Reklama

Przyszłość medycyny, także tej na froncie? Nie drony, a roboty

Choć drony latające stały się już standardem w działaniach ratowniczych na polu walki, ich możliwości mają swoje granice. Uzupełnić je mogą roboty naziemne, które mogą działać tam, gdzie bezzałogowe statki powietrzne nie wystarczą.

Publikacja: 10.01.2026 09:13

Innowacje w medycynie pola walki pojawiają się i będą pojawiały, szczególnie z uwagi na trwającą woj

Innowacje w medycynie pola walki pojawiają się i będą pojawiały, szczególnie z uwagi na trwającą wojnę w Ukrainie.

Foto: Flyby Technology

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak drony i systemy bezzałogowe zmieniają medycynę pola walki?
  • Jak wojna w Ukrainie wpłynęła na rozwój i zastosowanie dronów?
  • Jakie są ograniczenia i potencjał wykorzystania dronów w sytuacjach wojennych?
  • Dlaczego trwają prace nad robotami naziemnymi w kontekście pomocy medycznej?
  • Jakie innowacje w triażu medycznym oferują drony wyposażone w biosensory?
  • W jaki sposób drony i roboty mogą się wzajemnie uzupełniać w zastosowaniach medycznych?

Współczesne pole walki coraz częściej jest obsługiwane przez systemy bezzałogowe. Pomoc medyczna dociera do rannych z powietrza, po wodzie i drogą lądową. Obecnie najpopularniejsze są bezzałogowe statki powietrzne (UAV), często określane mianem „dronów”. Drony to także maszyny pływające oraz bezzałogowe pojazdy naziemne (UGV).

W Europie wykorzystanie tych sprzętów i ich dynamiczny rozwój obserwujemy od lutego 2022 r., czyli od momentu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę.

Wojna dronów zmieniła system niesienia pomocy

Maszyny te służą zarówno do zadawania zniszczeń, jak i niesienia pomocy rannym. Obecnie praktycznie w ogóle nie stosuje się konwencjonalnych środków bojowych, a medycy rzadko pojawiają się na pierwszej linii frontu, ponieważ również ich Rosja obrała za cel ataków. Jak informuje MedGlobal, amerykańska organizacja pozarządowa niosąca pomoc medyczną w Ukrainie, w 2024 r. liczba ataków na służby ratownictwa medycznego wzrosła czterokrotnie w porównaniu z rokiem poprzednim. Obejmuje to również ataki typu double-tap, w których po pierwszym uderzeniu drona następuje kolejne – już po przybyciu ratowników na miejsce zdarzenia. W takich realiach obecność medyka na polu walki staje się coraz większym zagrożeniem.

– Z punktu widzenia pomocy medycznej wojna w Ukrainie wywróciła wszystkie dotychczasowe schematy. Ewakuacja i udzielanie pomocy na miejscu walki lub w jej bezpośrednim sąsiedztwie stały się jednym z największych wyzwań dla medyków. Trudno też przewidywać, jak będą wyglądały przyszłe konflikty – czy dominować będzie ostrzał artyleryjski, bombardowania, czy masowe użycie dronów. W związku z tą dynamiką konfliktu nieustannie opracowywane są nowe metody działania i rozwiązania medyczne. Jest to jednak proces ciągłej rywalizacji – każda nowa technologia niemal natychmiast spotyka się z odpowiedzią drugiej strony, która próbuje ją zneutralizować. Dokładnie to obserwujemy w Ukrainie od kilku lat – tłumaczy prof. Robert Gałązkowski, były dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wojsko kupuje drony kamikadze za 100 mln zł. Dostawa ekspresowa

Drony – od pola walki po cywilne akcje ratunkowe

Bezzałogowe statki powietrzne są obecnie głównym wsparciem dla medyków wojskowych. Umożliwiają szybkie dostarczenie wyposażenia medycznego, bez potrzeby wysyłania ludzi w strefy zagrożenia. – Drony są szybkie i stosunkowo tanie. Mogą dostarczać opaski uciskowe czy leki. Ponadto, używając ich, nie ryzykujemy kolejnego ludzkiego życia, ponieważ operator może sterować nimi ze znacznej odległości, z ukrycia – tłumaczy Paweł Wiktorzak, ratownik medyczny z Wojskowego Instytutu Medycznego.

