy". W taki oto sposób, po dwóch tygodniach obrad i postu, 3 marca 1613 r. (21 lutego wg kalendarza juliańskiego) zmęczeni nieustannymi kłótniami uczestnicy soboru ziemskiego jednomyślnie wybrali na cara Wszechrusi nierozgarniętego, dychawicznego półanalfabetę, którego despotyczny ojciec przebywał w polskiej niewoli.

mongolski kołpak

Nieświadomy tego, co dzieje się w Moskwie, Michał Romanow wraz z matką ukrywał się w tym czasie w monasterze Ipatiewskim pod wezwaniem Świętej Trójcy i św. Hipacego, położonym nad rzeką Kostromą. Dzień po wyborze cara bojarzy wyznaczyli delegację, która miała zawieść dobre wieści nowemu suwerenowi. Uczestnicy soboru ziemskiego ostrzegli delegatów, że jak chłopak wybór odrzuci, to należy go błagać, powołując się na wolę samego Boga, który go wskazał na cara. Prawdopodobnie około 14 marca delegaci dotarli do monasteru i, padając na twarz przed wychudzonym i przestraszonym chłopcem, przekazali mu wiadomość, że teraz on jest panem na Rusi. Nie wiemy, czy młodzieniec ucieszył się z wiadomości. Jego wybór przypadał na niezwykle trudne dla jego rodziny chwile. Ojciec był w polskiej niewoli, a matka wszystkiego się bała.

Rosja nie miała wojska, skarbiec carski świecił pustkami, kraj był wyniszczony 15 latami wojen ze Szwedami i Polakami. Nawet insygnia carskie zostały zrabowane. Na drodze z monasteru Ipatiewskiego do Moskwy grasowały bandy, na których żaden car nie robił wrażenia.

Michał i jego matka nie wiedzieli, czy przyjęcie wyboru nie rozgniewa polskiego króla, który uzna Michała za samozwańca i za karę rozkaże zgładzić jego ojca? Poza tym do klasztoru dotarła wiadomość, że Polacy nakazali swoim oddziałom odnaleźć i zgładzić młodego cara. Przez kilka dni delegaci soboru ziemskiego błagali Michała Romanowa, aby zlitował się nad nimi i przyjął godność.

Dopiero 17 kwietnia nowo wybrany car i jego matka zgodzili się ruszyć w drogę do Moskwy. Ten pochód w niczym nie przypominał carskiego orszaku. Kilka wychudzonych szkap ciągnęło proste chłopskie wozy wypełnione nielicznym majątkiem nowego władcy Wszechrusi. Obok wozów szli pieszo jego kozacy. Wreszcie 28 kwietnia, po 11 dniach męczącej podróży, ten zabiedzony konwój dotarł do monasteru Troickiego pod Moskwą. Tam Michał i Marfa znowu zaczęli się teatralnie opierać wyborowi. Tym zachowaniem wymusili na kniaziach Pożarskim i Trubeckim, żeby błagali elekta o przyjęcie wyboru i wkroczenie do stolicy. Pewien siebie Michał i jego matka Marfa, tym razem bez maski obłudy, wjechali dumnie do stolicy przy biciu dzwonów.

Koronacja odbyła się dopiero 11 lipca 1613 r. Przy chóralnie śpiewanej pieśni „Mnogoje lieta" car Michał I Romanow uroczyście wkroczył do soboru Uspieńskiego, gdzie przed złotym ikonostasem otrzymał błogosławieństwo patriarchy Efrema. Kapłan zawiązał pomazańcowi na szyi relikwiarz z drzazgą z Krzyża Świętego, założył na jego skronie Czapkę Monomacha i usadził na tronie Monomacha. Legenda głosiła, że ta czapa obszyta sobolim futrem i obsadzana rubinami była darem dla księcia kijowskiego Włodzimierza Monomacha od cesarza bizantyjskiego Konstantyna IX Monomacha panującego w latach 1042–1055. Problem tylko w tym, że opowieść o tym darze została spisana dopiero w 1328 r. Żadne wcześniejsze źródła jej nie potwierdzały. To historia podobna do tej o Ottonie III, który miał zdjąć swój cesarski diadem i włożyć go na skronie Bolesława Chrobrego. Kto dzisiaj jest w stanie dowieść prawdziwości tej historii? Wszystkie artefakty związane z Bizancjum urastały na Rusi do rangi najświętszych relikwii w myśl zasady, że Moskwa była trzecim Rzymem. W rzeczywistości Czapka Monomacha była prawdopodobnie mongolskim kołpakiem, który przez jakieś dziwne zrządzenie losu został uznany przez Rosjan za dar bizantyjskiego cesarza. To jeden z tych elementów, który wskazywał, że Romanowom bliżej było do Azji niż do Europy. Ale nie tylko owa mongolska czapa na to wskazywała. Portret tronowy Michała I pędzla Johanna Heinricha Wedekinda z 1636 r. ukazuje młodego cara jako mężczyznę o bardzo tatarskich rysach twarzy. Świadomi tego azjatyckiego aspektu fizjonomii swojego protoplasty późniejsi carowie zamawiali obrazy, na których ich sławny przodek był przedstawiany jako jasnowłosy chłopiec o bardzo słowiańskiej urodzie. Być może Romanowowie ukrywali prawdę o swoim pochodzeniu. Ten tatarski fałd pod ich oczami powodował, że często na dworach europejskich drwiono z nich, że tak naprawdę są Azjatami, w myśl rosyjskiego przysłowia, że jak potrze się Rosjanina, to zawsze wyskoczy z niego Tatar. Taką fizjonomię miał też ostatni car Rosji, który nosił imię pierwszego cara z dynastii Romanowów.

Ostatni car Rosji

O kim mowa? Przecież cały świat uznaje za ostatniego cara Rosji Mikołaja II Aleksandrowicza Romanowa. Skąd więc ta hipoteza, że ostatnim carem był Michał II?

Żeby znaleźć odpowiedź na to pytanie, trzeba się przenieść do 14 września 1917 r., kiedy Dyrektoriat Rządu Tymczasowego proklamował powstanie Republiki Rosji. Po raz pierwszy w swej historii ten olbrzymi kraj, stanowiący dotychczas osobistą własność carów, przeobrażał się w państwo aspirujące do tytułu demokracji parlamentarnej. Pół roku wcześniej, 15 marca 1917 r., car Mikołaj II, zmuszony przez Dumę Państwową i zawiedzionych jego dowodzeniem generałów, podpisał akt abdykacyjny w imieniu swoim i swojego syna, 13-letniego carewicza Aleksego. Podręczniki do historii przedstawiają abdykację Mikołaja II jako ostateczny upadek rosyjskiej monarchii. Nazywają nawet Mikołaja II ostatnim carem Rosji. Jednak stosując zasady legitymizmu – poglądu głoszącego nienaruszalność praw dynastii panujących, sformułowanego w czasie kongresu wiedeńskiego przez Talleyranda – władzę cesarską i godność cara Rosji objął wielki książę Michał Aleksandrowicz Romanow. Abdykacja Mikołaja II uwarunkowana była przekazaniem władzy młodszemu bratu. Mikołaj tylko ze względu na ten warunek zgadzał się zrzec korony. Jego abdykacja samoczynnie czyniła Michała cesarzem i samodzierżawcą Rosji. Jak długo istniało Imperium Rosyjskie, którego suwerenem był car, tak długo władza monarsza „spływała" na pomazańca nawet wbrew jego woli.

Wielki książę Michał nie był jednak człowiekiem naiwnym ani głodnym władzy. Doskonale zdawał sobie sprawę, że trzy wieki absolutnego panowania Romanowów nad Rosją dobiegły końca. Bezsenna noc z 15 na 16 marca była najtrudniejszą i jednocześnie najważniejszą w jego życiu. Tej nocy był carem, którego kusiła perspektywa przeprowadzenia umiarkowanych reform demokratycznych. Jednak po długiej naradzie ze swoimi doradcami doszedł do wniosku, że przyjmie koronę tylko wtedy, gdy przekaże mu ją konstytuanta, mimo że nie wymagał tego porządek ustrojowy państwa, którego władcą już został. To „wola Boga", jak uważali monarchiści, czyniła go cesarzem, a nie decyzja poddanych. Czy należy zatem Michała Aleksandrowicza Romanowa, czwartego syna cesarza Aleksandra III i Marii Fiodorowny z domu Glücksburg, zaliczyć w poczet carów Rosji? Osobiście nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Imperium Rosyjskie jako podmiot prawa międzynarodowego zakończyło swoje istnienie dopiero 14 września 1917 r., a to oznacza, że de iure głową państwa, niezależnie od wyrażonej woli, był cesarz Michał II.

Dynastia Romanowów kończyła swoje dzieje w spektakularny i symboliczny sposób. 3 marca 1913 r., zaledwie cztery lata przed abdykacją, Mikołaj II uroczyście obchodził 300-lecie wstąpienia rodu na tron. Tylko jeden człowiek, wbrew wszelkiej logice, wieszczył wówczas koniec panowania Romanowów. Tiumeński chłop Grigorij Jefimowicz Rasputin, przewidując własną męczeńską śmierć, ostrzegał rodzinę panującą przed zbliżającym się końcem imperium. „Widzę tragiczną przyszłość, która spotka mnie, carową i całą Rosję. Umrę w strasznych mękach – oświadczył przerażonej carycy. – Po śmierci moje ciało nie zazna spokoju. Potem ty, pani, stracisz koronę. Ty i twoje dzieci zostaniecie zamordowani, podobnie jak cała twoja rodzina. Rosja pogrąży się w ciemnościach i wpadnie w szpony diabła". Niezależnie od tego, jak oceniamy paranormalne zdolności Rasputina, nie sposób odmówić trafności jego przepowiedni.

Należy jednak sprostować pewne fakty, które błędnie funkcjonują w publicznej świadomości. 17 lipca 1918 r. w Jekaterynburgu nie zamordowano ostatniego cara Rosji, ale byłego cesarza, który miał prawo posługiwać się co najwyżej tytułem wielkiego księcia. Miesiąc wcześniej, 13 czerwca, bolszewicy naprawdę zamordowali ostatniego cara Rosji, choć też posługującego się tytułem wielkiego księcia. Był nim jednak Michał II. Po abdykacji 16 marca 1917 r., która notabene wskazuje, że sam czuł się przez kilka godzin carem, władzę przekazał Rządowi Tymczasowemu pod kierownictwem księcia Gieorgija Jewgienjewicza Lwowa. Jak bardzo bał się korony, świadczy fakt, że dokument podpisał jako wielki książę. Z formalnego punktu widzenia mógł to jednak uczynić tylko jako monarcha. Abdykacja nie uratowała go przed strasznym losem. Pięć miesięcy po wybuchu rewolucji październikowej został wywieziony do więzienia w Permie. Ostatni car Rosji został rozstrzelany przez czekistów. Jego ciało spalono, a prochy rozsypano u stóp Uralu.