Reklama

Trudne rozstania

Kwalifikacje i zaangażowanie nie chronią przed utratą pracy. Szczególnie wtedy, gdy firma zmienia strategię. Przekonali się o tym pracownicy TV Puls
Zespół „Puls Raportu” wraz z szefową Amelią Łukasiak po ostatnim wydaniu programu (foto. Arkadiusz G

Zespół „Puls Raportu” wraz z szefową Amelią Łukasiak po ostatnim wydaniu programu (foto. Arkadiusz Gołębiewski)

Foto: Rzeczpospolita

Zamiast wypowiedzeń grupowych i spraw w sądzie będzie zgodne rozstanie za porozumieniem stron i to na wniosek pracownika – na to liczą szefowie Telewizji Puls, którzy jak najszybciej chcą zakończyć sprawę likwidacji programu informacyjnego „Puls Raport”.

– Pracownicy mają do wyboru porozumienie i otrzymanie dodatkowego odszkodowania lub wypowiedzenie i otrzymanie wszystkich świadczeń przewidzianych ustawą – wyjaśnia Dariusz Dąbski, prezes TV Puls.

Według naszych informacji na dobrowolne odejście zdecyduje się większość, jeśli nie wszystkie ze 118 osób, które miały odejść w ramach grupowych zwolnień zapowiedzianych w połowie lipca. To wtedy stacja należąca do ojców franciszkanów i globalnego potentata medialnego News Corp. nagle zrezygnowała z nadawania informacyjnego „Puls Raportu”.

Około 150 pracowników zaangażowanych do produkcji programu dowiedziało się o tym kilka godzin przed ostatnim wydaniem „Puls Raportu”. Okazało się, że ponad 100 z nich straci pracę.

Przy niedługim, najwyżej rocznym stażu mogli liczyć na odprawę w wysokości miesięcznej pensji. – W dodatku usłyszeliśmy od prawnika zarządu, że do odprawy nie będą się liczyły nasze honoraria. To doprowadziło ludzi do pasji, bo trzy miesiące wcześniej firma zmieniła nam umowy o pracę, rozbijając wynagrodzenie na stałą pensję i honorarium. Wtedy tłumaczono, że skorzystamy na niższych podatkach. Teraz okazało się, że stracimy na niższych odprawach – wspomina jedna z byłych już dziennikarek TV Puls, prosząca o anonimowość. Dziennikarze wynajęli adwokata i zaczęli walkę o swoje prawa.

Reklama
Reklama

– Likwidacja „Puls Raportu” nie była kwestią nagłego pogorszenia warunków finansowych stacji, lecz zmiany strategii biznesowej. W takiej sytuacji firma powinna wziąć na siebie odpowiedzialność za ludzi, których niedawno ściągała z rynku – mówi były dziennikarz stacji Jarosław Olechowski.

Mobilizacja zespołu pomogła; dziennikarze wywalczyli korzystniejsze rozwiązania – firma wypłaci im w sumie wynagrodzenie za trzy miesiące i uwzględni też honoraria.

– Gdyby nie to, że wynajęliśmy prawnika i zagroziliśmy sądem pracy, to nie wiem, czy udałoby się tak załatwić sprawę – zastanawia się inny z naszych rozmówców. Pracownikom stacji sprzyjał też fakt, że likwidacja „Puls Raportu” wzbudziła duże zainteresowanie mediów. W ich obronie ostro wystąpiło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, które zwróciło się też o pomoc do rzecznika praw obywatelskich.

Na poparcie branżowych organizacji zwalniani pracownicy rzadko mogą liczyć. Sprzyja im za to koniunktura w polskiej gospodarce i na rynku pracy. Dzięki niej firmy rzadko muszą się uciekać do grupowych zwolnień; częściej to one konkurują o pracowników. Jeśli więc nawet zwalniają, to bardziej dbają o formę rozstania.

Tak jest np. w sektorze finansowym, gdzie wiosną bank Citi Handlowy poinformował, że zwolni 490 osób ze swej liczącej 5,8 tys. osób załogi. Jak wyjaśnia Agata Charuba-Chadryś z departamentu komunikacji korporacyjnej i marketingu banku, firma stara się przede wszystkim zapewnić zwalnianym pracę w oddziałach grupy w Polsce. Dla pozostałych przygotowała specjalne pakiety odprawowe. – Wysokość i zasady przyznawania pakietów są korzystniejsze niż ogólnie obowiązujące przepisy. Ponadto pracownicy otrzymują również możliwość skorzystania z szeregu świadczeń pozapłacowych – wyjaśnia Agata Charuba-Chadryś. Bliższych informacji o wysokości odpraw nie udziela, tłumacząc się poufnością umowy.

Na nic więcej poza ustawowe minimum nie mogą natomiast liczyć zwalniani pracownicy Krośnieńskich Hut Szkła Krosno SA, największego producenta szkła gospodarczego w Polsce. Wiosną zapowiedział, że ograniczy ręczną produkcję, zwolni 1200 z 3,5 tys. pracowników. – Firmy nie stać na większe odprawy – wyjaśnia Bożena Czapka, kierownik ds. zarządzania zasobami ludzkimi w Krośnie. Dodaje, że cięcia zatrudnienia dotkną nie tylko produkcję, ale też inne działy, m.in. handlowy, marketingu czy HR.

Reklama
Reklama

Większość pracodawców rozumie, że rynek pracy zależy od koniunktury. A jest ona teraz dobra dla pracowników. Obserwujemy więc zdecydowanie większą niż kilka lat temu dbałość firm, by rozstania z ludźmi były możliwie cywilizowane.

Tym bardziej że być może w przyszłości trzeba się będzie do nich ponownie zgłosić z ofertą pracy. Pracodawcy wiedzą też, że informacja o zwolnieniach rozejdzie się echem w branży i na rynku. Wolą więc zminimalizować negatywne skutki takiego komunikatu w dobrze pojętym interesie firmy i jej biznesu.

Zwolnienie grupowe ma miejsce, gdy obejmuje w okresie 30 dni:

Pracownikom odchodzącym w ramach zwolnień grupowych pracodawca musi wypłacić odprawę. Jej wysokość zależy od stażu pracy. Jeśli jest krótszy niż dwa lata, to przysługuje miesięczne wynagrodzenie. Po co najmniej dwóch latach pracy – dwukrotność miesięcznego wynagrodzenie, a po co najmniej ośmiu latach pracy – jego trzykrotność. Odprawa nie może jednak przekroczyć wysokości 15-krotnej minimalnej płacy w gospodarce. Takich limitów nie ma w Programach Dobrowolnych Odejść. Realizują je pracodawcy, którzy mają potrzebę zredukowania liczby pracowników, ale chcą to robić w możliwie mało konfliktowy sposób. Proponują wtedy dobrowolne odejścia w zamian za szczególne uprawnienia związane zwykle z wyższymi odprawami. Wprawdzie koszt takiej operacji jest wyższy niż w przypadku zwolnienia grupowego, ale zyskiem jest spokój społeczny.

Ekonomia
Jest zgoda na budowę ekspresówki pod Warszawą. Powstanie 9 km nowej drogi
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Ekonomia
Znalazł sposób na wyższy zwrot kaucji. Tak ten mężczyzna zarabia na butelkach
Ekonomia
To ma być powrót do przeszłości. PKP Intercity podało pierwsze trasy
Ekonomia
Wystawne kolacje i lekcja upadku. Nowy biznes Janusza Palikota
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama