Reklama

Łotysz już liczy euro

Mieszkańcy z rezerwą podchodzą do nowej waluty. Rządzący są zadowoleni.

Publikacja: 21.03.2014 07:00

Na największym bazarze w Rydze kupcy wciąż uczą się euro

Na największym bazarze w Rydze kupcy wciąż uczą się euro

Foto: Fotorzepa, Agnieszka Kamińska Agnieszka Kamińska

Jak żołądź, z którego wyrasta dąb, Łotwa dorosła do tego, aby przyjąć euro. Pod takim hasłem dwumilionowy nadbałtycki kraj niespełna trzy miesiące temu żegnał się z łatem. Dla kraju, którego waluta od dziewięciu lat była sztywno związana z euro, wejście do strefy euro to nie rewolucja.  – Nie prowadziliśmy własnej polityki pieniężnej, więc nie było powodu, aby utrzymywać narodową walutę – mówi Ojars Kehris, były minister finansów, członek think tanku „Ekonomiści 2010" w Rydze. – Dla małych krajów, jak Łotwa, euro jest bardzo ważnym czynnikiem stabilizującym gospodarkę – podkreśla Ilmars Rimsevics, szef banku centralnego Łotwy. Przyjęcie euro ułatwiło życie eksporterom, którzy jedną trzecią produkcji wysyłają do krajów eurolandu. Obniżyło koszty obsługi zagranicznego długu – według szacunków banku centralnego o ok. 80 mln euro rocznie. Zwiększyło też atrakcyjność inwestycyjną kraju. Ale mieszkańcy Łotwy (ponad jedna czwarta to Rosjanie) wciąż mają sporo obaw związanych z nową rzeczywistością.

Strach przed drożyzną

Droga Łotwy do euro była długa i wyboista. Kraj miał stać się częścią eurolandu już w 2008 r. Plany rządu pokrzyżował globalny kryzys finansowy. Głęboka recesja sprawiła, że Ryga musiała skorzystać z finansowej kroplówki Międzynarodowego Funduszu Walutowego, a to oddaliło plan przyjęcia euro. Paradoksalnie, dzięki radykalnej polityce zaciskania pasa, Łotwa szybko odbiła się od dna, a ojciec sukcesu – premier Valdis Dombrovskis, z dużą determinacją zaczął przeć ku strefie euro. Nie zraziły go nawet problemy Grecji i Portugalii.

– Nie miałem wątpliwości. Wspólna waluta nie jest problemem sama w sobie. Kryzys w strefie euro to nie jest kryzys waluty – mówi dzisiaj były już premier Łotwy.

Teraz łotewska gospodarka rozwija się najszybciej w całej Europie. Komisja Europejska prognozuje, że PKB wzrośnie o ponad 4 proc., inflacja pozostanie poniżej 2 proc., a dług publiczny będzie poniżej 40 proc. PKB.

Gospodarczo na przyjęcie euro Łotwa wydaje się więc dobrze przygotowana. Największym wyzwaniem było – i wciąż jest – zapewnienie całej operacji poparcia społecznego. Jeszcze w połowie 2013 r. mniej niż połowa mieszkańców popierała plan pozbycia się łata. Kampania informacyjna kosztowała rząd 1,7 mln euro.

Reklama
Reklama

– Tłumaczyliśmy ludziom, że skoro i tak jesteśmy ściśle związani z euro i mamy kredyty w tej walucie, to po co niepotrzebnie płacić za wymianę pieniędzy. Powoływaliśmy się na przykład naszego sąsiada, Estonii, który kilka lat temu przyjął euro i od tego czasu dobrze sobie radzi – wspomina Nils Sakss, dyrektor departamentu polityki fiskalnej Ministerstwa Finansów.

Łotysz obawia się wzrostu cen. Kurs wymiany ustalono na 0,7028 łata za 1 euro, a przyzwyczaić ludzi do nowej waluty miały m.in. podwójne cenniki. Jednak, pomimo kontroli, część sprzedawców wykorzystała okazję i zawyżała ceny w łatach, aby zaokrąglić je w górę po zamianie na euro. Według szacunków banku centralnego podniosło to inflację, jednak nie więcej niż o 0,2 pkt proc.

Zdaniem Valdisa Dombrovskisa społeczne poczucie, że inflacja jest wyższa, to bardziej kwestia psychologii niż statystyk.

– Kiedy w 2011 r. Gazprom podniósł ceny gazu dla wszystkich krajów nadbałtyckich, Estończycy, którzy właśnie wtedy weszli do strefy euro, winili za to wspólną walutę. Nasze statystyki inflacji w pierwszych miesiącach po przyjęciu euro nie pokazały żadnych większych zmian – mówi.

Bank Łotwy prognozuje, że w tym roku ceny wzrosną średnio o 1,7 proc.

Niezadowoleni kelnerzy

Przedstawiciele Ministerstwa Finansów zapewniają, że cała operacja zamiany łata na euro przebiegła sprawnie. Z rozmów z mieszkańcami Łotwy wynika, że najtrudniejsze dla wszystkich były pierwsze dwa tygodnie stycznia, kiedy w obiegu były obie waluty. Można było płacić łatami, ale resztę otrzymywało się już w euro.

Reklama
Reklama

– Zamiana waluty w dwa tygodnie to było coś – wspomina Ilmars Rimsevics, szef banku centralnego.

Na taki system narzekali handlowcy.

– Każdy sklep stał się małym punktem wymiany walut. Ludzie, zamiast pójść do banku i wymieniać łaty na euro, robili to podczas zakupów – wspomina Anatolij Abramov, zarządzający największym bazarem w Rydze.

Handlowcy musieli zaopatrzyć się w euro, żeby móc wydawać resztę.

– W styczniu i lutym obroty na bazarze wyraźnie spadły. Część kupców zamknęła interes na pierwsze dwa tygodnie po wprowadzeniu euro – mówi Abramov.

Niezadowoloną grupą są kelnerzy, których zarobki nagle spadły o jedną trzecią.

Reklama
Reklama

– Zagraniczni turyści zostawiali wyższe napiwki w łatach, ponieważ nie przeliczali. No i nie chcieli zabierać drobnych do domu. Z euro mamy gorzej – tłumaczy Ojars Kehris.

Problemy mają niewidomi – dotykiem łatwiej było im rozpoznać nominał łata niż nowej waluty.

Ale z miesiąca na miesiąc coraz lepiej z nową walutą. I nie chodzi tylko o korzyści gospodarcze.

– Euro zwiększa bezpieczeństwo Łotwy, co jest ważne zwłaszcza teraz, w kontekście problemów Ukrainy – przyznaje Ojars Kehris.

W ocenie Dombrovskisa aspekt geopolityczny nie był kluczowy. – Euro to sprawa gospodarcza, a w dziedzinie bezpieczeństwa znacznie ważniejsze jest NATO – uważa były premier Łotwy. Przyznaje jednak, że argumenty polityczne pomogły przekonać najbardziej zagorzałych eurosceptyków.

Reklama
Reklama

Łotewscy politycy i ekonomiści zalecają Polsce determinację w drodze do wspólnej waluty. – Dla Polski główną decyzją polityczną będzie rezygnacja z płynnego kursu walutowego i wejście do korytarza walutowego ERM2. Przebywanie tam potrwa i może być kosztowne – mówi Dombrovskis.  Jego zdaniem nie mamy co liczyć, że Bruksela pozwoli nam przyjąć euro na specjalnych warunkach, bo strefa euro rygorystycznie podchodzi do kryteriów.

Podobnie uważa szef banku Łotwy. – Sportowiec musi przygotować się do startu w igrzyskach, a każdy kraj musi przejść testy, aby wejść do strefy. Jednym z nich jest korytarz walutowy. Nie widzę powodu, żeby robić wyjątki – mówi Rimsevics.

Rząd szacuje, że operacja zmiany łata na euro będzie kosztowała kraj nie więcej niż 0,8 proc. PKB. Długoterminowe korzyści trudno oszacować.

– Wpływ na wzrost PKB będzie ograniczony. Tym, czym martwimy się teraz, są koszty, jakie poniesiemy w wyniku kryzysu na Ukrainie – ocenia Dainis Gašpuitis, ekonomista banku SEB.

Finanse
Dania rzuca rękawicę Trumpowi. Pozbędzie się wszystkich amerykańskich obligacji
Materiał Promocyjny
Największa w historii fala sukcesji. Jak polskie rodziny przygotowują się do przekazania majątku?
Finanse
Rekordowe zakupy NBP. Rezerwy złota Polski mają sięgnąć 700 ton
Finanse
Czy niemieckie złoto powinno wrócić do Europy? Eksperci ostrzegają przed Trumpem
Finanse
Ciekawe trendy na rynku obligacji. Co nas czeka w tym roku?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama