Reklama

Estonia tworzy parki przemysłowe dla firm zbrojeniowych

Wkrótce ogłosimy dużą inwestycję wielkiej międzynarodowej firmy o światowym zasięgu – zapowiada Erkki Keldo, minister gospodarki Estonii.

Publikacja: 20.11.2025 04:03

Erkki Keldo, minister gospodarki Estonii

Erkki Keldo, minister gospodarki Estonii

Foto: Materiały prasowe

Według Tax Foundation macie najbardziej konkurencyjny system podatkowy w krajach OECD...

...od 12 lat. Jesteśmy z tego naprawdę dumni. Nie wyobrażam sobie, byśmy spadli na drugie miejsce.

Zawdzięczacie to głównie estońskiemu CIT. Czy on naprawdę przyciąga inwestycje?

Tak. To fundament. Nie mamy tradycyjnego CIT: nie płacisz podatku dochodowego, jeśli inwestujesz w firmę, w maszyny, chcesz zwiększyć eksport, zatrudnić więcej ludzi. Płacisz, kiedy bierzesz dywidendę. To daje estońskim firmom więcej kapitału i przyciąga inwestycje zagraniczne. No i oczywiście nie mamy progresywnego systemu podatkowego, jak większość krajów europejskich.

Jak jest jego stawka?

22 proc. Kiedyś była niższa, wzrosła rok temu. To nieco więcej, niż byśmy sobie życzyli jako ekonomiczni liberałowie, ale wydatki na obronę w tym roku wynoszą 3,4 proc. PKB. W przyszłym i kolejnych będzie to co najmniej 5 proc. To nowy poziom w NATO, który osiągną może dwa lub trzy kraje, a Polska będzie jednym z nich.

Ekonomiści mówią, że rynek kredytowy rośnie dość szybko. Ludzie kupują nowe domy, mieszkania. Firmy, którym ze względu na wysoki EURIBOR przed kilkoma laty biznesplan nie wypalił, sięgają po projekty odłożone na półkę i zaczynają je wdrażać

Jak chcecie finansować wydatki obronne?

Podnieśliśmy też VAT. Nieznacznie podnieśliśmy podatek dochodowy, ale w przyszłym roku nieco obniżamy podatki od pracy. W Estonii każdy będzie miał przynajmniej 700 euro miesięcznie kwoty wolnej, powyżej której podatek wyniesie 22 proc., bez progresji. To pomoże osobom o niższych dochodach. Tak jak w większości krajów europejskich, nasi konsumenci wstrzymują się z zakupami z powodu niepewności co do przyszłości. Dzięki zmianom podatkowym w ich rękach zostanie 800 mln euro, co doda napędu gospodarce. Estoński bank centralny prognozuje 0,6-proc. wzrost PKB w tym roku, a w przyszłym – ponad 3 proc., co jest całkiem dobrym wzrostem...

Reklama
Reklama

...zwłaszcza gdy go porównać z recesją z 2024 r.

Mamy dość wysoką inflację (w październiku 4,6 proc. r/r – red.). W 2026 r. spadnie ona o około 3 (pkt.) proc., a przeciętne wynagrodzenie wzrośnie o około 6 proc. Ludzie będą mieli większą siłę nabywczą. W Estonii średnia płaca wynosi około 2100 euro. Dla kogoś, kto zarabia ową średnią zmiany podatkowe oznaczają 13. pensję. Mamy nadzieję, że to konsumentów zachęci do zakupów, a nawet inwestycji. Ekonomiści mówią, że rynek kredytowy rośnie dość szybko. Ludzie kupują nowe domy, mieszkania. Firmy, którym ze względu na wysoki EURIBOR przed kilkoma laty biznesplan nie wypalił, sięgają po projekty odłożone na półkę i zaczynają je wdrażać.

Czytaj więcej

Szczyt NATO: Europa ma wydawać 5 proc. PKB na obronność w 2032 roku

Gospodarkę Estonii finansują głównie banki?

Tak. Z drugiej strony mamy Enterprise Estonia, który udziela pożyczek lub gwarancji firmom. Oficjalnie podlega mojemu ministerstwu. Wydałem instrukcje, żeby podejmował większe ryzyko, oczywiście skalkulowane. Estońskie firmy są zwykle małe i średnie. Nasza gospodarka jest dość mała, dlatego gdy ktoś chce rozwijać biznes, od początku nastawia się na eksport. Dlatego oferujemy różne gwarancje finansowe.

Choć macie dobry system podatkowy, geografii nie zmienicie. A tu, bądźmy szczerzy, jesteście w najgorszym położeniu względem Rosji.

Nie powiedziałbym tego. Jesteśmy w NATO, jesteśmy w UE. Przez ostatnie 10-15 lat wydawaliśmy więcej niż inni na obronność. W przeszłości istniały różne plany obronne NATO, na papierze. Ale teraz, po pełnoskalowej agresji Rosji na Ukrainę, to, co było na papierze, staje się rzeczywistością. Musimy w Estonii bardzo szybko rozwijać nasze możliwości (obronne – red.). Jak to finansujemy? Pożyczamy więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej. Budżet ma dość duży deficyt, ale nie tak duży jak w Polsce. Nasze finanse wciąż są w lepszej kondycji niż w większości krajów europejskich, a nasz dług publiczny jest najniższy lub drugi z najniższych w UE (najbliżej jest Bułgaria).

Jaka jest jego wielkość?

Nieco ponad 20 proc. PKB. Deficyt w tym roku będzie wynosił 0,9 PKB, ale na przyszły prognozujemy ponad 4 proc. PKB, bo wydamy prawie 1 mld euro na obronę. A wracając do pytania o geografię i Rosję, to patrząc na historię, nigdy nie chodziło tylko o jedno państwo: czy to Estonia, czy Kraje Bałtyckie, chodzi o wartości. Następuje kolizja dwóch światów. Żyjemy obok Rosjan po ponownym odzyskaniu niepodległości od ponad 30 lat. Znamy ich. Niestety Putin i jego „osiągnięcia”... Cóż, ci ludzie znają tylko jeden język. Język siły. Trzeba pokazać siłę. Dlatego inwestujemy dużo w obronność.

Czytaj więcej

Estonia uznaje działania Rosji na Ukrainie za ludobójstwo
Reklama
Reklama

Nie macie wątpliwości co do NATO, zwłaszcza słuchając niektórych wypowiedzi prezydenta Trumpa?

Nie, jeśli się naprawdę słucha tego, co mówił w czasie pierwszej kadencji i teraz, że Europa musi się ogarnąć, bo większość krajów europejskich, tych większych, nie spełniła kryteriów NATO. Relacje transatlantyckie są dla Europy, dla Estonii naprawdę ważne. I pod względem gospodarczym, i bezpieczeństwa. Jedną z lepszych rzeczy, jakie z tego wynikły, jest to, że Europa, Unia Europejska, teraz nie tylko myśli, ale i działa, by sfinansować własną obronność, by pobudzić nasz przemysł zbrojeniowy do szybkiego rozwoju. To dobry znak, bo musimy się zjednoczyć. Być może niektóre rządy czy kraje w Europie patrzyły zbyt entuzjastycznie na USA, ale wiemy, że inwestujecie ogromne sumy w swoją obronność. Jesteśmy w NATO. Pomożecie nam. Ale to wspólny sojusz, każdy musi wnieść swój wkład. To naprawdę dobra zmiana, że kraje NATO zgodziły się na 3,5 proc. PKB wydatków na tradycyjną obronę plus 1,5 proc. (na infrastrukturę obronną – red.).

Uruchomiliśmy specjalny fundusz. Dzięki niemu ktoś, kto zainwestuje w Estonii co najmniej 100 mln euro, stworzy nowe miejsca pracy, jest zorientowany na eksport i ma produkty o wysokiej wartości dodanej, otrzyma 10-15-proc. zwrot gotówki, maksymalnie do 20 mln euro

Nie ma pan wrażenia, że to trochę za późno?

Lepiej późno niż wcale. Wiemy, kto jest naszym sąsiadem. Jestem naprawdę zadowolony, że Europejczycy lepiej to rozumieją. My mówimy już od 20 lat, co Putin i Rosja sobą reprezentują. To nie jest pokój, to nie są wartości demokratyczne. To nigdy nie jest pytanie o jedno państwo, o nas. To pytanie, czy demokratyczny sojusz, taki jak NATO czy UE, działa. Jestem przekonany, że te sojusze działają. Prezydent Trump powiedział, że on również wierzy w NATO, ale chce, aby inni też robili to, co do nich należy. Nigdy nie było mowy o tym, żeby NATO się rozpadło. Pochwalił Polskę i Estonię za to, że wkładają w to wysiłek już od lat. Na szczeblu europejskim, na różnych szczytach NATO, zawsze musimy pamiętać, że każdy musi dołożyć swoją cegiełkę. Jeśli świat oszaleje, jak to się dzieje teraz, to my musimy być ostoją stabilności, nadziei, racjonalności. Oznacza to, że musimy jeszcze ściślej współpracować w UE i NATO.

Finlandia i Szwecja przystąpiły do NATO. Toczyły dyskusje, nie wiem, ile dekad, ale ponieważ uznały, że o wiele bardziej logiczne i bezpieczne jest bycie z przyjaciółmi i sojusznikami, którzy podzielają ich poglądy, dołączyły do nas. Teraz Bałtyk jest zasadniczo wewnętrznym morzem NATO. Te zmiany dają więcej pewności. Każdy kraj europejski z osobna jest słabszy niż jesteśmy razem. Musimy współpracować. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte powiedział, że już teraz produkujemy więcej na potrzeby naszej obrony niż Rosjanie.

Chodzi o pociski kalibru 155 mm.

Podoba mi się szybkie tempo, w jakim rozwija się przemysł obronny w różnych krajach. Chcielibyśmy, żeby rozwijał się jeszcze szybciej. To pokazuje, że nawet demokracje, nawet Unia Europejska, jeśli chcemy i jeśli poświęcimy na to pieniądze i umysł, mogą działać szybciej.

Kilka miesięcy temu pojawiły się trzy nowe inwestycje, łącznie za 440 mln euro. Przyciągnęliśmy je dzięki temu jednemu narzędziu, mimo że w trudnych czasach w całej Europie inwestycje maleją

Reklama
Reklama

Czy zaufanie zagranicznych inwestorów jest tak silne jak pana? Jaki jest napływ zagranicznych inwestycji do Estonii?

Tak, jest silne. Co prawda w ostatnim roku ich napływ spadał, ale tak było w całej Europie. Chodzi o jej konkurencyjność. To kolejna rzecz, na której nam zależy. Jednym z największych problemów jest to, że nasz sektor ICT nie rozwija się tak, jak w USA czy Chinach. To pytanie o to, czy nadmiernie nie regulujemy sztucznej inteligencji, pracy, a jednocześnie chcemy, aby gospodarka się rozwijała. Chcemy przecież być bardziej konkurencyjni, przyciągać talenty, kapitał.

Jestem ministrem od nieco ponad roku i jedną z moich pierwszych inicjatyw w rządzie był szeroki pakiet działań na rzecz inwestycji. Nie mieliśmy wcześniej tego w Estonii, ale chcąc być konkurencyjni wobec sąsiadów uruchomiliśmy specjalny fundusz. Dzięki niemu ktoś, kto zainwestuje w Estonii co najmniej 100 mln euro, stworzy nowe miejsca pracy, jest zorientowany na eksport i ma produkty o wysokiej wartości dodanej, otrzyma 10-15-proc. zwrot gotówki, maksymalnie do 20 mln euro (więcej nie da się z powodu europejskich przepisów).

Kilka miesięcy temu pojawiły się trzy nowe inwestycje, łącznie za 440 mln euro. Przyciągnęliśmy je dzięki temu jednemu narzędziu, mimo że w trudnych czasach w całej Europie inwestycje maleją. Teraz wspólnie z Ministerstwem Obrony Narodowej tworzymy specjalne parki przemysłu obronnego, do których mogą wejść firmy zbrojeniowe. Wykonujemy wszystkie prace przygotowawcze: plany, pozwolenia, budowę infrastruktury. Odbyło się postępowanie o udzielenie zamówienia publicznego, w którym mogą uczestniczyć firmy. Mamy już dwa parki przemysłu zbrojeniowego, gdzie firmy mogą rozpocząć budowę swoich fabryk.

Czy jakieś firmy już się pojawiły? Tydzień temu Litwa ogłosiła, że Rheinmetall zbuduje fabrykę pocisków 155 mm. Kilka miesięcy temu to samo ogłosiła Łotwa. Co z Estonią?

Rozmawiałem z ministrem obrony i wkrótce powinno być oficjalne ogłoszenie o naprawdę bardzo dużej inwestycji.

Której firmy?

Nie mogę tego powiedzieć.

Reklama
Reklama

Europejskiej, amerykańskiej?

Są rozmowy z naprawdę dużą międzynarodową firmą o globalnym zasięgu. A mniejsze i średnie mogą rozwijać swoją technologię dronów, amunicji. Budować fabryki w parkach przemysłu obronnego. Część z nich to firmy estońskie, a część – inwestorzy zagraniczni. Ważne jest, aby w tych szalonych czasach pokazać, że przyciągamy naprawdę dużych inwestorów, ponad 100 mln euro. I mamy dynamicznie rozwijający się przemysł zbrojeniowy.

Inwestowanie w Estonii jest godne zaufania. Można coś zbudować, mimo że w całej Europie panuje efekt NIMBY (ang. not in my backyard, nie na moim podwórku). Dlatego tłumaczę w estońskich mediach, że jeśli chcemy, żeby nasza gospodarka się rozwijała, potrzebujemy inwestycji zagranicznych. Potrzebujemy więcej energii, jeśli możliwe, to odnawialnej. Bo wiele firm potrzebuje (zielonych – red.) certyfikatów.

Ludzie, którzy wymyślili wraz ze Szwedami Skype'a, kiedy został on sprzedany Microsoftowi, wywołali ogromny efekt uboczny. Pojawiło się wielu młodych milionerów. Mieli po 20, 30 lat i dużo pieniędzy. Założyli nowe firmy IT, co szybko rozwinęło ten sektor

Jaki jest miks energetyczny w Estonii?

Najszybciej rozwija się energia odnawialna: wiatrowa i słoneczna. Tradycyjnie mieliśmy energię z ropy z łupków, ale jej udział maleje, bo jeśli rynkowe ceny prądu są średnie lub niskie, to ona nie trafia na rynek. Są elektrownie na gaz, jest biogaz. Będziemy rozwijać różne rodzaje OZE, ale w ich przypadku konieczne jest magazynowanie energii.

Estońska firma buduje elektrownię szczytowo-pompową niedaleko Tallina, w Paldiski (wykorzystuje podziemne zbiorniki wody – red.), która pompuje wodę do zbiornika, gdy ceny prądu są niskie, a gdy ceny są wysokie, można skorzystać z tej naprawdę taniej energii. Firma próbuje eksportować ten pomysł, bo ma on podwójne zastosowanie: gdyby wydarzyło się coś takiego jak na Ukrainie, podziemne instalacje energetyczne byłyby odporne na bombardowania.

Reklama
Reklama

Czy w Estonii jest wystarczająco dużo kapitału wysokiego ryzyka, np. Venture Capital?

Zdecydowanie potrzebujemy go więcej.

Czy wobec tego popiera pan ideę unii rynków kapitałowych w UE?

Tak. Potrzebujemy więcej kapitału, bo w Europie jednym z największych problemów jest to, że nawet jeśli mamy innowacyjne technologie, naprawdę dobre startupy lub małe firmy, to gdy chcą one rozwinąć produkcję przemysłową, trudno im pozyskać pieniądze na inwestycje na dużą skalę. Potrzebujemy lepszego finansowania. To pytanie o to, czy te talenty, firmy, zostaną w Europie, czy przeniosą się do USA?

Jak np. Skype, który został połknięty najpierw przez eBay, a potem przez Microsoft. Tworzymy w Europie startupy, a one idą do USA po kapitał, a jednocześnie Europa eksportuje kapitał za Atlantyk. To szaleństwo.

Zgadzam się, ale Skype'a to jedna z estońskich historii sukcesu. Jesteśmy znani głównie jako światowy lider w dziedzinie technologii cyfrowych i wciąż jesteśmy, jak sądzę, jedynym krajem, w którym wszystkie usługi publiczne są w 100 proc. dostępne online. A jak to się stało? W latach 90. mieliśmy naprawdę innowacyjne i przedsiębiorcze podejście. Mieliśmy możliwość budowy ekosystemu cyfrowego, ale jednocześnie bardzo ściśle współpracowaliśmy z sektorem prywatnym.

I gdzie w tym wszystkim jest Skype?

Ludzie, którzy go wymyślili wraz ze Szwedami, kiedy został on sprzedany, wywołali ogromny efekt uboczny. Pojawiło się wielu młodych milionerów. Mieli po 20, 30 lat i dużo pieniędzy. Założyli nowe firmy IT, co szybko rozwinęło ten sektor. I jak wiecie, nadal jesteśmy numerem jeden, przynajmniej w Europie, pod względem liczby jednorożców na milion mieszkańców. I to się nie kończy. Dlatego bardzo ściśle współpracujemy z różnymi stowarzyszeniami założycieli firm. Myślimy, jak zbudować ekosystem startupów, jak lepiej współpracować z Krajami Bałtyckimi, Skandynawią. Dlaczego nie z Polską?

Patrząc na każdego z osobna, z globalnej perspektywy wszyscy jesteśmy mali, nawet Polska. Nasza szansa na większą konkurencyjność to współpraca, by wykorzystać potencjał wszystkich gospodarek wewnętrznych. To dałoby możliwość szybszego skalowania biznesu. Ale potem pojawiłoby się pytanie, czy te firmy powinny pozostać w Europie? Nie powinny przenosić się do USA. Wobec tego, jakiego środowiska biznesowego tak naprawdę potrzebujemy? Jeśli się nie mylę, nie ma żadnej europejskiej firmy w pierwszej dziesiątce, a nawet w dwudziestce najcenniejszych firm na świecie.

Reklama
Reklama

Macie w Estonii tzw. e-rezydencję. Jak bardzo jest popularna?

E-rezydencja to zdecydowanie historia sukcesu. Można w dowolnym miejscu na świecie korzystać z estońskiej tożsamości cyfrowej, aby rozpocząć biznes, świadczenie usług cyfrowych jako cyfrowy nomada. Z roku na rok zyskuje na popularności. Właśnie obchodziła 10-lecie istnienia. Przyniosła już estońskiej gospodarce dziesiątki milionów euro dochodu.

A czy nie przyciąga przestępców?

Nie. Trzeba przejść bardzo szczegółowe badania swojej przeszłości. Wiemy, jakie zagrożenia istnieją w świecie cyfrowym. Przyciąganie nowych talentów jest bardzo ważne, ale równie ważne jest, aby wiedzieć, że przychodzi i chce robić prawdziwy biznes, a nie być przestępcą. To coś, na co zwracają uwagę różne estońskie agencje bezpieczeństwa. To ważne, bo społeczeństwo będzie korzystać z usług cyfrowych tylko wtedy, gdy wie, że są dobrze chronione, godne zaufania, dostępne i transparentne.

O rozmówcy

Erkki Keldo

Od lipca 2024 r. minister gospodarki Estonii. Polityk młodego pokolenia (rocznik 1990), startował jako samorządowiec. Członek władz liberalnej Estońskiej Partii Reform. Absolwent nauk politycznych na Uniwersytecie w Tallinie (2013).



Gospodarka
Walka o Mercosur. KE sypnęła pieniędzmi na WPR i nawozy by uspokoić rolników
Gospodarka
Walka o Grenlandię: Donald Trump może próbować przekupić innuickich polityków
Gospodarka
W Rosji wszystko drożeje. Święta w cieniu podwyżek
Gospodarka
Miliardy Kremla utopione w Wenezueli. Ile straciła Rosja na upadku Maduro
Gospodarka
Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP: Jeszcze zdrowszy i stabilniejszy wzrost
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama