Pytanie powtarzane już do znudzenia. Czy waluta euro przetrwa?
Katarzyna Zajdel-Kurowska:
Uważam, że tak. Koszt rozpadu strefy euro byłby ogromny, nawet nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, jak bardzo druzgocący wpływ miałby na gospodarki poszczególnych państw, także Polski.
I dlatego mamy się zrzucić na nowy fundusz ratunkowy, płacić za błędy innych?
To jest pomoc, a nie płacenie za błędy innych. Polska ma prawie 100 miliardów dolarów rezerw w NBP. I może je lokować w sposób, który uzna za stosowny i gwarantujący szybki dostęp do pieniędzy. Mogą to być na przykład obligacje USA albo pożyczka dla MFW.
Czy to nie Europejski Bank Centralny powinien ruszyć na ratunek strefie euro?
Międzynarodowy Fundusz Walutowy został powołany, by ratować kraje będące członkami Funduszu, także państwa europejskie. Sądzę, że mamy jak najlepsze kompetencje i ogromne doświadczenie w stabilizacji systemów finansowego i monetarnego. Głosami, że nie wypada, by Europa pożyczała od MFW, proszę się nie przejmować, bo to już kiedyś w historii miało miejsce. Nie tak odległej.
W nowym funduszu MFW ma być 200 miliardów euro, Europejski Mechanizm Stabilizacyjny w przyszłym roku ma dysponować środkami około biliona euro... Ilość euro wydanych na ratowanie Europy może się okazać większa niż koszty upadku strefy?
Nie można w ten sposób dywagować... Koszty leczenia zawsze będą wyższe niż profilaktyki. Należało po prostu przestrzegać zasad traktatu i Paktu Stabilizacji. Ale jako że dyscyplina została złamana przez największych uczestników strefy euro, już na samym początku całego procesu...
Niemcy dopuścili się takiego łamania ponad 60-krotnie.
Nikt nie wie, jaka kwota pomocy utnie spekulacje o upadku... Niektórzy mówią, że tych pieniędzy zawsze będzie za mało
... i przykład poszedł z góry. Pozostałe kraje nie czuły presji, skoro inni mogą, to my też nie trzymamy dyscypliny budżetowej. Płacimy za życie ponad stan, za brak politycznej motywacji do przeprowadzenia reform.
Kwoty na ratowanie Europy, o których się mówi, wystarczą?
Nikt nie wie, jaka kwota pomocy utnie spekulacje o upadku..., niektórzy mówią, że tych pieniędzy zawsze będzie za mało. W tej chwili MFW dysponuje kwotą 400 miliardów dolarów. To są wolne środki, które mogą być w każdej chwili uruchomione. Ale czy wystarczy?
Obniżanie deficytu to w Europie już niemal fetysz, ale chęci do obniżania wielkich, socjalnych wydatków nie widać.
Ten proces już się rozpoczął. Ale tak jak w domowym budżecie – dopiero na końcu tniemy wydatki na rzeczy, z których najtrudniej nam jest zrezygnować. Dodatkowo ruszenie wydatków socjalnych często grozi wyjściem ludzi na ulice, wzrostem niezadowolenia społecznego, co znajduje odzwierciedlenie w spadku poparcia dla rządów, polityków i tym samym mniejszej chęci przeprowadzenia trudnych zmian.
Ale może nie jest jeszcze tak źle, by pozbywać się całego socjalnego tłuszczyku?
To już jest ten moment. Jeśli kogoś jeszcze nie objął program reform rekomendowany przez MFW dotyczący zabezpieczeń socjalnych, nie znaczy to, że nie powinien go wprowadzać. Wszyscy bez wyjątku powinni wyciągać lekcję z obecnej sytuacji.
I wtedy na ulice wyjdzie cała Europa.
I do czego to doprowadzi? Niepokoje społeczne pieniędzy nie dadzą. Rządzący powinni równomiernie rozłożyć koszty reform...
... żeby bogaci zapłacili więcej?
Nie, aby wszyscy zapłacili po równo...
... kwotowo czy procentowo?
Tu nie chodzi o wielkość wyłożonej na stół gotówki, ale o to, by obciążenia wynikające z reform rozkładały się na wszystkich w równym stopniu. Czy jest sprawiedliwe, aby niektóre grupy zawodowe przechodziły na emerytury znacznie wcześniej niż pozostali albo były zwolnione z płacenia podatków czy składek?
Tymczasem gdy Europa jest na językach wszystkich, o USA zrobiło się ciszej. Jakby kryzys za oceanem minął. Może powinniśmy wziąć z nich przykład... Ba, sami amerykańscy ekonomiści nam to doradzają...
To są nie tylko dwa różne organizmy gospodarcze, ale przede wszystkim dwie odmienne filozofie działania. W USA panuje wielki kult pracy, wszyscy wpatrują się przede wszystkim we wskaźniki dotyczące zatrudnienia i bezrobocia. I to one determinują wiele decyzji ekonomicznych za oceanem. Takiego podejścia w mandacie EBC nie ma. Dlatego po obu stronach Atlantyku są różne priorytety, różne sposoby działania. Europa stawia na niską inflację, Stany na jak najniższe bezrobocie. I nie mi oceniać, która opcja jest lepsza.
A bardziej efektywna?
Jeżeli spojrzymy tylko na liczby, wzrost PKB jest wyższy w Stanach niż w strefie euro, a inflacja porównywalna.
Porównując USA do strefy euro, kto jest w gorszej sytuacji?
A to zależy, pod jakim względem. Perspektywy wzrostu w strefie euro są znacznie gorsze niż w Stanach.
Spójrzmy tylko na finanse.
Obecnie poziom zarówno deficytu, jak i zadłużenia w stosunku do PKB w Stanach jest wyższy niż średnia w strefie euro. Ale jeśli Europa pogrąży się w recesji, sytuacja może ulec zmianie na niekorzyść strefy euro.
Polska sobie poradzi w całej tej sytuacji? Załóżmy, że zapowiedziane reformy zostaną zrealizowane, finanse trzymane w ryzach...
Głównym ryzykiem dla rozwoju polskiej gospodarki w tej chwili jest sytuacja zewnętrzna. Ona będzie determinowała przyszłość w około 75 proc., reszta zależy od nas.
Marzenia o naszym wyższym ratingu mogą się ziścić?
Uważam, że jest to coraz bardziej realna perspektywa. Tym bardziej że pierwsze sygnały już słyszeliśmy. Mamy dodatni wzrost gospodarczy i to wyższy, niż się wszyscy spodziewali, konsolidacja fiskalna jest prowadzona, i mamy bardzo stabilną sytuację polityczną
Ale nie brak słów, że to jest za mało.
Dla agencji ratingowych zawsze będzie za mało.
A jak MFW ocenia Polskę?
Wyniki ostatniej misji są bardzo pozytywne. MFW wskazał na silne fundamenty polskiej gospodarki oraz z zadowoleniem przyjął zapowiedziany plan reform. Zdaniem ekonomistów Funduszu polska gospodarka będzie się wciąż rozwijać, choć wolniej za sprawą wyhamowania w strefie euro w 2012 roku. W dalszej perspektywie wzrost będzie zależał od naszej konkurencyjności i efektów przeprowadzonych reform.