Amerykański Departament Skarbu wprowadził w poniedziałek dla podmiotów z USA zakaz przeprowadzania transakcji z Bankiem Rosji, Ministerstwem Finansów Federacji Rosyjskiej oraz rosyjskim państwowym Funduszem Narodowego Dobrobytu. Oznacza to, że ta część z rezerw walutowych Banku Rosji, która jest trzymana (jako elektroniczny zapis księgowy) w nowojorskim oddziale Rezerwy Federalnej, została de facto zamrożona. Wcześniej sankcje na rosyjski bank centralny ogłosiła Unia Europejska. Bank Rosji może zostać odcięty również od rezerw trzymanych na Zachodzie.
Doszło więc do wielkiego paradoksu: rosyjski bank centralny posiada ogromne rezerwy (643 mld dol. na 18 lutego 2022 r.), ale nie będzie mógł użyć sporej części z nich. Rośnie więc rynkowy koszt ubezpieczenia przed bankructwem na rosyjskich obligacjach. Pod silną presją znalazł się też rubel, który tracił w ciągu poniedziałkowej sesji nawet 30 proc. wobec dolara. Bank Rosji ratował jego kurs, radykalnie podwyższając główną stopę procentową z 9,5 proc. do 20 proc. W dodatku nad krajem wisi widmo odcięcia części banków od systemu SWIFT (do przesyłania bezpiecznych wiadomości i zleceń płatniczych), co zapowiedziały Komisja Europejska i USA.
– Rosyjskie bankructwo jest teraz realną możliwością. To szokujące, jak szybko upada taki silny kraj – wskazuje Timothy Ash, ekonomista z firmy Blue Bay Asset Management.
Czytaj więcej
Choć rosyjski bank centralny dysponuje ogromnymi rezerwami, to sporej części z nich nie będzie mógł użyć z powodu sankcji. Inwestorzy wyprzedają wi...
Bojkot konsumencki
Rosja stała się „toksycznym" miejscem do inwestowania dla wielu firm. Coraz częściej decydują się one na demonstracyjne odcięcie od tamtejszego rynku. Przykładem tego jest choćby wstrzymanie przez koncern Apple wsparcia dla aplikacji rosyjskich firm objętych sankcjami czy zawieszenie przez Daimler Truck działalności biznesowej w Rosji. Popularność zdobywa też idea bojkotu konsumenckiego towarów z tego kraju. Sklepy w USA i Kanadzie wycofują już ze sprzedaży rosyjską wódkę.
– Z Rosji do Polski trafiają głównie surowce, jak ropa i gaz, a nie produkty gotowe, które kupują w sklepach konsumenci – mówi Miroslav Novák, główny analityk instytucji płatniczej Akcenta. – Przykładowo import rosyjskiego zboża konsumpcyjnego jest w Polsce bardzo mały. Konsumenci nie mają więc zbytniej możliwości skutecznego i dotkliwego bojkotu podczas zakupów. Jeśli Polska w ramach umowy z UE przestałaby importować ropę, gaz i węgiel, to rosyjska sprzedaż do Polski byłaby znikoma – dodaje.
Na rynku jest jednak sporo marek z tego kraju, do których bojkotu nawołują internauci. To m.in. dyskonty Mere czy sieci obuwnicze Kari i Centro. Najwięcej jest marek kosmetycznych, jak Babuszka Agafia, Natura Siberica, Cafe Mimi, Organic Shop, EO Laboratorie, Fitocosmetic, Planeta Organica. Rosyjska jest też firma Orimi, producent herbat marki Greenfield, producent modeli do składania Zvezda czy program antywirusowy Kaspersky.
Strach oligarchów
Koszty sankcji skłoniły już część rosyjskich oligarchów do wezwań o zakończenie konfliktu. Takie apele wygłosili m.in.: miliarderzy Oleg Deripaska i Michaił Fridman, a Roman Abramowicz pośredniczył w nawiązaniu rozmów między Rosją a Ukrainą. W oligarchów w poniedziałek uderzyła Szwajcaria, w której znajduje się jedna trzecia rosyjskich fortun trzymanych za granicą. M.in. zamrożone zostaną majątki osób już objętych sankcjami UE.