Ich zastosowanie nie kończy się jednak na działaniach wojskowych. W cywilnych akcjach ratunkowych – zwłaszcza w górach i trudno dostępnych terenach – drony mogą wstępnie ocenić sytuację, zanim zespół ratowniczy dotrze na miejsce. Dzięki temu ograniczają ryzyko wejścia ratowników w potencjalnie niebezpieczne obszary.

Czytaj więcej

Powstaje konsorcjum chirurgii robotowej. Inicjatorem jest wojsko

Mimo ogromnego potencjału, drony mają naturalne ograniczenia. Największym pozostaje udźwig – zwykle nie przekracza on kilkudziesięciu kilogramów, dlatego trwają prace nad stworzeniem maszyny o większej ładowności. W ramach projektu MEWA MED testowany jest dron transportowy, zdolny unieść ładunek nawet do 120 kg. Jego praktyczne wykorzystanie napotyka jednak bariery prawne – obecne przepisy nie pozwalają na takie użycie drona. Ponadto, jak zauważają specjaliści, tam, gdzie możliwy jest transport naziemny, wciąż pozostaje on preferowaną formą ewakuacji rannego z pola walki. – Na ten moment trudno sobie wyobrazić, by możliwe było powszechne wykorzystanie dronów do transportu pacjentów – mówi Paweł Wiktorzak. – Zarówno względy prawne, jak i medyczne stawiają tu wyraźne ograniczenia – dodaje.

Ewakuacja dronem latającym nie wydaje się również najrozsądniejszym rozwiązaniem z uwagi na masowe zwalczanie tych maszyn przez obie strony. – Patrząc na charakter działań wojennych w Ukrainie, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy byłoby to rozwiązanie trwałe i rzeczywiście skuteczne – zastanawia się prof. Gałązkowski. Mimo że drony wykorzystywane do niesienia pomocy posiadają specjalne oznaczenia, istnieje duże ryzyko nadużyć na tym polu. – Druga strona może nadużywać tych oznaczeń, wykorzystując je do ataku. Dron wyglądający na ratunkowy może w rzeczywistości przenosić ładunek bojowy. To czyni sytuację wyjątkowo niebezpieczną, zwłaszcza że nie istnieją dziś w pełni skuteczne i niezawodne systemy antydronowe – dodaje były prezes LPR.

Reklama
Reklama

Dlatego eksperci największy potencjał wykorzystania bezzałgowych maszyn nadal widzą w dostarczaniu materiałów medycznych na pole walki.  – Wykorzystanie dronów i pojazdów autonomicznych do dostarczania leków i materiałów medycznych bez narażania personelu powinno stać się przyszłością systemu zabezpieczenia medycznego – podkreśla gen. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – PIB. 

Rój dronów to przyszłość triażu w trudnych warunkach

Dynamicznie zmieniające się realia współczesnych konfliktów, a w szczególności wojna w Ukrainie, zmuszają do rozwijania coraz bardziej zaawansowanych technologii dronowych. W Wojskowym Instytucie Medycznym zakończono właśnie projekt MILGEOMED, którego celem było stworzenie roju dronów wykonujących automatyczny triaż. Wyposażone w biosensory i radar szumowy urządzenia potrafią zdalnie mierzyć tętno, oddech i inne parametry życiowe. – Dane te wspierają decyzje o priorytetach medycznych, ułatwiając segregację rannych jeszcze przed dotarciem ratowników na miejsce zdarzenia – tłumaczy Paweł Wiktorzak. 

To rozwiązanie nie tylko przyspiesza ocenę sytuacji, ale również chroni życie zespołów ratowniczych, zmniejszając konieczność wchodzenia w najbardziej niebezpieczne obszary. Stosowanie biosensorów w medycynie pola walki nie jest jednak nowością, ale zamontowanie ich na dronach i wykorzystanie roju dronów do triażu już tak. – Mamy różnego rodzaju sensory, urządzenia, za pomocą których zbieramy informacje, sygnały biologiczne, które określają stan funkcji życiowych danej osoby i transmitowane są do centrów medycznych, aby tam zdefiniować, jakiej pomocy ranny potrzebuje – wskazuje gen. Gielerak.

Nadchodzi era robotów naziemnych w medycynie pola walki?

Gdy drony latające osiągają granice swoich możliwości, ich naturalnym uzupełnieniem stają się roboty naziemne. Nie są one nowością, ale dopiero współczesny rozwój technologii – szczególnie sztucznej inteligencji i modularnych konstrukcji –  otwiera przed nimi zupełnie nowe zastosowania.

Jednym z producentów takich maszyn jest Shark Robotics – firma tworząca modułowe roboty operacyjne, używane m.in. przez strażaków do gaszenia pożarów. Ich odporność na ekstremalne warunki, kompaktowe wymiary, wysoka moc i duża ładowność (do 800 kg) sprawiają, że mogą one stać się ważnym elementem wsparcia na polu walki. – Po ostatnim wyjeździe na Ukrainę myślimy, jak dostosować te maszyny do specyfiki pola walki. Uważamy, że podstawowe cechy, które już spełniamy w bazowej wersji robota, czyli bardzo wysoka odporność, mały rozmiar, ale duża moc, możliwość przejścia przez drzwi i wchodzenia po schodach, są bardzo przydatne w obronności. Słuchamy teraz potrzeb zgłaszanych przez żołnierzy – mówi Bruno Cruchant, Chief Public Affairs Officer w Shark Robotics.

Czytaj więcej

Prof. Piotr Czauderna, doradca prezydenta: Potrzebujemy sieci bezpieczeństwa medycznego
Reklama
Reklama

Roboty tej firmy są odporne na zakłócenia łączności oraz mogą pracować w środowisku CBRN, czyli skażonym chemicznie, biologicznie, radiologicznie lub jądrowo. Ograniczeniem pozostaje natomiast zasięg działania, który zwykle nie przekracza 500 metrów – znacznie mniej niż w przypadku dronów latających, operujących na dystansach nawet do 20 km. – Nasz robot może już teraz przenosić rannego żołnierza. Problemem jest tylko kwestia dystansu. Dotychczas większy nacisk kładliśmy na autonomię baterii, odporność na zakłócenia łączności oraz na wytrzymałość i moc robotów niż na daleki zasięg. Ale oczywiście, jeśli pojawi się taka potrzeba, będziemy nad tym pracować – wskazuje Cruchant. 

Drony i roboty mogą się wzajemnie uzupełniać

Choć żadne z tych rozwiązań nie zastąpi personelu medycznego, zarówno drony, jak i roboty mogą znacząco odciążyć ratowników. – Największą zaletą bezzałogowych platform jest to, że nie musimy ryzykować ludzkiego życia – podkreśla Paweł Wiktorzak.

W praktyce jednak wojna w Ukrainie pokazała, jak szybko dotychczasowe schematy przestają być aktualne. – Z informacji przekazywanych przez kolegów i koleżanki z Ukrainy wiemy, że na karetkach stosowane są systemy antydronowe i antyradarowe, jednak Rosjanie nieustannie je modyfikują, zmieniając m.in. częstotliwości i systemy łączności. Rozwiązanie, które jeszcze dwa tygodnie wcześniej skutecznie ostrzegało przed nadlatującym dronem, po krótkim czasie przestaje być bezpieczne. Ta ogromna dynamika działań stanowi poważne utrudnienie – zaznacza prof. Gałązkowski.

W takich warunkach przyszłość medycyny pola walki nie polega na prostym wyborze między dronami a robotami, lecz na synergicznym połączeniu ich możliwości. Statki powietrzne nadal będą odgrywać kluczową rolę w dostarczaniu zaopatrzenia medycznego, jednak ich podatność na wykrycie i zakłócanie rodzi poważne pytania o bezpieczeństwo, zwłaszcza w kontekście ewakuacji rannych. Dlatego też coraz większe znaczenie będą zyskiwać bezzałogowe pojazdy naziemne – trudniejsze do wykrycia i bardziej odporne na zakłócenia.

Czytaj więcej

Gen. Dariusz Łukowski: Najlepszy moment, aby wdrożyć reformę dowodzenia, właśnie mija
Innowacje w medycynie
Algorytmy kontra mózg dziecka, czyli dzieci i jednoręki bandyta
Innowacje w medycynie
Cyfrowe wsparcie zamiast cyfrowej samotności. Geriatria ma szansę wejść w nową epokę
Innowacje w medycynie
Od papieru do chmury. Jak cyfryzować ochronę zdrowia w Polsce
Innowacje w medycynie
Wojciech Fendler: Na odkrycia warte nagrody Nobla musimy w Polsce jeszcze poczekać
Innowacje w medycynie
Polka zwycięża w plebiscycie liderek światowej biotechnologii
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama